Pasja tworzenia

Atelier Kleist to miejsce szczególne. W maju br. obchodzić będzie 12 urodziny. Jego twórcy w województwie zachodniopomorskim mieszkają już od 20 lat. Pochodzą ze wschodniej części Pomorza, ale ich korzenie są już na stałe osadzone w Szczecinie.

Autor

Karina Tessar

galeria

Twarze marki

Na początku działalności twarzą salonu jubilerskiego Kleist była Maxime Calington, pierwsza reprezentantka szwedzkiej Polonii w historii Miss Polonia, która znalazła się w gronie pięciu najpiękniejszych Polek. Mieszkająca obecnie w Dubaju Maxime jest wnuczką Mariana Kielca, jednego z najlepszych piłkarzy Pogoni Szczecin, króla strzelców polskiej ekstraklasy w sezonie 1962/63. – Z rodziną Maxime zaprzyjaźniliśmy się od momentu, gdy jej babcia po raz pierwszy odwiedziła nasz sklep – mówi Barbara Kleist, właścicielka atelier. Obecnie twarzami marki są młodzi tancerze, uczestnicy kampanii „Szczecin z całego serca polecam – Ambasador Marcin Kleist i Julia Bień”, którzy w lutym br. jako wicemistrzowie świata młodzieży dali piękny pokaz podczas Turnieju Tańca Towarzyskiego Pro-Am „Future” w Filharmonii Szczecińskiej. Na swoim koncie mają już m.in. udany występ na największym i najstarszym turnieju tańca towarzyskiego na świecie w Blackpool czy 2 złote medale, zdobyte w Moskwie. Mimo młodego wieku (Marcin – 18 lat, Julia – 14 lat) mają na swoim koncie wiele sukcesów. Pracują ze sobą niecałe 2 lata, ale pod okiem wielokrotnych mistrzów świata, Pauliny Glazik i Marka Kosatego, prężnie zdobywają taneczne szczyty. Mimo podbijania światowych parkietów, serce urodzonego w Szczecinie Marcina zawsze pozostaje przy naszym mieście.

Więcej niż sklep

Lokal przy ul. Rayskiego został stworzony przez rodzinę Kleistów od początku, a przerobienie mieszkania na salon jubilerski wymagało nie tylko ciężkiej pracy, ale i pasji. Właściciele mieli jednak szczęście spotkać na swojej drodze architektów i stolarzy, którzy podchodzą do swoich zawodów z równie wielkim zamiłowaniem, jak oni sami do jubilerstwa. Klienci czują się tu dobrze także, a raczej przede wszystkim, za sprawą ciepłych relacji, jakie łączą ich z właścicielami. – Poprzez swoją pracę uczestniczymy w najważniejszych dla nich wydarzeniach. Kolejne pokolenia zamawiają u nas ręcznie wykonywane obrączki czy pierścionki zaręczynowe, w które wkładamy cząstkę siebie, dlatego wiele osób jest nam bardzo bliskich, a z niektórymi łączą nas wręcz rodzinne relacje – mówi Barbara Kleist. – Na naszej stronie internetowej można poznać „moje dzieci”, czyli najnowsze, ręcznie wykonane prace, grono naszych znamienitych klientów, a także migawki z zorganizowanych przez nas pokazów i uroczystości, na które mieliśmy zaszczyt być zaproszeni.

Zaufanie to podstawa

Ciągły proces twórczy wymaga natchnienia, ale przy wykonywaniu indywidualnego projektu ważne jest też poznanie przyszłego właściciela. Proces ten jest jednak prawdziwie pełny, jeśli zamawiający obdarzy twórcę odrobiną zaufania i podaruje mu margines wolności. Postawienie zbyt sztywnych ram nie tylko utrudnia pracę, ale zdarza się, że pozbawia ją polotu, który przesądza o ostatecznym kształcie dzieła. Zyskując zaufanie całych pokoleń, sklep stał się atelier, w którym można wykreować siebie lub podarować komuś coś absolutnie niepowtarzalnego. Tak wyjątkową, najważniejszą pracą 2014 roku, była statuetka wykonana z okazji jubileuszu 230 rocznicy powstania najstarszego uniwersytetu publicznego w USA, Uniwersytetu Georgia. Najnowszym wyzwaniem dla pracowni jest monstrancja dla parafii na Bemowie w Warszawie. Pozostaje pytanie, jakie dzieło może powstać w następnej kolejności, jeśli teraz atelier Kleist tworzy już dla samego Pana Boga…

Prestiż magazyn szczeciński
3( 80)
Marzec'15
gajda