Od baletnicy do gwiazdy Hollywood

Często jest porównywana do Charlize Theron czy Cate Blanchett. Mimo że niemal każda jej rola opłacana jest w Hollywood niewyobrażalnymi sumami – wciąż zadziwia skromnością i pokorą. - Jestem wdzięczna za to, że mogłam zagrać główną rolę w "Alicji w Krainie Czarów". To było moje pierwsze tak poważne wyzwanie – mówi 26-letnia Mia Wasikowska.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Mia Wasikowska urodziła się 14 października 1989 w Canberze w Australii, jako drugie dziecko Marzeny Wasikowskiej i Johna Reida. Gdy miała osiem lat przeprowadziła się z całą rodziną do Szczecina. Wówczas nikt nie spodziewał się, że w portowym mieście można spotkać dziewczynkę, która zostanie jedną z najpopularniejszych i najlepiej zarabiających aktorek na świecie. Początkowo wydawało się jednak, że kariera potoczy się zupełnie inaczej, a Mię będzie można podziwiać w całkowicie innej roli – jako baletnicę. Na poważnie i intensywnie zaczęła ćwiczyć w wieku dziewięciu lat. Gdy miała 13 – już w Australii – treningi zajmowały jej 35 godzin tygodniowo. Oprócz tego uczęszczała do szkoły, doskonale godziła pasję i obowiązki. Z roku na rok pasja jednak gasła, aż dziewczyna postanowiła, że kończy z baletem. Tak też uczyniła. 

– W Szczecinie byliśmy przez dziewięć miesięcy. To był wspaniały czas. Mogliśmy regularnie spędzać go z najbliższymi, w tym z moją mamą – wspomina Marzena Wasikowska, mama Mii, ceniona artystka i fotograf. – Dzięki pobytowi mieliśmy okazję pojeździć też po Polsce. Początkowo przemieszczaliśmy się samochodem. W pewnym momencie zmienił jednak właściciela i został skradziony. Przesiedliśmy się na pociąg ale korzystaliśmy dalej. 

Z kilkumiesięcznego pobytu najbardziej zapadły wszystkim w pamięć bary mleczne. 

– One były dla moich dzieci najatrakcyjniejszymi lokalami. Potrafią „wywąchać je” teraz w każdym mieście. Od razu pędzą sprawdzić, czy są otwarte – śmieje się pani Marzena, ale wspomina jeszcze jedną sytuację, która wszystkim utknęła na długie lata i jest przywoływana aż do dzisiaj. 

– Jest zima 1999 roku. Wybraliśmy się na wieczorną wycieczkę na odkryte lodowisko w Zakopanem. To był przepiękny moment! Z wypożyczalni dostaliśmy nowoczesne łyżwy, tafla była olbrzymia i bez jakichkolwiek zadrapań. Najlepsze jednak było to, że cała należała tylko do nas. Grała świąteczna muzyka, a lodowisko było do dyspozycji wyłącznie naszej rodziny. W pewnym momencie zaczął prószyć śnieg i wszyscy czuliśmy się jak w jakiejś cudownej baśni. Wszystkim utkwiło to w pamięci i z sentymentem rozmawiamy o tym do dzisiaj. 

Mia wybiera inną drogę

Po powrocie do Australii i rezygnacji z kontynuowania największej pasji, choć miłość do niej pozostała do dzisiaj, zaczęły pojawiać się propozycje gry aktorskiej. 

– Gdy, jako 15-latka zdecydowałam się na aktorstwo usłyszałam, że muszę mieć agenta i posiadać portfolio. Poszukałam więc agencji w Sydney i rozpoczęłam przesłuchania – wspomina Mia Wasikowska.  

