Wiosenne gry i zabawy ludu polskiego

Autor

Szymon Kaczmarek

No co ty, cłowieku...” targnał swoim niewielkim ciałkiem,ale trzymałem go mocno. Jego zielony kubraczek zatrzeszczał na szwach, a czerwona czapeczka opadła na wystający kulfon koloru swieżej figi. Taka mieszanka fioletu, brązu i soczystej zieleni. „Puscaj!” zaseplenił rozpaczliwie próbując ugryźć mnie w palec. „Najpierw powiedz mi coś za licho? I nie gryź cholero” Nerwowym ruchem poprawił osuwającą się na nos czapeczkę i spojrzał na mnie gniewnymi oczkami niemal schowanymi pod krzaczastymi brwiami. „Sam jesteś licho i to nieliche” mruknął. „Mam swoje imię i nieładnie się psezywać” Mówił cichutko i z niecierpliwym pośpiechem. „Jestem Gniewuch, domowy sksat i kazdy głupi o tym wie, ale nie ty. Musę się spiesyć, a ty mnie csymas jak kota. Puscaj nooo....” Skrzat? Aż tak ze mną źle? To grypowa gorączka, czy coś poważniejszego? Malutki człowieczek wciąż wiercił się w uścisku moich palców i mamrotał pod kolorowym nochalem „Psecies się spiesę. Nikt za mnie nie zrobi, a roboty na wiosnę huk. Bo to i maciejkę posiać i robaki z gządek wyzucić, do mleka nasikać by sybciej się zsiadło, Mamuny spod schodów psegonić. Upsątnąć izby, promieni księzyca nałapać.Puscaj cłowieku...” Argumenty poważne, roboty faktycznie wiele, więc puściłem skrzata i... tylem go widział. W miejscu gdzie był jeszcze przed chwilką turlały się cztery ziarenka maku. Nawet zdjęcia mu nie zdążyłem zrobić i kto mi teraz na fejsie da wiarę?

Gniewuch? Pierwsze słyszę. Uryszki co wszystko chowają, Krzątuny, co w sprzątaniu kurzem turlają pod łóżkami, Cichacze-Znienacki, które tak nogi potrafią poplątać, że dorosłego człeka w mig na ziemię obalą, to co innego. Ba, nawet Strzelichy i Grzdańce czatujące przy leśnych mokradłach. Ale Gniewuch?

Najbardziej aktywne są na wiosnę właśnie. Szybkie jak mgnienie powieki. Pewnie dlatego niezbyt często je widzimy. Czasem mamy wrażenie, że coś się porusza tuż poza polem naszego widzenia. Że coś co położyliśmy przed chwilą na biurku, leży jakoś inaczej. Czasem słychać jakiś szmerek, tupocik jakby, czy plaskanie niewielkich stóp. Eee tam. Wydawało mi się...

Występują zarówno gromadnie jak i pojedynczo. Częściej wieczorami niż o świcie. Gęściej na wsiach, choć i do przestrzeni miejskiej się przystosowały. Ostatnimi czasy zadomowiły się ochoczo w elektronice. Prawdopodobnie środowisko owe przypadło im do gustu nie mniej niż leśne ostępy, zagracone strychy starych chałup i ciemne skrytki pod schodami. Tak, elektronika to chyba ich raj, plac zabaw i ulubiona knajpa jednocześnie. Plączą kabelki od słuchawek, chowają telefony komórkowe i gubią niezapisane pliki. Podmieniają literki w klawiaturach, wyczerpują w mig baterie i psują złącza USB. 

Imiona mają wymyślne i nowoczesne: Synapsik, Erroriusz, Systemia. Niby takie nowoczesna ale niezmiennie trwają przy swoich tradycyjnych strojach. Zielony kubraczek, czerwone spodenki, szpiczasty kapelusik, ewentualnie jakaś etniczna biżuteria. Niezmienne pozostało ich przysłowiowe łakomstwo. Wyjadają cukier z cukiernicy, wylizują czarki po galaretce i talerzyki z resztek urodzinowego tortu. Bardzo lubią ości śledzia i chrzan. Najgorzej jak znajda kropelkę na dnie kieliszka. Skutki ich opilstwa trudno przewidzieć. Nawet te, które zazwyczaj są pomocne i uczynne najdziksze wyczyniają swawole.   

Są starsze niż Brama Portowa i egipskie piramidy razem wzięte. I nikt, ale to naprawdę nikt nie jest w stanie autorytatywnie stwierdzić w jaki sposób się rozmnażają. Plotka głosi, że... no, dobra, przecież nie jesteśmy plotkarzami.

Skrzaty Polskie domowe towarzyszą nam od zarania dziejów. Czasem złoszczą, czasem śmieszą. Psocą na potęgę, ale i pomagają. Dom bez Skrzata nie ma duszy. Jest tylko powierzchnią mieszkalną, w której mieszkańcy zapatrzeni w ekrany swoich komputerów w milczeniu przeżuwają kupną pizzę. To miejsce bez tradycji, więc bez miłości i uśmiechu, bez ciepła domowego ogniska, które to określenie jest symbolem czegoś większego niż tylko ogień.

Tradycja, słowo często pojawiające się w moich rozmowach z Czytelnikami. Jedną z najpiękniejszych jest ta wielkanocna, wiosenna. Pełna nadziei, planów, marzeń. Oto kolejna zima za nami, a w perspektywie coraz cieplejsze dni, coraz więcej słońca. Tradycyjnie więc, życzę Wam wspaniałych doznań kulinarnych w jak najbliższym otoczeniu Przyrody. Słonecznych wypraw w gronie miłym sercu i pierwszych, tegorocznych grillów i ognisk. Zapachu pieczonej na patyku kiełbaski i gorącego kubka kawy. I nie zapomnijcie nalać kilku kropli mleka do skorupki orzecha i postawcie ją w ustronnym miejscu. One to uwielbiają, a odpłacą swoją codzienną, niewidoczną obecnością.

Prestiż  
Kwiecień 2015