Mercedes z Kalifornii

Ma 51 lat, sporo pali, a zachwyca nawet 18-letnie dziewczyny, które ustawiają się w kolejkach by móc się z nim sfotografować. Mowa o Mercedesie W111, który za sprawą Pawła Knajpa odzyskał drugą młodość. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Mercedes przyjechał do Europy z Kalifornii. Sprowadził go niemiecki lekarz, który chciał odrestaurować auto w przydomowym garażu. Pracował przy nim przez 10 lat, przede wszystkim kładł nacisk na naprawy mechaniczne. Wreszcie zrezygnował, a samochód wystawił w internetowym serwisie aukcyjnym. 

– Właśnie tam go kupiłem. Mam sentyment do tej marki z kilku powodów. W 1990 roku dostałem od taty pierwszy samochód: był to mocno rozklekotany Mercedes. Drugim powodem jest fakt, że mam już podobne auto tyle, że dwa lata młodsze. Mam do niego ogromny sentyment – opowiada Paweł Knajp.

Samochód został wyprodukowany w 1964 roku. Model 220S zamontowany ma sześciocylindrowy silnik o pojemności 2, 2 litra i mocy 105KM. Pali około 14 litrów benzyny na 100 kilometrów.

– Poprzedni właściciel wsadził do niego silnik od nowszego modelu. Musiałem dlatego znaleźć i włożyć oryginalny. Gdy kupiłem ten samochód był w katastrofalnym stanie mechanicznym. Części kupowałem do niego w serwisie Mercedesa. Mimo, że auto ma ponad 50 lat, to dostępnych jest ponad 90 procent podzespołów. Nie miałem z tym problemu. Zdobyłem więc oryginalne wyposażenie, w tym m.in. skórzane fotele. Tapicerka została odnowiona. W firmie Reincarnation Classic Car zrobiliśmy zawieszenie oraz silnik. Tam też auto zostało uruchomione. Ciekawostką jest to, że karoseria była w idealnym stanie. Nie było na niej żadnego ogniska rdzy. Została więc zabezpieczona, pojawił się nowy lakier. 

Knajp, mimo że ma już dwa wiekowe Mercedesy przyznaje, że nie jest kolekcjonerem. Jest za to Członkiem Klubu Zabytkowych Mercedesów w Polsce.

– Mam te samochody po to, by nimi jeździć. Nie wyobrażam sobie, by stały w garażu i miałbym się na nie patrzeć. Nastąpił pewien podział: ja eksploatuje jednego, drugiego moja dziewczyna, która również zapałała do nich miłością. Nie jeździmy jednak cały rok, a od kwietnia do października. Przez zimę stoją „pod kołderką” i czekają na kolejny sezon – podsumowuje właściciel. 

Prestiż magazyn szczeciński
4( 81)
Kwiecień'15