Makijaż dobroczynny. Agata Naniewicz-Zalewska i jej gwiazdy

Kilkadziesiąt najgorętszych nazwisk ze świata muzyki, telewizji, sportu i show biznesu, a wśród nich Dorota Wellman, Otylia Jędrzejczak, Ilona Felicjańska, Wojciech Brzeziński, Aleksandra Kwaśniewska, Małgorzata Ostrowska, Anna Guzik, Anna Wendzikowska, Ramona Rey i Natalia Siwiec. Wszyscy w niesamowitych i zaskakujących makijażach autorstwa Agaty Naniewicz-Zalewskiej. Trzy lata ciężkiej pracy, tysiące przejechanych kilometrów, nieprzespane noce, momenty załamania, ale i ogromnej satysfakcji. I jest.

Autor

Aneta Dolega

Dosięgnąć gwiazd to pierwszy album szczecinianki, od początku do końca według jej pomysłu. Powstał, by wesprzeć Fundację Herosi, która pomaga dzieciom z chorobami nowotworowymi, ale też jest spełnieniem marzeń jego autorki.

– Zawsze wierzyłam w przyciąganie myślami różnych zdarzeń i wizualizację marzeń. Zawsze uważałam, że należy pomagać innym, bo dobre rzeczy do nas wracają. Miałam przy łóżku w sypialni taką tablicę z wycinkami z gazet przedstawiającymi to, co chciałabym w życiu osiągnąć – opowiada autorka albumu. – Któregoś dnia obudziłam się i powiedziałam do męża, że chciałabym coś zrobić dobrego dla innych, wykorzystując do tego swoje umiejętności. Może wydam książkę wizażową? Zaangażuję gwiazdy a zyski przeznaczę na szlachetny cel. 

Bohaterowie z przypadku

Kiedy Agata miała już gotowy plan działania, rozpoczęły się poszukiwania fundacji, dla której miałby powstać projekt. I tak trafiła na warszawską Fundację Herosi, która wykonuje wręcz bohaterską robotę dla ciężko chorych dzieciaków.

– Z Fundacją Herosi zetknęłam się za sprawą wystawy fotografii Anny Powierży „Perfume” – kontynuuje opowieść Agata. – Ania stworzyła przepiękne zdjęcia, inspirowane powieścią „Pachnidło”, a ja bohaterce tej sesji, Ilonie Felicjańskiej, robiłam makijaż. W czasie wernisażu poznałam Anetę Rostkowską, prezeskę Herosów. Ujęło mnie, jak dużo robi dla zupełnie obcych dla niej dzieci, a także to, że w fundacji pracują wyłącznie wolontariusze. Przedstawiłam jej pomysł. Powiedziałam, że album będzie całkowicie robiony non – profit, a zyski z jego sprzedaży zasilą konto Fundacji. Aneta Rostkowska się zgodziła. I się zaczęło.

Droga do gwiazd

Pierwszą gwiazdą, która trafiła do albumu była Natalia Lesz, wokalistkai aktorka poznana przez Łukasza Jakóbiaka prowadzącego internetowy talk-show „20 m2

– Kiedy tylko się zgodziła, dostałam impuls do działania. Szybko zadzwoniłam do Gregora Laubsha, świetnego berlińskiego fotografa, którego wcześniej poznałam przy okazji wspólnych warsztatów fotograficznych. Powiedziałam mu, że mam fajną modelkę, że jest dobry projekt, że pracujemy wszyscy charytatywnie. Od razu się zgodził. Zabrałam Natalię do Berlina, zorganizowaliśmy ekipę i do roboty.

Następne gwiazdy pojawiały się – a to przez tzw. pocztę pantoflową, a to przez polecenie. Do części Agata trafiała bezpośrednio sama albo przez ich menagerów, działając według złotej zasady „jeśli się nie zapytasz to się nie dowiesz”

– Pamiętam jak jechałam do Warszawy na sesję z aktorką Joanną Jabłczyńską. Od niej na miejscu dowiedziałam się, że projektem jest także zainteresowana prezenterka Anna Wendzikowska. „Chcesz ją?” – z uśmiechem zapytała mnie Joanna. „No ba!”. Szybko więc zadzwoniłam do Arkadiusa Mauritza, świetnego fotografa, którego znałam i powiedziałam mu, że mamy Anię do zdjęć. Specjalnie dla mnie przełożył inne zlecenie i przyjechał z Płocka na sesję. Zdjęcia zrobiliśmy w Teksturze, w której później też malowałam m.in. Patricię Kazadi i Katarzynę Skrzynecką. Wszystko robione na biegu.

Na wariackich papierach

Agata założyła, że album zrobi w pół roku. Praca nad projektem przedłużyła się do prawie trzech lat. W tym czasie przejechała ponad szesnaście tysięcy kilometrów, spędzając kilkaset godzin w pociągach. Zorganizowała kilkadziesiąt sesji zdjęciowych w sześciu miastach Polski i Berlinie. Udało jej się namówić do współpracy całą rzeszę utalentowanych fotografów, stylistów i projektantów. Nikt za to nie wziął ani grosza. 

