Masłowska vs Fredro

Piękny teatralny pojedynek. Jeden weekend, dwie premiery. Dawno nie było tak interesującego, artystycznego iskrzenia. Totalnie różne tematyki, ale obie niezwykle ważne i aktualne. Dziwie się jednak dyrektorom obu dramatycznych szczecińskich teatrów, że nie dogadali się co do terminów, bo ucierpiała na tym premierowa publiczność, która zmuszona była wybierać. Panie Adamie, Panie Mirosławie – wymieńcie się numerami telefonów albo udajcie się na spacer – oba teatry dzieli 750 metrów i 9 minut spaceru (według Map Google). Jeśli to zbyt daleko, zawsze możecie się spotkać w połowie drogi (wówczas 375 metrów, 4,5 minuty spaceru)…

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Tekst Doroty Masłowskiej, jej dramaturgiczny debiut sprzed niemal 10 lat, nie stracił na aktualności. Dżina i Parcha - pijani i przyćpani, kontynuują imprezę podróżując (sic! niechcąco) po Polsce autostopem udając tytułowych Rumunów mówiących po polsku… To porażający traktat o współczesności, to festiwal beznadziei, marazmu i zwykłego zmagania się młodych ludzi z codziennością, od której wcale wiele nie oczekują. Traktat to potwornie smutny, choć niepozbawiony typowego dla autorki humoru i oryginalnego, ostrego języka. Piotrowi Ratajczakowi udało się wydobyć ironiczne pokłady dramatu. Sama Masłowska przedstawia swój świat w wykrzywionym zwierciadle, Ratajczak krzywi go jeszcze bardziej. Jego inscenizacja w każdym elemencie to potwierdza – scenografię stanowi wymowna pochyła platforma, bo życie to przecież nieustanne wspinanie się, ale - co wiedzą miłośnicy gór - schodzić/spadać/ staczać jeszcze trudniej, ale na pewno szybciej. Ironia wylewa się z tandetnej muzyki, choreografii (przepysznie sparodiowany taniec rodem z Manieczek, popularnego kilka lat temu klubu techno pod Poznaniem -), kostiumów, a nawet makijażu – krzaczaste brwi Dżiny i odrażające przyciemnione nieco uzębienie głównych bohaterów. Nagrodzony w tym roku „Srebrną ostrogą” za debiut Konrad Beta w roli Parchy – odważny, konsekwentny, przekonujący (szczególnie w drugiej części dramatu), na tle jego ekspresyjnej kreacji, Dżina Adrianny Janowskiej-Moniuszko mocno odstaje, aktorka najwyraźniej nie czuła się w tej roli dobrze, nie przekonywała. Aktorskie fajerwerki odnajdujemy w drugim planie – świetni Arkadiusz Buszko i Robert Gondek, rewelacyjna Maria Dąbrowska, ale ten spektakl należy do Joanny Matuszak. Aktorka w dwóch wcieleniach – bufetowej Halinki oraz pijanej kobiety – zadziwiła swoim komediowym potencjałem, publiczność nie tyle co się śmiała, ale wręcz zarykiwała. Śmiech stawał jednak w gardłach… im jego natężenie większe, tym trudniejsze było przełknięcie goryczy, którą Masłowska i Ratajczak serwują. Nie rozumiem tylko dlaczego reżyser, zapowiadając premierę, opowiadał o uchodźcach, obecnej sytuacji w Europie, która rzekomo miała wzmocnić jego siłę. Niepotrzebnie, to rzecz o nas. Ku przestrodze.

