„Główka” zdemolował Niemca

Krzysztof Głowacki pokonał w USA Marco Hucka. Zdetronizował Niemca po sześciu latach dominacji i odebrał mu pas mistrza świata w wadze junior ciężkiej federacji WBO. – Wszyscy skazywali mnie na porażkę. Pokazałem, że opłaca się we mnie wierzyć – mówi nasz mistrz. – Zarobiłem trochę pieniędzy i wreszcie spłacę kredyt, długi i zrobię remont. Zmienia się moje życie.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Trwająca 11 rund walka kosztowała ciebie mnóstwo zdrowia, a nas wszystkich nerwów. Teraz czas na odpoczynek i regenerację. 

Wciąż nie mam czasu na odpoczynek. Po powrocie byłem strasznie zaganiany. Dopiero po kilku dniach załapałem się na masaż, bo wciąż miałem zakwasy na plecach i barkach. Przed wyjazdem do USA i „walką życia” mogłem sobie wszystko poukładać, zawsze byłem w cieniu, niezauważalny. Po powrocie inny świat. Zawsze powtarzałem, że kibice o mnie jeszcze usłyszą. Dotrzymałem słowa i nie ukrywam, że to co się teraz wokół mnie dzieje, mimo że jest męczące, jest bardzo przyjemne. 

Bądźmy szczerzy: do Newark jechałeś jako chłopak skazany na pożarcie. Niewielu z nas wierzyło, że możesz postawić się Marcowi Huckowi. Zrobiłeś wszystkim ogromną niespodziankę i pokazałeś, że warto wierzyć w Polaków. 

Dokładnie, miałem być chłopcem do bicia. Wierzyli we mnie tylko najbliżsi, przyjaciele i znajomi. Każdemu powtarzałem, że wyższość należy pokazać w ringu. Mówiłem, że to zrobię i udało się. Pożegnanie przed wylotem do Stanów było takie, jak zawsze. Buzi-buzi z rodziną, papa i cześć. Nie lubię się żegnać, wolę witać. Powitanie jednak przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nie wiedziałem, że Wałcz tak się przygotuje. Nikt nie puścił pary i do samego końca myślałem, że na miejscu spotkam tylko rodzinę i pójdę do domu. Przeżyłem prawdziwy szok. Witali mnie policjanci, strażacy, harleyowcy, tłumy ludzi. Były petardy, sztuczne ognie. Byłem w takim szoku, że bałem się wyjść z samochodu, gdy ich wszystkich zobaczyłem. Strach był większy niż przed jakąkolwiek walką. 

Wróćmy jeszcze na chwilę do walki. Mamy 6. rundę, Huck ciebie trafia, lądujesz na deskach i jesteś liczony. Po chwili wstajesz i rzucasz się do walki jak rozjuszony byk. Wiedziałeś co robisz, czy byłeś oszołomiony po tym potężnym ciosie? 

Z pewnością ten cios odbije się na zdrowiu. Ta runda pokazała mój błąd ale muszę ją przeanalizować, by kolejny raz nie popełnić tego samego. Muszę wyciągnąć wnioski na przyszłość. Po ciosie wstałem i w ułamku sekundy zdecydowałem, że muszę zaryzykować. Jeśli będę stał - znowu pośle mnie na deski. Rzuciłem się do szaleńczego ataku. Może wyglądało to na akt desperacji ale wszystko było dokładnie przemyślane.

Przenieśmy się teraz do 11 rundy. W niej widać, że zaczynasz intensywnie atakować. Wreszcie trafiasz Niemca, ten pada. Co wtedy pomyślałeś?

Słabł od ósmej rundy, widziałem to doskonale. Przegrywałem minimalnie na punkty i musiałem ryzykować. Gdy go trafiłem - wiedziałem, że jest mój. Że go znokautuję i nie ma mowy o rozstrzygnięciu na punkty. Niesamowite jest to, co działo się na trybunach. Doping Polonii był potwornie głośny i pomógł mi w końcowym sukcesie. Bardzo za niego dziękuję. Po nokdaunie w szóstej rundzie, gdy wstawałem wszyscy zamilkli. Gdy oddałem już pierwszy cios - publiczność znowu pozytywnie oszalała. Wierzę, że teraz na każdej mojej walce rodacy będą mnie wspierali. To naprawdę trzeba przeżyć, by zobaczyć jak to wygląda i by poczuć to, co wtedy czułem.  

