Ilustrator rzeczywistości

Jeden z najlepszych polskich ilustratorów i grafików młodego pokolenia. Rysował dla Fisza i Emade, Moniki Brodki, a także Bronisława Komorowskiego. Bartłomiej „Arobal” Kociemba, tłumacz dharmy i instruktor medytacji w szkole Shambhali, a także kosmopolita. Krąży pomiędzy Warszawą, Krakowem, a Kopehnagą. A pomiędzy nimi szuka inspiracji i tworzy w rodzinnym Szczecinie. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Wróciłeś do Szczecina i co zobaczyłeś?

Pierwsze dwa elementy, które mnie uderzyły w Szczecinie to woda i zieleń. To jest wyjątkowe w skali Polski, a nawet w skali Europy, że w mieście jest tyle wody i zieleni, które wręcz przenikają miasto. Od zabudowanych osiedli płynnie przechodzą do okalającej je puszczy. Obserwując to z boku nasunęła mi się taka refleksja, że ludzka cywilizacja niekoniecznie jest czymś antagonistycznym do natury. W przypadku Szczecina uderza mnie piękno miasta i to, że miasto wyrasta z natury. 

Masz niezłą listę miejsc, w których mieszkałeś.

Urodziłem się w Szczecinie, wychowałem w Barlinku. Liceum skończyłem w Gorzowie, studiowałem we Wrocławiu skąd wyjechałem do Warszawy. I zaledwie parę miesięcy temu po prawie 10 latach z niej się wyprowadziłem. Jestem w ciągłej podróży między Kopenhagą, Berlinem, Barlinkiem, Szczecinem, Warszawą i Krakowem. To pojawiło się naturalnie, parę miesięcy po tym jak mój chłopak wyjechał z powrotem do Danii stwierdziłem, że nie chcę samemu mieszkać w kawalerce, a rysować mogę przecież wszędzie.

Ale Warszawa pomogła Ci w karierze.

W tamtym czasie nie byłoby mojej kariery bez Warszawy. Nigdzie indziej nie było tak otwartej przestrzeni na spontaniczne działania. Tam mieści się też większość ilustrowanych wydawnictw. Żyjemy w kraju mocno scentralizowanym na wielu poziomach, także pod względem kultury. Jednak obecnie Warszawa jest już dobrze użyźniona. Pora zabrać się za inne miasta. Współpraca z Trafostacją, z Patrycją Tokarską i Maćkiem Gardiasem z Tokarni, z Westivalem zainspirowała mnie do nowych poszukiwań.

Co prawda rozczarowały Cię studia politologiczne, ale czy nadal obserwujesz nasze polskie społeczeństwo? Dużo się ostatnio dzieje, także w sferze obyczajowej, seksualnej… Temat Ci bliski.

Oczywiście. Zwłaszcza w świetle ostatnich wyborów. Interesuje mnie jednoczenie się w ramach konkretnych zagadnień życia społecznego, badanie uwarunkowań, jakie mamy ze względu na naszą historię, tego czym możemy dzielić się ze światem, a czego powinniśmy uczyć się od innych.

Interesują mnie kwestie służby zdrowia i obecna sytuacja górników. A już ogromnie interesują mnie grupy wykluczenia społecznego. Sam do nich należę, bo jako gej nie mam w naszym kraju równych praw z osobami heteroseksualnymi. To ciekawe, że mówisz o sferze seksualnej jako szczególnie mi bliskiej. Wydaje mi się, że jest to część życia bliska każdemu człowiekowi, nie tylko mężczyźnie będącemu w związku z innym mężczyzną…

Nie masz trudności z bycia sobą? 

Nie. Mam trudność z zaakceptowaniem braku równości w prawach obywatelskich, z przemocą czy to fizyczną na ulicy, w domu, czy to psychiczną w szkole, lub miejscu pracy. Pochodzę ze światłej i kochającej rodziny, z którą jestem bardzo związany, ale niestety nie każdy ma to szczęście, by wychować się w domu gdzie czuć akceptację. Tym bardziej jestem dumny z osób, które wychodzą z tzw. szafy, podejmują wyzwanie, by żyć otwarcie, bez oszukiwania siebie ani ludzi wokół. To trudne, w naszym społeczeństwie wciąż dużo jest lęku przed tym co podważa stereotypowy obraz męskości. Sądzę, że z tego wynika silna homofobia i szowinizm.

Jak to rozumiesz?

Sądzę, że lęk przed byciem "niemęskim" wiąże się z dyskryminacją kobiet. Mamy do czynienia z pewnym paradoksem - kobiety są w Polsce lepiej wykształcone, ciężko pracują, a wciąż są gorzej opłacane, mają utrudnioną ścieżkę kariery, nie mówiąc o społecznych oczekiwaniach kultywowania tradycyjnych ról w związkach. Wielu mężczyzn wciąż nie potrafi odnaleźć się w świecie gdzie kobiety są niezależne, chcą spełniać się zawodowo i osobiście. Kobiety śmielej podejmują walkę ze stereotypami na swój temat. Sądzę, że wciąż niewielu mężczyzn ma odwagę by być mężczyzną na własnych warunkach, a nie pod dyktando odgórnych oczekiwań.

