Przegrał regaty, wygrał życie

Radek Kowalczyk tegoroczne regaty samotników Mini Transat zakończył zderzeniem z dryfującym niezidentyfikowanym obiektem, który poważnie uszkodził jego jacht. Akcja ratunkowa na Atlantyku trwała wiele godzin, wziął w niej udział nawet dwustumetrowy tankowiec. – Uniknąłem śmierci ale nie zniechęcam się – przyznaje 39-letni żeglarz. – Marzę by kolejny raz wystartować w Mini Transat i stanąć na podium. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Tegoroczne regaty Mini Transat były dla ciebie pechowe. O mało co, a doszłoby do tragedii. 
Myślę, że miałem zdecydowanie więcej szczęścia niż pecha. To bardzo trudne regaty. Bardzo trudny rodzaj żeglugi. Ocean, Zatoka Biskajska. Sprzęt nie wytrzymywał. Zdarza się, zwłaszcza, że moja łódka to najnowsza konstrukcja na świecie. Jeszcze nie jest opływana.
 
W pierwszym etapie miałeś sporo kłopotów technicznych ale udało się go zakończyć. Drugi etap to już koniec przygód z Mini Transat. Co tam się stało? 
W nocy, przy dużej prędkości uderzyłem w jakiś duży przedmiot. Nie widziałem go, nie była to boja ani statek. Raczej jakiś śmieć, paleta, beczka, kłoda… Nie wiem co, ponieważ była bardzo ciemna noc, bezksiężycowa. Żeglowałem szybko, 10-12 węzłów. Ta kolizja spowodowała uszkodzenie poszycia jachtu i oderwanie steru. Jacht szybko zaczął tonąć. Nie miałem czasu na oględziny awarii, rozpocząłem akcję ratowniczą.
 
Przeczuwałeś, że może dojść do takiej sytuacji?
Było coś niepokojącego. Nigdy nadmiernie nie denerwuję się przed startem. Tym razem było inaczej. Trudno to wytłumaczyć.
 
Wcześniej również trafiałeś na jakieś niezidentyfikowane przedmioty? 
W 2011 roku trafiłem w wieloryba, uszkodziłem kil jachtu. W tym roku natomiast otarłem się o jakieś śmieci dwukrotnie. Ale przy mniejszych prędkościach i nic poważnego się nie stało. Ale też codziennie mijałem na wpół zatopione jakieś przedmioty. Za każdym razem z ulgą, na szczęście kilka metrów obok jachtu.
 
Jak do tego pechowego momentu przebiegały twoje zmagania? 
Jak wspomniałem jacht był nowy, jeszcze optymalnie niedostrojony. Cel na ten rok, to pierwsza dziesiątka i tak też w drugim etapie to się rozpoczęło. Przetrwałem pierwszą sztormową dobę szczęśliwie bez usterek i gdy front się odsunął zacząłem realizować strategię meteo, czyli zejście jak najniżej na południe, potem zwrot i prosto do mety. Dzisiaj już wiadomo, że to była bardzo dobra strategia i dopłynąłbym do mety w pierwszej dziesiątce. Niestety kolizja przekreśliła te plany.
 
Spałeś gdy doszło do zderzenia? 
Nie, byłem po zwrocie. Kończyłem ubieranie się na nocną wachtę. Byłem w okolicy wejścia do jachtu. Miałem na sobie polar i kamizelkę ratunkową. Wiało 18-25 węzłów wiatru, fala miała wysokość do 2,5 metra. Siedziałem na pokładzie nadzorując, czy wszystko po zwrocie działa jak trzeba, czy żagle dobrze ustawione, czy autopilot pewnie steruje…
 
