Kopciuszek

Panowie, przyznajmy z ręką na sercu, że i my lubimy bajki. Nie mówię nawet tu o kultowych kreskówkach czy super bohaterach. Skupię się raczej na biblijnej opowieści o Dawidzie i Goliacie. Mały Dawid pokonuje olbrzyma Goliata. Da się? Ano da się

Autor

Krzysztof Bobala

Kochamy bajki. Ta o Kopciuszku stała się kanwą niezliczonej ilości komedii romantycznych, które z wypiekami na twarzy oglądają przede wszystkim kobiety. Żony, córki, mamy i teściowe pasjonują się losami tych skromnych i ładnych (najczęściej biednych) dziewcząt wykorzystywanych przez złe macochy i ludzi o podłych charakterach, by w końcu osiągnąć prawdziwe szczęście i poznać, ba! z wzajemnością zakochać się w jakimś „księciu z bajki”. Panowie, przyznajmy z ręką na sercu, że i my lubimy bajki. Nie mówię nawet tu o kultowych kreskówkach czy super bohaterach. Skupię się raczej na biblijnej opowieści o Dawidzie i Goliacie. Mały Dawid pokonuje olbrzyma Goliata. Da się? Ano da się. W walce wręcz ten mniejszy nie miałby żadnych szans. Ale od czego mamy rozum. Zamiast z góry przegranej walki sprytny fortel z procą i udało się. My kibice kochamy takich Dawidów. Bo magia sportu właśnie na tym polega, że ten większy, bogatszy, z lepszym rankingiem wcale nie musi od razu wygrać. Pasjonujemy się, gdy prawie nikomu nieznana postać wygrywa z faworytem. Cieszy nas pierwsza w historii bramka Gibraltaru, przypadkowe piłkarskie zwycięstwo Luxemburga czy Wysp Owczych. Ale i my w regionie mamy naszego, zachodniopomorskiego Dawida. Błękitni Stargard udowodnili, że te wszystkie bajki to nie jedynie wymysły starożytnych literatów, ale bardzo realne przesłanie także dla czasów współczesnych. „Konia z rzędem” dla kogoś, kto jeszcze dwa miesiące temu dawałby im jakąś realną szansę. A tutaj proszę półfinał Pucharu Polski, wspaniała gra i zwycięstwa drugoligowca nad potentatami naszej piłki. Media, wywiady – sława i popularność w całym kraju. Jak to możliwe? Za mało znam się na piłce nożnej, aby przeprowadzać jakąś fachową analizę. Cała moja analiza to serducho kibica, które zawsze będzie biło za tymi potencjalnie słabszymi. Nie wiem, może to był tylko zbieg okoliczności. Może zlekceważenie przez dużo wyżej klasyfikowanych przeciwników. Ale cokolwiek by to nie było nie odbierze dzielnym stargardzianom satysfakcji, że sprawili tak ogromną niespodziankę. Wygrali ambicją, wolą walki i przygotowaniem fizycznym. Przeciwstawili się gwiazdom i wielkim budżetom. Napędzili sporo strachu tym teoretycznie najlepszym. Pokazali, że tak naprawdę sport to nie tylko pieniądze. Że ciągle jeszcze ważny jest „fun”, a w sportowej walce wszystko jest możliwe. Że Kopciuszek może stać się królewną, a Dawid wygrać z Goliatem. Brawo Błękitni!