Labirynt miasta na S.

Opowieści o mordercy, o prostytutce z Kaskady, o molu z zakładów odzieżowych Dana, historie o miejskim labiryncie na literę „S”. Szczecin w „Śpiewie szczerbatych mew”, spektaklu Teatru Małego, nie jest śliczny, wyjęty wprost z kolorowego folderu dla turystów. Nie znajdziemy tu Wałów Chrobrego, Filharmonii, bulwarów i parków. Za to dostaniemy nieoficjalną, zbudowaną z miejskich legend, wersję Szczecina, ubraną, w przesyconą czarnym humorem, ciemną jak miejskie podwórza, piosenkę. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Autorem tekstów, reżyserem i jednym z wykonawców jest pochodzący z Wrocławia Maciej Litkowski, aktor Teatru Współczesnego. Muzykę skomponowała grająca w spektaklu Barbara Lewandowska. Na scenie gra i śpiewa mocna i młoda ekipa Współczesnego: Maria Dąbrowska, Barbara Lewandowska, Magdalena Wrani-Stachowska, Michał Lewandowski i Maciej Litkowski. Piosenki wydane na płycie, oficjalnie światło dzienne ujrzą już 27 września (godz.16) na imprezie w Starej Rzeźni szczecińskiej Łasztowni. Zapytaliśmy Macieja Litkowskiego o piosenki, o jego Szczecin i o co chodzi ze… szczerbatymi mewami.

Nie ufaj obcym z morskich stron / Za dużo mew, za mało wron.

Mewy pojawiły się zaraz po moim przyjeździe do Szczecina. Pamiętam obraz, jak za moim oknem toczyły zaciekłe walki o resztki jedzenia. Spodobało mi się, że mewy nie śpiewają tak pięknie jak inne ptaki. Są trochę dzikie, trochę groźne i bardzo szczecińskie. Jeden z moich starszych kolegów aktorów zapytał mnie, czy zdaję sobie sprawę z tego, co kiedyś w Szczecinie, za czasów działania legendarnej Kaskady, znaczyło słowo „mewka”. Już po napisaniu piosenek dowiedziałem się, że tak określane były prostytutki. To pasuje do klimatu spektaklu, bo od samego początku zależało mi by te piosenki miały podwórkowy, uliczny charakter.

I kaskadami leje się wódka nieczysta, / kaskadą grosze lecą za to zdrowie pań. /  Za śledzia płaci się najwyżej tysiąc trzysta, / a słony zawsze jest jak morze chudy drań.

Wszystko zaczęło się od wspomnianej Kaskady. Basia Lewandowska opowiedziała mi historię tego lokalu, którą wcześniej sprzedał jej Przemek Głowa, o tym jakie imprezy miały tam miejsce, kogo można było spotkać, kto się bawił, po sam jej tragiczny finał. Po tej opowieści zamarzył nam się musical. Oczyma wyobraźni zobaczyliśmy targowisko Manhattan na Niebuszewie i tych ludzi sprzedających różne, czasem dziwne rzeczy, przed wejściem do niego. Wyobraziliśmy sobie, że na rozpoczęcie, ci sprzedawcy firanek i zepsutych odkurzaczy, nagle wstają i zaczynają tańczyć… (śmiech). Finalnie jednak powstała piosenka o Kaskadzie, a później następne. 

To miasto to ja dobrze znam, / w powietrzu syf, na butach szlam.

Szukając pomysłów na piosenki, kierowałem się bardzo subiektywnym i prywatnym odbiorem Szczecina. Historie takie jak ta o chłopaku, który zabił swoją matkę a później przebierał się w jej ubrania, by odbierać jej rentę, wydały mi się szalenie interesujące. Potem Marysia Dąbrowska podsunęła pomysł piosenki o gitarzyście, który próbuje wyjechać z miasta by zrobić karierę i ciągle mu się nie udaje. Wydaje mi się czasem, że Szczecin to miasto setek nieodkrytych muzyków. Żałuję tylko, że nie napisałem piosenki o jednym z najpiękniejszych obrazków tego miasta, o tramwaju jadącym nad jezioro Głębokie, pełnym plażowiczów z ręcznikami, leżakami i dmuchanymi krokodylami. Szczecin ogólnie nie jest łatwy do lubienia, ja się z nim na początku trochę wadziłem. To, co mnie uderzyło, gdy przyszedłem do teatru, to że mieszkańcy stoją w obronie swojego miasta i chcą je jak najlepiej sprzedać. I to jest super. Jednak dla osoby z zewnątrz odbiór Szczecina nie jest taki oczywisty i może przez to szukałem innych ścieżek, żeby się do tego miasta dobrać.

