Houseboatem z Niemiec do Szczecina

Nie trzeba być milionerem żeby wypożyczyć łódź motorową, a warto się do tego przymierzyć, bo Pojezierze Meklemburskie w Niemczech jest piękne. Na turystów czekają świetnie wyposażone mariny, kilometry kanałów i setki zatok nadających się do kotwiczenia. Ekipa magazynu Prestiż spędziła długi weekend na komfortowym houseboacie wyczarterowanym z Marina’ Club.

Autor

Izabela Marecka

Pojezierze Meklemburskie jest jednym z piękniejszych regionów w tej części Europy. Spędzaliśmy całe dnie na wodzie. Mijaliśmy wielkie rzeki, wąskie kanały i malownicze jeziora. Dziesiątki śluz i zwodzonych mostów. Do tego dzika natura, średniowieczne starówki, winnice oraz urokliwe miasteczka. 

Wystartowaliśmy z przepięknej mariny w Waren nad jeziorem Müritz. Tam znajduje się główna baza Kuhnle – Tours, firmy która od 1997 roku produkuje we własnej firmowej stoczni, urocze łodzie typu Kormoran i czarteruje houseboaty. Od tego roku szczecińska Marina’ Club stała się pierwszą bazą Kuhnle Tours w zachodniej Polsce. Marina Müritz to setki houseboatów, jachtów i świetna infrastruktura. Na nas czekała 6-osobowa i bardzo komfortowa łódź Haines 1070 o nazwie Classee. No po prostu klasa! Miała 10,5 metra długości, dwie sypialnie z łazienkami, z prysznicem, ciepłą wodą i przestronną mesę, w której mieścili się wszyscy na wspólnych posiłkach. Była w pełni wyposażona kuchnia z lodówką i piekarnikiem. Co najważniejsze, można było nią sterować nie tylko z wnętrza jednostki, ale też górnego pokładu osłoniętego daszkiem bimini. Ta opcja podobała nam się najbardziej. I to wszystko w Niemczech pożyczają bez patentu, wręcz na słowo honoru.

Ahoj kapitanie!

Po odbiorze łódki - wyruszamy! Na trasie spotykamy przeróżne jednostki pływające, od luksusowych jachtów motorowych, przez autentyczne domki na wodzie z dachem i doniczkami w oknach, aż po śmieszne, toporne chatki w stylu Robinsona Crusoe, które poruszają się chyba siłą woli… Do wyboru, do koloru. Na początku mamy lekki stres, gdyż nie pływaliśmy w kanałach samodzielnie na tak dużej jednostce, a co chwilę musimy pokonywać śluzy. Już po pierwszej godzinie działaliśmy niczym zgrany team. Wcześniejszy stres związany z obsługą śluz minął – wszędzie taktowna obsługa i pomocna ręka współtowarzyszy, czy raczej - powinniśmy rzec - współśluzowiczów.

Lodziarnia na wodzie

Od samego początku płyniemy malowniczą trasą Obere Havel Canal, na którą składają się rzeki, kanały i jeziora. Malownicze, to mało powiedziane. Jedynie 200 km od Szczecina znajduje się inna kraina, raj dzikiej przyrody. Wszyscy uprzejmi, mili i uczynni. Zaskoczeniem był dla nas pływający hipisowski przystanek zakupu lodów, podawanych przez obsługę w podbieraku na ryby. Co za niespodzianka, to wszystko na środku jeziora! Nasza dziennikarska żyłka zwyciężyła i panowie z pływającej budki Schoellera zostali wypytani przez nas doszczętnie. Życzymy im powodzenia.

Nie obyło się bez dzikich wyścigów z innymi hausboatami. Wyglądało to wyjątkowo komicznie zważywszy, że łódki te nie osiągają prędkości większej niż 6 węzłów (niecałe 11 kilometrów na godzinę). Wyprzedzanie trwało z godzinę i okraszone było markowanymi groźnymi minami i zaciśniętymi dłońmi na kierownicach, jakby był to wyścig na śmierć i życie. A wszystko to w oparach dobrego humoru i dystansu do siebie naszych niemieckich kolegów żeglarzy. Na pierwszy nocleg obraliśmy malowniczą marinę w Schwedtsei. Obiad w przystaniowej knajpce z lampką winą w promykach zachodzącego słońca dopełnia uczucia rozkoszy i podziwu nad tą piękną krainą. Cały następny dzień płyniemy na południe do Zehdenick, gdzie znajduje się kolejna baza houseboatów naszego czarterodawcy – firmy Kuhnle Tours. Można tu zakończyć wyprawę i zostawić łódź, nie przejmując się powrotem. Tu też spędzamy kolejną noc. W Zehdenick mamy okazję podziwiać jedną z najpiękniejszych na naszej drodze zabytkowych śluz. Jest też zwodzony most. Malowniczość malowniczością, ale jak to diabelstwo obsłużyć, skoro nasz jacht nie mieści się pod tym mostem? Poranne obserwacje wyjaśniają wszystko. Naciskamy przycisk, czekamy, potem wpływamy do śluzy, przesuwamy wajchę i wszystko dzieje się samo, a most otwiera się, będąc zsynchronizowanym ze śluzą. Genialne. Cały ten meklemburski świat wydaje się nam być w harmonii z naturą i człowiekiem, spokojem i pięknem.