Wróćmy do pracy. W którym momencie Twoja pasja stała się Twoim zawodem?

To był proces. Od początku studiów dużo rysowałem, ale po przerwaniu nauki na uniwersytecie utrzymywałem się głównie z prac dorywczych, np. w hotelowym barze, na budowie, jako pomocnik ogrodnika, lub przy festiwalu filmów dokumentalnych. Ale prawie codziennie po pracy do późnych godzin rysowałem swoje bazgroły.

Pamiętasz swoje pierwsze zlecenie? 

Tak w 2004r. To były trzy ilustracje do niszowego lajfstajlowego magazynu pt. Cafe Magazyn. 

A to, które Cię zaskoczyło?

Telefon od braci Waglewskich. Natknęli się przypadkowo na moją wystawę i chcieli użyć fragmentu mojej pracy. Nie zgodziłem się, ale zaproponowałem, że zrobię dla nich całą oprawę graficzną. Efektem była płyta „Heavi metal”.

Dobry album i okładka.

Dzięki. Przed przygotowaniem ilustracji zabronili mi słuchać albumu. Podali mi kilka swoich pomysłów i na tej podstawie mogłem już robić, co chciałem.

Dostałeś zamówienie z Kancelarii Prezydenta RP. Prestiżowe zlecenie...

Mam chyba problem ze słowem „prestiż” (śmiech). Użyłaś go specjalnie?

Chyba nie (śmiech).

Jeśli rozpatrywać „prestiż” w kategoriach tego co ważne i wyjątkowe to zamówienie z Kancelarii takim właśnie było. Jego przedmiotem były ilustracje do kalendarza na rok 2013, a tematem Pałac Prezydencki - przepiękny budynek, który Para Prezydencka postanowiła z bliska przedstawić szerokiej publiczności. Dzięki temu zamówieniu miałem możliwość spędzenia wielu godzin spacerując po historycznych salach, fotografując wnętrza i szukając inspiracji jak ciekawie opowiedzieć o tych przestrzeniach.

Poznałeś prezydenta Komorowskiego?

Tak, zostałem mu przedstawiony podczas noworocznego spotkania z twórcami kultury. Było mi miło z powodu zaproszenia, ale w towarzystwie tylu zasłużonych osób czułem się trochę onieśmielony. W trakcie jednego z przemówień Pan Prezydent podkreślił wagę inwestowania w nową polską sztukę. Mówił o tym w kontekście Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ale dało mi to poczucie, że zaproszenie do współpracy nad kalendarzem nie było przypadkiem, tylko wyrazem wizji wspierania młodych twórców.

Wracając płynnie do początku naszej rozmowy to w Trafostacji Sztuki wyszedłeś poza ilustrację. Stworzyłeś swoją graficzną mapę Szczecina dodając do niej instalację z roślin rosnących w okolicach miasta. 

Pokazałem wizję miasta, którym Szczecin może być w przyszłości, aspekty, które mnie w nim inspirują, ale też te, które są trudnym elementem życia codziennego. Z tego co zaobserwowałem goście Trafo dyskutowali nie tylko o kolorach jakich użyłem w ilustracjach, ale też o kondycji miejsca w którym żyją, ich prywatnych historiach, marzeniach i obawach związanych z przyszłością Szczecina. Jestem bardzo zadowolony z tego efektu.

Dziękuję za rozmowę.

 
 
Za wystawą Arobala i sprowadzeniem go do Trafostacji Sztuki stoi duet twórców i kuratorów – Patrycja TokarskaMaciej Gardiasz. Pod szyldem Tokarnia, bez siedziby, ale z pomysłami otworzyli nowe drzwi do sztuki. Po godzinach wcielają się w rolę kuratorów i organizatorów wydarzeń artystycznych, doradzają również w wyborze dzieł sztuki. Na co dzień zajmują się architekturą – ona krajobrazu, on – tą klasyczną. Maciej Gardiasz jest również współorganizatorem Westivalu Architektury. – Oboje wychowaliśmy się w domach, gdzie sztuka zawsze była obecna. Lubimy artystów, galerie, śledzimy nowości. Chcemy, by sztuka była obecna w przestrzeni publicznej Szczecina – mówią. – Tworząc Tokarnię kierowaliśmy się zdrową egoistyczną potrzebą poznawania ludzi, którzy nas inspirują. Tokarnia nie posiada własnej przestrzeni. Szuka alternatywnych rozwiązań. Ich pomysły wspierają przyjaciele i nowoczesne firmy. Tokarnia do swoich działań zawsze wybiera przestrzeń Szczecina. Są otwarci na współpracę.
Prestiż magazyn szczeciński
3( 80)
Marzec'15
gajda