Teatr Współczesny w Szczecinie, „Akropolis”, reż. Anna Augustynowicz, Makroakropolis.

Teatr mój widzę ogromny, wielkie, powietrzne przestrzenie, ludzie je pełnią i cienie, ja jestem grze ich przytomny, i ciągle widzę ich twarze, ustawnie w oczy ich patrzę – ich nie ma – myślę i marzę, widzę ich w duszy teatrze.

Autor

Daniel Źródlewski

Stanisław Wyspiański swój teatr widział ogromny. Jego koncepcja teatru daleko wykraczała po za scenę. Teatr miał być feerią kształtów, barw i dźwięków, a właściwa akcja powinna toczyć się nie na scenie, lecz w duszy, albo przynajmniej poza dosłowną cielesnością. Anna Augustynowicz wtóruje Mistrzowi. Jej „Akropolis” to festiwal emocji, kontekstów i wyobraźni. Rzecz dzieje na królewskim Wawelu w Wielkanoc. Ożywają kamienne rzeźby, z arrasów schodzą tajemnicze postaci – to bohaterowie mityczni, biblijni i narodowi. Rozprawiają o życiu, śmierci, bohaterstwie, przeszłości i przyszłości… Spektakl Augustynowicz niczym Teatr Wyspiańskiego też jest „ogromny”. Nie tylko w liczbie aktorów, bo na scenie oglądamy cały zespół Teatru Współczesnego oraz gości, ale przede wszystkim w ogromnej sile odważnej interpretacji. Ogromnie wnikliwej, współczesnej i aktualnej. Ogromna tu rzeczona odwaga, ale i rozwaga jednocześnie. Ogromne wreszcie wrażenia, bo dramat Wyspiańskiego to kipiący narodowo – patriotyczną symboliką kocioł emocji. Chcemy być Narodem pewnym, silnym i mocnym. Chcielibyśmy odważnie i z przytupem kroczyć przed siebie – tak jak w jednej ze scen kroczą bohaterowie „Akropolis”. Nie chcemy być Narodem tchórzliwym, słabym, pozornym – jak słabnąca, urywająca się czy wręcz zawodząca melodia przewodniej pieśni przedstawienia. Chcemy być Narodem dumnym, prawdziwym, pewnym siebie. Nie chcemy uginać się pod ciężarem niewygodnej historii albo przytłaczającej martyrologii. I co? Nie uginamy się pod ciężarem trumien z przeszłością? Kiedyś ze zwłokami wielkich koronowanych władców, dziś – a to Piłsudski, a to Dmowski, a to Wojtyła, a to Kaczyński… Wciąż oglądamy się za siebie, wciąż porównujemy, kontynuujemy, odwołujemy się i restaurujemy. Choć dramat powstał 111 lat temu, jego diagnozy wciąż zaskakują aktualnością – nam współczesnym tworzenie na nowo, mimo, że „Polska w budowie”, wciąż opornie (topornie?) wychodzi, a już na pewno nie bez zbędnych dyskusji i wielkich sporów.

Wieńczący spotkanie Anny Augustynowicz z wielkimi dziełami Stanisława Wyspiańskiego („Wyzwolenie” oraz „Wesele”) spektakl to teatralne arcydzieło, niezwykle precyzyjne, ale przede wszystkim bardzo trudne – także w odbiorze. Na najwyższe uznanie zasługuje konstrukcja scen zbiorowych. Litera dramatu jest wyjątkowo skomplikowana, nie sposób odnaleźć spójną narrację czy wyraźnie wiodące postaci. To jednak zbyteczne, siłą spektaklu jest właśnie jego atmosfera. Jak zwykle na wysokości zadania stanął zgrany zespół Teatru Współczesnego. Na wyjątkowe uznanie zasługuje (nie tylko za finałową pieśń) gościnnie występująca w spektaklu aktorka i skrzypaczka Maria Wieczorek – prywatnie córka związanej ze sceną przy Wałach Chrobrego wybitnej aktorki Ireny Jun, która gościnnie występowała między innymi w „Weselu”. Świetnie spisali się też pracujący od wielu lat z reżyserką realizatorzy. Scenograf Marek Braun stworzył tak charakterystyczne dla realizacji Augustynowicz funkcjonalne i symboliczne aluminiowe konstrukcje, Wanda Kowalska zaproponowała ascetyczne kostiumy. Wielkie brawa dla Jacka Wierzchowskiego, którego opracowanie muzyczne potęguje wymowę trudnego dramatu i nadaje mu niezwykły rytm.

Czy „Akropolis” powtórzy wielki sukces „Wesela”? Na pewno, wraz z pozostałymi częściami „Wyspiańskiego tryptyku” Anny Augustynowicz, spektakl stanie się wyrazistym punktem w historii współczesnego polskiego teatru. Fascynującego w formie, mądrego i ważnego w przekazie. 

Prestiż  
Kwiecień 2015