Seksualne fantazje - co o nas mówią?

Autor

Joanna Osińska

Zachowania osób ”świętoszkowatych” lub przeciwnie - wyuzdanych albo wyzywających, mówią nam o tym, że jest w tej osobowości jakiś problem z własną seksualnością. Jak poważny, to kwestia przeszłości, wychowania, doświadczeń… Pomyślałam, że polskimi pociągami jeżdżą bardzo ciekawi ludzie. Otwarci, gotowi dyskutować na każdy temat. Polska i Polacy się zmieniają. Powoli pozbywają się swoich kompleksów skoro rozmawiają o tematach, jak do tej pory tabu. Mam przynajmniej taką nadzieję. Przede mną siedział seksuolog, filozof i pisarz. Rozmawialiśmy o ludziach, o ich dziwactwach, o tym, dlaczego są tak różni w zachowaniach i sposobach myślenia. W końcu o tym, dlaczego często jesteśmy zakłamani w naszych seksualnych działaniach w stosunku do męża, żony, partnera…? – Brak otwartości w tych intymnych sprawach, siłą rzeczy spycha nas w świat seksualnych fantazji. Wie pani, że są kobiety, które wyobrażają sobie, że są brane siłą i to sprawia im przyjemność, albo, że są blisko, ale z innym mężczyzną, nie mężem lub wieloletnim partnerem? – I o czym to świadczy? – W tych wyobrażeniach miłość fizyczna jest bez poczucia winy oraz, jak w drugim przypadku, bez zobowiązań. Świat się zmienia w materii postrzegania naszej fizyczności, ale wcześniej byliśmy wychowani raczej w przekonaniu, że seks jest czymś złym, wręcz grzesznym. Wobec tego wstydziliśmy się, karciliśmy za tzw. brudne myśli. Wyobraża sobie pani 20 lat temu rozmowę w polskiej rodzinie o seksie oralnym? Przecież to nie do pomyślenia. Grzech, wyuzdanie, prostytucja! – Nie bądźmy naiwni, we współczesnych rodzinach też pewnie nie ma debat na ten temat rodziców z dziećmi? Pozostaje mieć nadzieje, że zdarzają się wyjątki. Odpowiedziałam. – Zgadza się, ale dziś świat jest w internetowej sieci, z której wszystkiego można się dowiedzieć i podyskutować z wirtualnym człowiekiem, który nas nie napiętnuje. Anonimowość. Najlepiej byłoby pogadać z rodzicami, ale oni najpewniej sami mają problem z intymną sferą życia. Dugi przypadek fantazji czy marzeń seksualnych to miłość z innym, przypadkowym partnerem. Wyobrażamy sobie np. spotkanie z nieznajomym, nieznajomą gdzieś tam, spojrzenie, nagły przypływ pożądania nie do opanowania i realizacje tego szaleństwa w windzie lub sklepowej przymierzalni. Potem zdyszani, chwila odpoczynku, żegnamy się może nawet czule i już nigdy się nie spotykamy. – Skąd pan wie? Tak szczegółowo opisał pan tę sytuację? – Jestem seksuologiem, słucham ludzi i staram się im pomóc. Opowiedziana przeze mnie fantazja mówi bardzo wiele o człowieku. Jeśli jest w związku, czuje znużenie, nudę, pragnie świeżości, nowych doznań, które przypomną mu na co go stać, wyrwą z marazmu, w który wepchnął go obecny związek. Sytuacja bardzo niebezpieczna. Jeśli ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać o takich kryzysach brną w zdrady, które często prowadzą do rozpadu. Podobne marzenia seksualne, ale osób, które pozostają wolne, mówią o ich niechęci do stałego bycia z kimś. Boją się zakochać, nie chcą zobowiązań, wolą życie „z kwiatka na kwiatek”. Są niedojrzałe albo bardzo zranione. Rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystkie nasze bolączki i nieszczęścia, leki i zabobony. Na pewno pamięta Pani bajkę „Królowa śniegu”, Hansa Chrystiana Andersena? W tej opowieści Pani Zima zamraża serce chłopca jeszcze - Kaja. Podobnie jest z nami, kiedy to rodzice lub bliscy nas stygmatyzują, na dodatek w dobrej wierze. Mówią nam co dobre, a co złe. Wśród złych jest seks. Do dziewczynek: uważaj, żebyś nie zaszła w ciążę za wcześnie, bo zmarnujesz sobie życie. On Cię wykorzysta i zostawi, a ty zostaniesz sama z dzieckiem. Do chłopca: nie daj się wrobić w dzieciaka, uważaj na kobiety one tylko chcą złapać męża. Żebyś sobie życia nie zmarnował. To tzw. dobre rady, ale nimi przedsionek piekła wybrukowany - jak mówi mądra maksyma. Zanim rodzice, czy nauczyciele wszelkiej maści zajmą się wychowaniem seksualnym, niech najpierw wejrzą w siebie, zrobią rachunek sumienia, uwolnią się od własnych lęków i uprzedzeń. I niech sobie przypomną, że miłość to najpiękniejsze z uczuć, nadaje sens naszemu życiu, jest motorem działania, pozwala zobaczyć kolory i poczuć smaki, docenić drugiego człowieka. Kaj z baśni Andersena miał szczęście. Jego serce ożywiła i uwolniła z krainy wiecznego lodu osoba, która go bardzo kochała. Nie zrezygnowała, nie dała się odepchnąć, mądrze kochała. Życzę Pani i czytelnikom, aby takie osoby były blisko, wierne i na zawsze.

Do zobaczenia w następnej podróży.