Twoją radość ze zwycięstwa popsuli organizatorzy. O tym, że nie obstawiali twojej wygranej świadczy fakt, że… nie przygotowali dla ciebie mistrzowskiego pasa. Jak się wtedy poczułeś?

Początkowo się śmiałem, że na mnie nie stawiali i zrobiłem im taką „niespodziankę” Później już się wkurzyłem. Taka sytuacja zdarzyła się w boksie chyba po raz pierwszy. To nie do pomyślenia, że mistrz nie dostaje pasa. Powinienem z nim wrócić do kraju. Tymczasem muszę czekać podobno miesiąc aż mi go przyślą. Początkowo chcieli mi dać pas Hucka, z jakimś jego grawerem i nazwiskiem. Od razu powiedziałem, żeby go sobie zabrali. Byłaby to największa żenada, gdybym wrócił do domu z pasem na którym jest grawer przeciwnika. Chcę moje trofeum, zaznaczyłem, że bez żadnego napisu. Będę chciał grawer to sam go sobie zrobię.  

Jak odpoczywałeś po walce – byłeś mocno obity?

Bardzo mocno, głowa bolała mnie jeszcze tydzień po walce. Zawsze jest tak, że największy ból pojawia się dnia następnego, gdy schodzi adrenalina. Warto jednak pocierpieć, by osiągnąć to, co mi się udało. Po walce poszliśmy z trenerem, moim bratem i Arturem Szpilką do knajpy. Wypiliśmy po piwie, porozmawialiśmy na różne tematy, nie tylko walki. I poszliśmy spać. 

Artur Szpilka… Chciałbyś z nim zmierzyć się kiedyś w ringu?

To mój przyjaciel, nigdy w życiu do takiej sytuacji nie dojdzie. Znamy się doskonale, uwielbiamy się i żadne pieniądze tego nie zmienią. Mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że z Arturem walczyć nie będę. 

Jakie masz plany na najbliższe tygodnie, miesiące? 

Chciałbym spędzić trochę czasu z rodziną. Może wyruszymy samochodem do Chorwacji na krótkie wakacje. Później zaczynam trenować. 

Za walkę dostałeś 60 tysięcy dolarów. Huck zarobił niemal sześć razy tyle. Co zrobisz z taką sumą pieniędzy? Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje stawki po tym zwycięstwie będą zdecydowanie większe?

To dla mnie bardzo dużo pieniędzy. Pomoże mi to w codziennym życiu. Spłacę kredyt, który na nas ciąży. Pooddaję znajomym to, co pożyczałem. Zrobię wreszcie remont naszego mieszkania w Wałczu. Wcześniej nie było na to kasy, a ostatni remont był jakieś 20 lat temu. Wreszcie będziemy mieszkali z żoną i córką w normalnych warunkach. Wiem, że w kolejnych walkach zarobię znacznie więcej. Z pewnością co najmniej tyle, co Huck w pojedynku ze mną. Nie przepuszczę tej kasy, jak robi to wielu pięściarzy. Zainwestuję ją w coś, co pozwoli mi nie martwić się o przyszłość i co zagwarantuje normalne życie mojej córce.

Dla wielu młodych ludzi stałeś się przykładem i wzorem do naśladowania. Co mógłbyś im poradzić, jak powinni funkcjonować?

Przede wszystkim powinniście być skromni. Nie udawajcie, że jesteście kimś innym, a bądźcie sobą. To naprawdę popłaca.

Na zakończenie zdradź, kiedy chciałbyś stoczyć kolejną walkę i z kim? Kiedy zaczynasz się do niej przygotowywać?

Tak naprawdę to pytanie do moich promotorów. Oni załatwiają rywali, miejsce, datę. Powiedziałem im, że chcę mieć trzy miesiące na przygotowanie i mogę walczyć z każdym. We wrześniu chciałbym pojechać na obóz w góry, a w połowie miesiąca, po powrocie rozpocząć już przygotowania do kolejnej walki w Warszawie. 

Prestiż magazyn szczeciński
8( 85)
Wrzesień'15