Jak zareagowałeś gdy łódź zaczęła nabierać wody? To była już krytyczna sytuacja. 
W pierwszej chwili nie wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem trzask jakby łamanego drzewca. Maszt stał, więc to nie to. Zobaczyłem oderwany ster więc usterka stała się oczywista. Po kilku sekundach jacht samoistnie wykonał zwrot. Prawdopodobnie oderwany ster pociągnął rufę. Jacht się przewrócił, przez uszkodzony kadłub zaczęła wdzierać się woda. Bardzo szybko. Po kilkunastu sekundach wewnątrz było już jej pełno. Wskoczyłem do środka po torbę ratunkową, a przy wychodzeniu, było już tyle wody, że samoistnie uruchomiła się moja kamizelka ratunkowa. Jacht miał już duży, blisko 80 stopniowy przechył. 
 
Jak przebiegła akcja ratunkowa. Podczas niej również musiałeś się mocno nagimnastykować. Wcześniejsze szkolenia okazały się bardzo przydatne.  
Rzeczywiście, zadziałał automatyzm wyuczony na szkoleniach z ratownictwa na morzu. Zanim zacząłem się denerwować już miałem włączone wszystkie systemy wzywania pomocy. Kolega z regat Sebastien Pebelier je odebrał. Zmienił kurs by mnie asekurować. Do akcji wkroczył też statek handlowy, duży, blisko dwustumetrowy tankowiec Maerst Meditarrenian linii MAERSK TANKERS oraz jacht obstawy regat TARANGA. Miałem dużo szczęścia, że tyle jednostek odebrało wezwanie. Na pełnym oceanie to nie takie proste. Akcja trwała ponad 6 godzin. Musiałem w tych trudnych warunkach przedostać się bezpiecznie na jacht asekuracyjny, a potem wdrapać się na 14-metrową ścianę tankowca. Dzięki profesjonalizmowi kapitanów jednostek ratunkowych wszystko szczęśliwie się zakończyło. Na pokładzie tankowca, z kilkoma niegroźnymi siniakami, przemoczony do suchej nitki ale szczęśliwy, że żyję znalazłem się o godzinie 2:11
 
Jak to wszystko odbiło się na twoim zdrowiu fizycznym i na psychice? 
Trudno powiedzieć. To działo się tak niedawno. Ze zdrowiem fizycznym wszystko w porządku. Psychicznie też czuję się dobrze, choć bardzo żal mi tak wspaniałej łódki. Cieszę się, że żyję i nic poważnego mi się nie stało, bo przecież zagrożeń dla życia było mnóstwo. 
 
Co ostatecznie stało się z jachtem i sprzętem?
Prawo morskie oraz etyka morska mówi wyraźnie: w sytuacji zagrożenie życia, a taka niewątpliwie była, ratuje się wyłącznie człowieka. Cały sprzęt zostaje na morzu. Ratowanie sprzętu to już kolejne etapy akcji ratowniczej. W tym wypadku jacht dryfuje daleko na oceanie, ok 1000 km od najbliższego portu. Trudno go odnaleźć, nie ma też pewności, że jeszcze pływa, że nie rozjechał go żaden statek czy nie zatopił sztorm. Myślę, że odnalezienie jachtu niestety nie będzie możliwe. 
 
Nie zniechęciłeś się do dalszych startów? 
Nie. Mam kolejne plany. Oczywiście powrót na pokład jachtu klasy Mini byłby spełnieniem moich marzeń. 
 
Wiele lat przygotowywałeś się do Mini Transat i nie tak miało się to skończyć… Jakie teraz plany na przyszłość?
Zostały już tylko dwa lata do kolejnej edycji tych najtrudniejszych atlantyckich regat. To nie za wiele czasu. Mam marzenie, by wystartować w nich ponownie, już z planem powalczenia o podium. Jest to jak najbardziej realne, ale jednocześnie niełatwe zadanie. Wykorzystam doświadczenie z poprzednich projektów i przygotuję kolejny projekt jeszcze lepiej. Taki mam plan na kolejne lata. Realny plan.
Prestiż magazyn szczeciński
11( 88)
Grudzień'15