– Były momenty zwątpienia, że nie dam już rady, że to mnie przerasta. By pokryć koszty projektu sprzedałam samochód, by mieć czas na jego realizację zawiesiłam własną działalność zawodową, a we własnym domu byłam gościem – wyznaje wizażystka. – Ale zaraz potem wracała dobra energia. Zaangażowanie ludzi było świetnym motorem do działania.

Album był robiony dosłownie na wariackich papierach. Sesje odbywały się w przeróżnych, czasem dziwnych miejscach, np. w pociągu albo na zapleczu salonu fryzjerskiego jak miało to miejsce w przypadku aktora Wojciecha Brzezińskiego. Czasem w ciągu jednego dnia Agata malowała kilka gwiazd po kolei. Niektóre sesje były przekładane, bo gwieździe coś wypadło albo się rozchorowała.

– Zdarzały się też tak cudowne momenty jak te z Dorotą Wellman, z którą bardzo chciałam się spotkać, a nasza sesja była ciągle przekładana. W końcu przyjechała i pomimo choroby dała z siebie wszystko. Okazała się, że jest równą, obdarzoną ogromnym poczuciem humoru osobą. Fajnie wspominam spotkanie z tancerką Krystyną Mazurówną. Jajcarska, na luzie kobieta, która mówi to co myśli, nie zważając na to czy ktoś złapie jej dowcip czy nie. Podobnie Kasia Skrzynecka, która miała dla nas tylko godzinę, a została do wieczora opowiadając dowcipy i rozśmieszając nas do łez – wymienia jednym tchem Agata. – Stylistów, fotografów, fryzjerów, miejsca sesji zawsze miałam już wcześniej zaplanowane. Na końcu wchodziłam z makijażem. Zazwyczaj patrzyłam na modelkę/modela, zaglądałam do swojego kuferka i leciałam. Bardzo często działałam spontanicznie. Np. miałam zaplanowane złoto i brązy dla modelki, a finalnie wychodziła w pawich piórach.

Skromna Siwiec, delikatna Ostrowska

Efekty były niejednokrotnie zaskakujące. Niektóre z gwiazd są nie do poznania…

– Ciekawe jak odbiorcy albumu zareagują na Ilonę Felicjańską, która pojawia się w kilku odsłonach. Podejrzewam, że przy jednej fotografii mogą jej zupełnie nie poznać… Podobnie może być z Wojtkiem Brzezińskim, który pojawia się w podwójnej roli na jednym zdjęciu – śmieje się Agata. – Niektóre gwiazdy same sugerowały, jaki makijaż chciałyby mieć. Znana z ekstrawaganckiego wizerunku Małgorzata Ostrowska pojawia się w delikatnym i subtelny makijażu. Chciała wyglądać inaczej, naturalniej. Jak mi powiedziała: „Pani Agato, makijaż kreatywny to ja noszę od kilkudziesięciu lat. Zróbmy coś innego”. 

Podobnie jak gwiazda z okładki – modelka Natalia Siwiec, symbol seksu i marzenie wielu mężczyzn. Takiej jej chyba jeszcze nikt nie widział…

– Wbrew temu, co kreują media Natalia jest niesamowicie delikatną i bardzo sympatyczna osobą. Nie ma w niej nic z gwiazdy. Jest naturalna, ale jest też profesjonalistką. Jej zdjęcia powstawały w moim salonie – mówi Agata. – Świetnie nam się pracowało. Podobnie jak z Otylią Jędrzejczak, której gotowe zdjęcia zachwyciły osoby, które miały okazję je zobaczyć. 

Olśniewający finał

„Dosięgnąć gwiazd” to może nie dosłownie pot, krew i łzy, ale na pewno ogromna determinacja i zaangażowanie wielu osób. Efekt jest, nie przesadzając, olśniewający. Do sprawdzenia jeszcze tej wiosny.

– Nie wiem jak to się stało, ale chyba się udało – śmieje się Agata. – Na sam koniec udało nam się jeszcze znaleźć sponsora na wydanie całości. Jestem wdzięczna wszystkim za pomoc. Brakuje mi słów by to wyrazić. 

 

Agata Naniewicz – Zalewska
Szczecińska wizażystka, właścicielka marki Million Bells (www.millionbells.eu). Ma na koncie wiele sesji komercyjnych i artystycznych. Współpracuje ze znanymi fotografami, takimi jak Arcadius Mauritz czy Anna Powierża, projektantami jak Yuliya Babich, Dominika Kujawa i Maciej Muszyński. Jej muzą jest modelka Ilona Felicjańska.

Prestiż magazyn szczeciński
3( 80)
Marzec'15