Balet na ostro

„Rock’n’Ballet”, Opera na Zamku w Szczecinie / Balet Vorpommern, Choreografia, koncepcja, scenografia: Robert Glumbeck i Jochen Heckmann

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Opera na Zamku w Szczecinie na sam koniec sezonu artystycznego zaprosiła widzów na… premierę. Znów z zespołem baletowym w roli głównej, ale tym razem do największych przebojów rocka. Odważne połączenie, intrygujący eksperyment – niecodzienna konfrontacja lekkości baletu z pazurem czy ciężarem gatunku muzycznego. Owa kompilacja z miejsca budzi skojarzenia – lekkie i ciężkie, dobre i złe, białe i czarne, piękne i brzydkie… Do pojedynku między skrajnościami jednak nie dochodzi – „lekki” taniec baletowy na puentach, z piruetami i „ciężka” muzyka tworzą zaskakująco spójną całość. Bitwa ma miejsce w innej przestrzeni - razem walczą o uznanie widzów. I wygrywają, i to wmożliwie najlepszym stylu. Efekt: pierwsze w historii „prestiżowych” gwiazdek – sześć na sześć (6/6). 

Czułem się jakbym wyjął ze swojej płytoteki moje najlepsze krążki i urządził wieczór wspomnień. Największe przeboje, piosenki – ikony, dobrego rocka: Depeche Mode, The Rolling Stones, Pink Floyd, U2, Led Zeppelin, Queen. Większość utworów w oryginalnych wersjach, ale usłyszeliśmy także kilka zupełnie nowych aranżacji, w tym niezapomniany elektroniczny remix „Personal Jesus” z repertuaru Depeche Mode. Siłą spektaklu były dopracowane w każdym detalu czy choćby najskromniejszym geście choreografie i kondycja tancerzy połączonych zespołów Opery na Zamku i Balet Vorpommern z zaprzyjaźnionego ze szczecińską instytucją teatru w Greifswaldzie. Choreografia to dzieło także polsko-niemieckiego duetu: Roberta Glumbecka i Jochena Heckmanna. Fabuła spektaklu, prosta, lecz wymowna, gdzieś umyka, ale nie jest to absolutnie wadą, po prostu piękno tańca i muzyka pochłaniają widza doszczętnie. A rzecz jest po prostu o miłości. O sile najpiękniejszego z uczuć, które potrafi wynieść nas kilka centymetrów ponad ziemię albo przenieść do innych rzeczywistości. A tam nie obowiązują żadne zasady i logika, te nieistniejące światy stają się wyolbrzymionymi obrazami przeżyć. Faktycznie, oglądając spektakl momentami można zapomnieć o fizyce i przyciąganiu ziemskim. Mało tego – nikt i nic nie próbuje tego zagłuszyć, odwrócić uwagi, pozornie uatrakcyjnić. Spektakl jest ascetyczny – brak scenografii, jedynie multimedialne projekcje, skromne ale wyraziste kostiumy utrzymane w czerni i czerwieni (Adriana Mortelliti), oszczędne światło (Bogumił Palewicz). Żadnych fajerwerków. Ale to właśnie sprzyja odbiorowi spektaklu, przesuwając na pierwszy plan ciało i taniec. To szczególnie wyraźnie było widoczne w intymnych duetach. A w scenach grupowych zachwycała koordynacja oraz zaufanie jakim obdarzali się tancerze. Parafrazując znane powiedzenie: są na świecie trzy najpiękniejsze zjawiska – żaglowiec na morzu pod pełnymi żaglami, koń w galopie i… zespół baletu Opery na Zamku w Szczecinie (wsparty kolegami z Niemiec) w tańcu. W rockowym balecie. 

 
Prestiż magazyn szczeciński
8( 85)
Wrzesień'15