Radek powalczy o pierwszą dziesiątkę

Za nami I etap regat Mini Transat, w którym mamy swojego przedstawiciela – Radka Kowalczyka na szczecińskim jachcie S/Y Calbud. Trasa poprowadziła z Francji do Lanzarote. Etap zakończył się na przełomie września i października. Miesiąc później zawodnicy wypłynęli z Wysp Kanaryjskich na Gwadelupę. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Przed Radkiem Kowalczykiem najdłuższy etap regat, bo aż 2700 mil morskich. Obecnie kapitan zajmuje 15 pozycję, ale zdradza, że głównym celem jest awans do 10. Zapytaliśmy, jak ocenia pierwszą, zakończoną część zmagań. 

– To był wyjątkowo trudny wyścig. Jeden z trudniejszych, w jakich brałem udział. Zmienny i szkwalisty wiatr, zimno, duże fale, mokro, niski jacht, po którym nieustannie płynęła rzeka wody oceanicznej od dziobu aż po rufę. Po dwóch dobach, zmęczony, zziębnięty, praktycznie bez snu, dopadły mnie myśli: co ja tu robię? – opowiada. – Ale zwątpienie to norma w tak trudnych regatach. Trzeciego dnia miałem szereg awarii na pokładzie: uszkodzone oba kabestany, rozbity GPS, uszkodzone radio do prognoz meteo, zwichnięty bark i łokieć. Wydawało mi się, że gorzej już być nie może. Powtarzałem sobie w duchu: byle do Lizbony, byle szybciej na południe. I faktycznie po minięciu Portugalii skończyły się wysokie, czterometrowe fale, wiatr się ustabilizował, temperatura z każdym dniem rosła o ok 3 stopnie C. Pomyślałem, że najgorsze przetrwałem. Tak też było. Tylko ta niepełna prędkość przysparzała stresów, ale na to nic nie mogłem już poradzić. Kilka dni później na mecie 15 miejsce w swojej grupie jachtów prototypowych, ze stratą 12 godzin do tego co zakładałem przed startem, czyli minimum pierwsza dziesiątka. 

Radek tłumaczy też dlaczego nie powalczy w tym roku o podium. – Podium będzie w 2017 roku, na kolejnym Mini Transat – podsumowuje.                

Prestiż magazyn szczeciński
10( 87)
Listopad'15
gajda