Lekki utwór sceniczny z wątkami komicznymi*

Teatr Współczesny w Szczecinie, „Godzina spokoju”, reż. Norbert Rakowski 

Autor

Daniel Źródlewski

Po trudnych premierach – „Akropolis”, „Jak umierają słonie” – Teatr Współczesny na koniec sezonu luzuje i proponuje farsę (*definicja w tytule). Nie lubię tego gatunku, ale nazwisko reżysera – Norberta Rakowskiego, który ma niespotykane wyczucie do dobrych tekstów (vide jego wcześniejsze „Bliżej” i „A komórka dzwoni”) było obietnicą, że wytrzymam… Wytrzymałem, a nawet świetnie się bawiłem. Tekst Floriana Zellera to klasyka gatunku – brawurowo napisana komedia omyłek i pomyłek, lekka i zabawna. Życie bohatera w tytułową, bynajmniej nie spokojną, godzinę, wali się, ale on marzy o jednym – chce w spokoju wysłuchać wymarzonej płyty, którą właśnie z nabył. Zamiast odprężających dźwięków klarnetu przestrzeń wypełniają a capella, lecz z siłą sekcji dętej: neurotyczna żona, zbuntowany syn Sebastian… tfu! „fucking” Rat, pragnącą się ujawnić kochanka, namolnysąsiad, najlepszy (?) przyjaciel i Leo –niewydarzony hydraulik. By nie psuć Państwu zabawy, nie zdradzę słów ich „pieśni”, zapewnię jednak, że to niezwykle wyrazista i przezabawna orkiestra. By narobić apetytu, napiszę, że Konrad Pawicki w roli Michel’a – przepyszny, Paweł Niczewski – bawi do łez, obie panie – Joanna Matuszak i Ewa Sobczak – w doskonałej formie, a Wojciech Sandach –cóż, pewien byłem, że ten młody aktor nie raz pozytywnie zaskoczy, ale żeby aż tak… Dodam: brawa dla autorki kostiumów (Justyna Gwizd) i makijażystki (Sylwia Kaźmierowska). Spektakl formalnie nie wykracza po za gatunkowe oczekiwania – bez udziwnień, bez utrudniających odbiór zabiegów, ot znakomicie skrojona forma na letnie dni albo… lek na niepogodęi poprawę humoru. 

 

Prestiż  
Lipiec 2015