Błądzić to ludzką rzeczą jest, / znajdować boską musi być. / Labirynt nazwę ma na S. / Ktoś w chowanego musi kryć

W Szczecinie urzeka mnie jego bezpretensjonalność. Jest w tym coś z najlepszego klimatu lat 60. i 70., takiej zbiorowości, która swobodnie sobie funkcjonuje, nie aspirując do bycia w centrum świata. Pochodzę z Wrocławia i pomimo, że lubię swoje miasto, wracając do niego, widzę jak ono zaczyna coś udawać. Wrocław udaje Wrocław, Kraków udaje Kraków a Szczecin jest poza tym. Jest autentyczny, nie ma w nim ściemy. Z drugiej strony istnieje to irytujące słowo „potencjał”. Nie mogę już o tym słuchać: o potencjale Łasztowni, o potencjale Śródmieścia, o potencjale ludzi, o potencjale kulturalnym, o potencjale sąsiedztwa jakim jest Berlin. Choć oczywiście jest parę rzeczy, które dałoby się wykorzystać lepiej. Na przykład Śródmieście, na którym mieszkam. Czasami jest świetne przez to, że ktoś trzepie dywan na trzepaku, sąsiedzi ze sobą rozmawiają, wystawiają krzesła przed bramy… ale bywa też, że wieczorne spotkania wymykają się spod kontroli. I to Śródmieście jest sporym kłopotem Szczecina. Do tego jeszcze nieoswojona przeszłość. We Wrocławiu ludzie nie mają problemu z niemiecką przeszłością swojego miasta, jest jakaś ciągłość historyczna. W Szczecinie, z nieznanych mi powodów, jest z tym problem, co czasem widoczne jest przy wydaniu kolejnej książki Artura Liskowackiego, który w swojej twórczości porusza ten temat. Reasumując powstały piosenki o Szczecinie, pewnie nie o takim, jakim on jest w istocie, ale o takim, jakim widzi go ktoś, kto żyje tu tylko kilka lat. To piosenki o pewnym Szczecinie, o pewnej jego wersji. Wersji zasłyszanej i nie do końca dokładnej, trochę zmyślonej, a trochę prawdziwej. Melancholijnej i okrutnej – jak baśń.

 

W tekście wykorzystano fragmenty piosenek  ze spektaklu „ Śpiew szczerbatych mew”.

Foto: Adam Fedorowicz
Makijaż i stylizacja: Sylwia Kaźmierowska
Kostiumy: Agnieszka Miluniec i Maciej Osmycki

 

KONKURS FOTOGRAFICZNY

 

Teatr Współczesny zaprasza do udziału w konkursie na fotografie, które będą korespondować w dowolny sposób z tytułem „Śpiew szczerbatych mew” (mile widziane prace związane tematycznie ze Szczecinem). Zdjęcia w dobrej, oryginalnej  rozdzielczości można nadsyłać za pomocą wetransfer lub dropbox na adres: konkurs@wspolczesny.szczecin.pl do dnia 18.09.2015. Na laureatów czekają nagrody: płyty z piosenkami ze spektaklu „Śpiew szczerbatych mew” z autografami twórców, zaproszenia na spektakle do Teatru Współczesnego i inne niespodzianki. Ponadto najciekawsze zdjęcia zostaną zaprezentowane w Starej Rzeźni na wystawie towarzyszącej premierze płyty.   

Prestiż magazyn szczeciński
8( 85)
Wrzesień'15