Od naczelnej

Autor

Izabela Marecka

Bez wątpienia wrześniowy numer Prestiżu to jeden z najobszerniejszych magazynów w naszej historii (120 stron!), ale przede wszystkim obfitujący w silną grupę nieprzeciętnych i bardzo interesujących panów. Gdyby męska część czytelników kiedykolwiek zgłaszała pretensje, że pod rządami kobiety Prestiż przypomina lukrowany magazyn o kobietach dla kobiet, to ten numer jest najlepszym przykładem, że chyba jednak nie do końca.

Na okładce Krzysztof Bobala. To, że powinien tam się znaleźć było oczywiste od zawsze. Od 23 lat z powodzeniem organizuje najlepszy turniej tenisowy w Polsce.  Krzysztof to człowiek orkiestra oraz jedna z niewielu osób, której zazdrości nam niejedno miasto w Polsce. Na szczęście nie zamierza nigdzie ze Szczecina uciekać.  O kulisach swojej pracy, polityce oraz o tym, co go cieszy, a co i kto (!) z kolei go wkurza, opowiada w bezkompromisowej rozmowie z Michałem Stankiewiczem.

Tymon Tymański. Muzyk, kompozytor, aktor, poeta, skandalista. Ma na swoim koncie niezliczoną liczbę romansów, skandali oraz imprez - także w szczecińskim Kafe Jerzy, gdzie wielokrotnie występował i balował. Sam o sobie mówi z rozbrajającą szczerością „Jestem pojebem”. A że miałam okazję poznać Tymona, to dodam, że jest także świetnym gawędziarzem i bardzo charyzmatyczną postacią. I jeżeli ktoś uważa, że prawdziwi rockendrollowcy wyginęli niczym dinozaury, to ja mówię, że Tymon jest doskonałym przykładem, że jednak nie. Podkreślam to wywiad dla ludzi o mocnych nerwach, ponieważ jak na rasowego rockmana przystało nie przebiera w słowach i odpowiada na pytania z bolesną szczerością.

Na koniec mojego wywodu nie mogę nie wspomnieć o „przypadkowym bohaterze” pewnej bokserskiej walki. Krzysztof Głowacki, mieszkaniec naszego województwa, a dokładnie Wałcza, zdetronizował Niemca po sześciu latach dominacji i odebrał mu pas mistrza świata w wadze junior ciężkiej federacji WBO. – Wszyscy skazywali mnie na porażkę. Pokazałem, że opłaca się we mnie wierzyć – mówi mistrz. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że nasz bohater powrócił po wygranej walce..bez pasa mistrzowskiego. Taka sytuacja zdarzyła się w boksie chyba po raz pierwszy. „Główka” przyjął ten afront ze spokojem. Co zrobi z pokaźną wygraną? - Zarobiłem trochę pieniędzy i wreszcie spłacę kredyt, długi i zrobię remont- mówi.

Naszemu wojownikowi życzymy dalszych spektakularnych sukcesów, a Wam tradycyjnie miłej lektury.

 

Izabela Magiera

Prestiż magazyn szczeciński
8( 85)
Wrzesień'15
gajda