Sprawdź co masz na strychu

Wanderer W24 zawitał do Szczecina. Do naszego miasta trafił w opłakanym stanie, wyjechał z niego jak z salonu. Nie zgadniecie, gdzie wcześniej został znaleziony…

Autor

Andrzej Kus

galeria

To było dosyć dziwne zlecenie – mówi Mateusz Zakrzewski z firmy Reincarnation, która zajmuje się odrestaurowywaniem starych samochodów. – Trafił do nas klient z Niemiec. Jest chirurgiem. Wspominał, że jego dziadek miał Wanderera W24 z takim samym silnikiem o pojemności 1,8 litra i mocy 42KM. Z sentymentu kupił ten model od osoby, która trzymała go od 30 lat na… strychu. Rzeczywiście, gdy został do nas dowieziony miał na bokach ślady po pasach, dzięki którym za pomocą dźwigu musiał być z tego strychu ściągany. Przystąpiliśmy do renowacji. 

Samochód, mimo słabego stanu technicznego i wizualnego był zachowany niemal w oryginale. Pochodzi z 1937 roku. Specjaliści przyznają, że oryginalność znacznie ułatwiła im pracę. By spełnić wymagania klienta zgłosili się jednak do głównej siedziby Audi z prośbą o wskazówki oraz zdjęcia innego, zbliżonego modelu. 

– Dowiedzieliśmy się, że w Polsce jest jeszcze jeden taki jeżdżący model. Przynajmniej o tylu wiadomo. Robiliśmy wszystko od podstaw: stolarkę, czyli ramę, blacharkę, lakierowanie. Spędziliśmy dużo czasu na pracy z miernikami lakieru, by dopasować jak najbardziej zbliżony do oryginału.  Nadwozie oczywiście ściągaliśmy z ramy. Rozebraliśmy cały silnik na części pierwsze. Żaden z elementów nie został pominięty. Pomagali nam w tym jak zwykle wyspecjalizowani podwykonawcy, z którymi stale współpracujemy. Materiał tapicerki ściągaliśmy na specjalne zamówienie z Niemiec. 

Koła udało się odzyskać oryginalne. Felgi zostały wypiaskowane i wymalowane. 

– Cudem udało się znaleźć w Polsce komplet kołpaków. Nie udawało nam się to nawet za granicą. W całym aucie oczyściliśmy nawet każdą jedną śrubkę, zostały ocynkowane na nowo. Wanderera musieliśmy również dostosować do obecnych wymogów. Dołożyliśmy migacze, bo oryginalne są z wysuwanymi ramionami. Należało również zamontować światła stop.

Prace pochłonęły ponad pół roku. Niemiecki chirurg z radością odebrał swoje auto. 

– Wyszło naprawdę fajnie. Ten projekt zaliczamy do jednego z najciekawszych i teraz zabieramy się już za kolejne, ta praca dostarcza nam naprawdę niezłych wyzwań. Najfajniejszy jest zawsze efekt końcowy, który daje mnóstwo satysfakcji – podsumowuje Mateusz. 

 
Prestiż magazyn szczeciński
10( 87)
Listopad'15