Autor

Krzysztof Bobala

Bardzo lubię poukładanych ludzi. Takich co mają sprecyzowane cele i zaplanowaną karierę,całe swoje życie. Trochę im nawet zazdroszczę, bo mi nie zawsze udaje się tak żyć, chociaż się staram. W głowie wprawdzie wszystko wpada do odpowiednich szufladek (tak mi się przynajmniej wydaje), ale za to na biurku bałagan jak się patrzy. Ale ja wychowywałem się w nieco innej rzeczywistości. Inne były priorytety. Dzisiaj nie dziwne wydaje się, kiedy młody człowiek w podstawówce, wie już co będzie robił w dorosłym życiu. Mając jakieś osiem czy dziesięć każdy z moich rówieśników płci chłopięcej zapytany w szkole przez wychowawczynię – kim będziesz w przyszłości? – wymieniał właściwie wyłącznie jedną z następujących profesji: strażak (zdecydowanie miejsce pierwsze), żołnierz, kolarz występujący w Wyścigu Pokoju lub medalista olimpijski. Jak sięgam pamięcią to nikt ani z mojej klasy w SP10, ani też nikt z kolegów z podwórka na Kazimierza Królewicza, żadną z wymienionych profesji nie parał się w dorosłym życiu. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Chłopczyk z „zerówki” zapowiadał, że będzie lekarzem i jeżeli jeszcze nim nie został to przynajmniej studiuje na PUM-ie. Dziewczynka z „pierwszej A” deklaruje, że będzie wziętą prawniczką i rodzice już załatwiają możliwość aplikacji. Mówią – na studia pojadę do Wielkiej Brytanii – i jadą. Kiedyś nie do pomyślenia. Teraz wszystko jest zaplanowane od najmłodszych lat. Tak właśnie, bardzo precyzyjnie, swoje życie i karierę zaplanował sobie nowy idol naszego narodu – Robert Lewandowski. Jeżeli w kraju nad Wisłą jest chociaż jedna osoba, która nazwiska nie kojarzy (w co głęboko wątpię) to należy się jej wyjaśnienie. Lewandowski to piłkarz. Ale nie taki zwykły, o jakim słyszeliśmy do tej pory: mało trenujący, niezbyt inteligentny, nie potrafiący się dobrze wysłowić, a zarabiający jakieś niemoralnie wysokie miliony, mimo prezentowania mocno wątpliwego poziomu umiejętności sportowych. Robert jest inny. Absolutne przeciwieństwo. Niezwykle dużo trenujący technikę i pracujący nad kondycją i wytrzymałością. Wspaniale się prowadzący, jak na sportowca światowej klasy przystało. Walczący jak lew na boisku i emanujący spokojem w kontaktach już poza murawą. Też zarabia wielkie pieniądze. Pewnie kilkadziesiąt razy większe, niż te asy z polskiej ligi. Ale to jakoś nikogo nie boli. Nawet nasi nieco zawistni rodacy, zazdrości specjalnej w tym względzie nie wykazują. Jedyne czego mu zazdroszczą to wspaniałej żony, która jest prawdziwą ostoją jego kariery, robiąca przy tej okazji dobry PR dla własnej kariery. Wspaniale się uzupełniają. Nie odmawiają udziału w przedsięwzięciach charytatywnych. Oboje mają rewelacyjny kontakt z mediami. Przy okazji jednak starają się zachować jak najwięcej prywatności. Prawdziwy wzór współczesnego sportowca, idola naszych czasów. I dlatego z ogromną radością przyjąłem nominowanie kapitana naszej reprezentacji do zdobycia Złotej Piłki FIFA. Nie wiem czy wygra, nie wiem czy będzie nawet w pierwszej trójce (chociaż niewątpliwie za ostatnie miesiące zasługuje na to jak mało kto) ważne, że nazwisko Lewandowski jest obecne w tej absolutnej elicie światowego futbolu. Nie znam się na historii piłki nożnej i nie wiem ilu Polaków było nominowanych w historii tego plebiscytu, ale mam wrażenie, że od czasów Zbigniewa Bońka będzie to pierwsza kandydatura z szansami na triumf. Życzę tego Lewandowskiemu z całego mojego niepiłkarskiego serca. Bo to wspaniały prezent dla naszej zawodowej piłki i rewelacyjny przykład dla młodych ludzi. Tych planujących i tych działających bardziej spontanicznie. W końcu najważniejszy jest cel. 

 
Prestiż magazyn szczeciński
10( 87)
Listopad'15