Wanna czy winda?

Kolejny etap to kontynuacja podróży kanałami na południe, aż docieramy do skrzyżowania z Havel Oder Canal – wodnym duktem z Berlina do Szczecina. Dopływamy nim do ogromnej podnośni statków w Niederfinow. Podnośnia to takie skrzyżowanie wanny z windą. Długie na kilkadziesiąt metrów, wypełnione węglem barki, a także turystyczne stateczki i jachty wpływają do potężnego, wąskiego basenu i wraz z nim zjeżdżają około 40 metrów, by po kilku minutach wypłynąć na kolejny kanał. Biegamy po konstrukcji ciekawscy wszystkiego jak dzieciaki i robimy zdjęcia. Niesamowita konstrukcja, pokazująca możliwości człowieka. Fajne przeżycie! 

W kierunku Szczecina 

Na nocleg zatrzymujemy się w Marinie w Oderberg. To partnerski klub mariny SEJK Pogoń Szczecin. To, że jest tam pięknie, to już dla nas żadne zaskoczenie. Rano czeka na nas kawa i świeże bułki (to drugie to standard w niemieckich marinach) i bardzo sympatyczny bosman! Żartom nie ma końca. Czy ktoś mówił, że Niemcy nie mają poczucia humoru? Kochamy Marinę Oderberg! Rano wpływamy w Odrę i kierujemy się na Szczecin. Obieramy jej zachodnią odnogę – mniejszą i bardziej malowniczą, ale przede wszystkim spokojniejszą. Prosty kanał ciągnie się w nieskończoność, mijamy czasem barki, których wcześniej nie widzieliśmy. Co ciekawe, wszystkie pod polską banderą, przewożą węgiel i złom, więc na własne oczy przekonujemy się, że Szczecin jednak korzysta ze swojego położenia geograficznego. Korzyść z bliskości Berlina wbrew opiniom malkontentów jednak istnieje!

Mijamy urokliwe niemieckie miejscowości – Schwedt, Gartz i Mescherin. Dopływamy powoli do Polski, granica jest dla nas, wodnych turystów, wręcz niewidoczna. Dostrzegamy, że to już Polska, przepływając przez Siadło Dolne i Kurów. Polskie zakątki też są piękne! Wieczorem docieramy do Szczecina, miasta ponoć skomunikowanego z morzem tramwajami. Zahaczamy o Bulwary Nadodrzańskie, gdzie świętujemy przybycie i szpanujemy naszym houseboatem. Noc spędzamy w Marina’ Club, nad jeziorem Dąbie. Jest ciepło, klimatycznie i biwakowo. Kumkają żaby, karmimy podpływające kaczki–żebraczki i świętujemy przybycie w typowy, żeglarski sposób… To był piękny rejs i piękne wody! A tak blisko od Szczecina, kto by pomyślał.

 

Prestiżowy rejs w liczbach:

Podróż trwała 5 dni, przemierzyliśmy ok. 220 kilometrów (120 mil morskich), płynęliśmy około 8 godzin dziennie, pokonywaliśmy 30 mil morskich każdego dnia, z średnią prędkością 5 węzłów na godzinę. 

Kilka słów o firmie czarterowej

Firma KUHNLE-TOURS została założona w 1981 roku jako agencja oferująca wypoczynek nad wodą i czarter łodzi. Dzisiaj ponad 130 łodzi nosi logo Kuhnle-Tours. Mogą być one czarterowane w pięciu bazach w Niemczech, dwóch bazach we Francji teraz również w Polsce. Oprócz tego firma Kuhnle wspiera rozwój klubów i przystani żeglarskich oraz prowadzimy własną szkołę żeglarską. Jak wspomnieliśmy wyżej jest też producentem czarterowanych przez firmę łodzi - to prawdziwy wodny gigant.

Odbiór łodzi

W bazie odbywa się krótkie przeszkolenie. Obsługa dostarcza informacji dotyczących lokalizacji szlaków żeglownych oraz obsługi łodzi. Przekazuje także dokumenty potrzebne do nawigacji. Wypożyczenie barki mieszkalnej nie wymaga żadnych uprawnień.

Formalności

Po dokonaniu rezerwacji będziecie poinformowani na temat oferowanych tras żeglugowych, obowiązujących przepisów. Przy rezerwacji szlaków znajdujących się na terenie Niemiec otrzymacie przewodnik, który wliczony jest w cenę rezerwacji.

Prestiż magazyn szczeciński
7( 84)
Lipiec'15