Zaczęło się bardzo niepozornie, bo w 2004 roku rolą w australijskiej, popularnej operze mydlanej "All Saints". Dwa lata później Mia została zaangażowana do pierwszej pełnometrażowej produkcji „Szatański plan” i wtedy osiągnęła swój pierwszy aktorski sukces. Otrzymała nominację do nagrody Australijskiego Instytutu Filmowego w kategorii najlepszej debiutantki. Dało to możliwość wyboru kolejnych ról, nazwisko Wasikowska zaczęło znacznie częściej pojawiać się na salonach. Zdecydowała się na emigrację do Ameryki w 2008 roku, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Została wówczas zauważona podczas Sundance Festival, gdzie krytycy mogli ją podziwiać w krótkometrażowej produkcji „I Love Sarah Jane”. Po tym HBO zatrudniło ją do serialu „In Treatment”. Po drodze były jeszcze m.in. „Opór”, „Wieczorne Słońce” i „Amelia”. Wreszcie przyszedł rok 2010 i największy sukces – angaż w produkcji Tima Burtona „Alicja w Krainie Czarów”. Obsadzona w głównej roli wystąpiła u boku Johnego Deppa, Heleny Bonham-Carter i Anne Hathaway. 

– Jestem wdzięczna za to, że dostałam szansę gry w tym filmie – przyznaje Prestiżowi 26-letnia Mia. – Pracowałam tam z genialnymi ludźmi, wiele się nauczyłem i wspominam tę rolę z ogromnym sentymentem. To było moje pierwsze tak duże wyzwanie i z pewnością niezapomniane. 

Alicja w Krainie Czarów i miliard dolarów

Scenariusz, scenografia oraz obsada aktorska „Alicji w Krainie Czarów” zrobiły prawdziwą furorę. Magazyn Forbes podliczył, że po występie w tym filmie oraz produkcji „Jane Eyre” Mia zajęła drugie miejsce wśród najlepiej opłacanych aktorów i aktorek 2010 roku! Wyprzedził ją tylko Leonardo Di Caprio, którego oglądaliśmy wówczas w „Incepcji” oraz „Wyspie Tajemnic”. Trzeci stopień podium przypadł... Johnemu Deppowi, który również wystąpił w produkcji Tima Burtona. Filmy te przyniosły ponad miliard dolarów zysku.

– Jestem niesamowicie dumna z córki, że sama, ciężką pracą osiągnęła taki sukces – mówi szczęśliwa Marzena Wasikowska. – Cieszy mnie również to, że mimo sukcesów wciąż pozostaje skromną i dobrą osobą. Marzę o tym, ale jednocześnie głęboko w to wierzę, że tak zostanie. 

Właśnie rok 2010 uznawany jest w hollywoodzkim świecie za ten, kiedy Mia stała się jedną z najważniejszych i najpoważniejszych aktorek młodego pokolenia. Od tego momentu kariera australijskiej aktorki polskiego pochodzenia nabrała szaleńczego tempa. Co ciekawe – oglądamy ją od tego czasu w produkcjach często mrocznych, gdzie wciela się w postaci o złożonym charakterze. 

– Żadną frajdą jest zagrać słodką dziewczynkę. Najbardziej lubię odgrywać role, gdzie rzeczywiście mogę pokazać paletę różnych emocji, skomplikowanych. To jest dopiero wyzwanie – przyznaje. 

I właśnie taką mogliśmy ją zobaczyć w thrillerze „Stoker” z 2013 roku, dramacie „Madame Bovary” z 2014 czy wreszcie w aktualnie wyświetlanym w kinach fenomenalnym horrorze „Crimson Peak. Wzgórze krwi” w reżyserii Guillermo del Toro. Akcja filmu dzieje w mrokach XIX wieku, w zimnym, górzystym hrabstwie Kumbria. Po rodzinnej tragedii młoda pisarka – Mia - trafia do mrocznego domu, którego ściany pamiętają duchy przeszłości, a jej nowy mąż – sir Thomas Sharpe (Tom Hiddleston) nie jest tym, za kogo się podawał.

– Oczywiście, że oglądam filmy córki. Bardzo podoba mi się jej praca aktorska i każde wcielenie – mówi mama aktorki. Chciałabym, byśmy mogli przyjechać już do Polski, mamy tutaj dużą i kochaną rodzinę, za którą tęsknimy. W Szczecinie zostali też nasi znajomi. To wszystko jest już wystarczającym powodem do powrotu. Kiedy to będzie? Nie wiem jeszcze. Przyznam też, że tęsknimy jeszcze za jedną rzeczą… polską kuchnią – podsumowuje Marzena.

 
Prestiż magazyn szczeciński
10( 87)
Listopad'15
gajda