Cóż, że ze Szwecji ?

Teatr Współczesny w Szczecinie, „Trollgatan. Ulica trolli”, reżyseria Tomasz Kaczorowski

Autor

Daniel Źródlewski

Nowa propozycja Teatru Współczesnego zrealizowana zostaław ramach projektu „Pikseloza” Piotra Ratajczaka, do którego zaproszeni zostali młodzi reżyserzy. Jest to dla nichszansa na debiut i konfrontację z wymagającą publicznością. Zgodnie z założeniami projektu, nie może być mowy o taryfie ulgowej w ocenie pracy. Pierwszy ze spektakli „Pikselozy” wyreżyserował Tomasz Kaczorowski. Jego „Trollgatan. Ulica trolli” to umiejscowiony we współczesnej Szwecjitraktat o kryzysie tożsamości Europy. To rzecz o lękach i obawach, które tu w Polsce (jeszcze ?!) obserwujemy w serwisach informacyjnych - terroryzm, wojna, radykalny islam, kontrasty ekonomiczne, populizm czy wreszcie emigracja. Spektakl powstał w oparciu o reportaże Gellerta Tamasa oraz Elisabeth Åsbrinck, które według reżysera pokazują Skandynawię „inaczej, niż znamy ją z kolorowych folderów, inaczej, niż o niej marzymy”. Okazało się jednak, że to spojrzenie stereotypowe i przewidywalne:Szwecja = ABBA i IKEA. W założeniach ironiczna, a faktycznie żenująca była charakterystyka kraju podana w formie… ctr+c / ctr+v z Wikipedii. „Trollgatan” to próba modnego teatru reportażu, jako debiut - obiecująca, szczególnie, że Kaczorowski asystował wcześniej specjalistom tej formy Marcinowi Liberowi, Piotrowi Ratajczakowi czy Wojtkowi Klemmowi.Nieudało mu sięzłożyć różnych stylistycznie opowieści w spójną całość, co z kolei nie pozwalało na zatracanie się w ważnych i trudnych treściach. Brawa należą się za wykorzystanie szerokiego spektrum technik teatralnych; od różnych form monologów, przez wywiad radiowy po ciekawie zainscenizowany internetowy chat (odbijanie wirtualnej piłeczki). Całość świetnie dopasowana do charakterów postaci i odtwarzających je aktorów. Zespół Współczesnego zaufał młodemu reżyserowi, mimo to zdarzyły się zgrzyty. Uwielbiam głos Grażyny Madej, zabrzmiał równie wybornie co zawsze, lecz muzyczne wstawki z repertuaru ABBY były zupełnie niepotrzebne, skojarzenie Szwecji z tą muzyką wypadło infantylnie, choć pewnie miało być ironiczne. Świetna była scenografia, optymalnie wykorzystująca specyficzną przestrzeń Malarni - siedzenia nawiązujące do wagonu metra, scena oraz długa surowa lada. Nad całością dominował monstrualnych rozmiarów ludzik LEGO, ale wbrew zasadzie ze strzelbą, co ma wystrzelić, nie zaistniał… Ciekawe były kostiumy z naszytą folią bąbelkową, która okazała się nie tylko symboliczną ochroną przed mentalnym potłuczeniem, ale też możliwą formą odstresowania (któż nie koił nerwów strzelając owymi bąbelkami?). Mimo pewnych niedoskonałości debiut Kaczorowskiego i samego projektu to interesująca propozycja, świeże spojrzenie na teatr oraz arcytrudną tematykę. 

 
Prestiż magazyn szczeciński
10( 87)
Listopad'15