Druga z teatralnych premier iskrzącego weekendu to propozycja Teatru Polskiego „Pan Geldhab”. To widowisko jakiego dawno na szczecińskich scenach nie było – niespotykany rozmach inscenizacyjny, ale też nieczęsto widziana na Swarożyca stylistyka. Tytułowy Pan Geldhab pieniądze już ma, marzy o zmianie koloru krwi – z czerwonej na bardziej szlachetną (szlachecką). Transfuzji w tych czasach nie przeprowadzano, zatem by wtłoczyć w krwiobieg nieco błękitu decyduje się na oddanie ręki córki księciu. O tym jak się ta miłosna historia kończy nie powiem, bo to duże zaskoczenie, nietypowe dla Fredry. W spektaklu zachwyca scenografia Andrzeja Worona – monstrualnych rozmiarów multifunkcjonalna sofa, kryjąca w sobie hedonistyczne zachcianki właściciela – grill czy barek z drogimi alkoholami. Adam Dzieciniak w rewelacyjnej formie – aktor w pełni wykorzystuje walory postaci, bawi się nią, a przy okazji bawi widzów do łez. Po jego piosence śmiem nawet stwierdzić, że… Marek Dyjak ma sporą konkurencję. W roli nieprzebierającego w środkach, także przemocy bezpośredniej, Majora oglądamy… Olgę Adamską. Epatowała nie tylko siłą, ale przede wszystkim seksapilem! A to broń groźniejsza. Cóż za kreacja! W pamięci zapada też niewielka rola Piotra Bumaja jako Pana Konto. Bumaj pojawia się na scenie na kilka minut, podczas których wykonuje brawurowy, niemal akrobatyczny taniec z… fakturą. Porywa też, szczególnie ruchowa, konsekwencja Michała Janickiego w roli Pana Lisiewicza. Mimo tych atutów wyczuwa się w aktorach zespołu, szczególnie w rolach drugoplanowych, niepewność, widać było trudy akceptacji odważnej konwencji. Przyzwyczajeni do klasyki, dekadenckiego kabaretu czy farsy aktorzy Teatru Polskiego gubili się, szczególnie w zderzeniu współczesnej stylistyki z językiem Fredry, bo dramat napisany jest wierszem.

Festiwal Akustyczeń trwa w najlepsze. Jego różową edycję rozpoczęły m.in. rozśpiewane Dziewczyny, mocny Godbite i młodzieńcy z indie rockowego Tsar. Trwa nadal wystawa fotografii muzycznej, gdzie na ścianach Piwnicy Kany swoje prace pokazują: Piotr Nykowski i Hubert Grygielewicz. A co przed nami? Już 6 stycznia o godz. 19 w Teatrze Kana zabrzmi rock zmieszany z folkiem. Na scenie kilku bardów: polski Henry David’s Gun, Teddy Jr z Holandii i Sasha Boole z Ukrainy. Następnie Rita Pax, czyli Paulina Przybysz z zespołem już 7 stycznia o godz. 19 w 13 Muzach. Otrzymamy retro futurystyczne dźwięki, gdzie barokowe brzmienie miesza się z elektroniką i klimatami Led Zeppelin, a nad wszystkim unosi się soulowy głos Przybysz. Kolejną gwiazdą będzie Kortez. Obdarzony jest wyjątkowym, głębokim i lekko szorstkim głosem, z którego umiejętnie korzysta. Jego debiutancka płyta „Bumerang” to intymny zbiór opowiadań o miłości i jej braku, która zachwyciła nie tylko krytyków. Jego głosu będziemy mogli posłuchać 9 stycznia o godz.19 w Trafostacji Sztuki. Reszta atrakcji: facebook.com/AkuStyczen.

Szczecińska Filharmonia znana jest z tego, że w swoje dostojne mury wpuszcza także inne gatunki muzyki, pod warunkiem, że są to rzeczy z najwyższej półki. Czwartkowe wieczory w ramach cyklu Soundlab to prezentacja tego, co świeże w muzyce elektronicznej. Tym razem na sali symfonicznej (14 stycznia, godz.19) pojawi się Brandt Brauer Frick. Muzyczna wizja Daniela Brandta, Jana Brauera i Paula Fricka opiera się na wykorzystaniu doświadczeń gry na perkusji, gitarze i pianinie na gruncie muzyki elektronicznej, w klubowym wydaniu. Jak sami mówią, adaptują sztukę klasycznej kompozycji na gruncie klubowym. Panowie mają za sobą naukę w konwersatorium jazzowym i kompozytorstwo na Uniwersytecie Berlińskim. W 2010 roku trio zadebiutowało pod szyldem legendarnego labelu!K7, wydając swój pierwszy longplay „You Make Me Real”, który na dobre zmienił pojmowanie gatunku Detroit techno zdominowanego do tej pory przez dźwięk syntezatora.

Opera na Zamku w styczniu ma dwie mocne propozycje: jedną dla widzów zdecydowanie dorosłych, czyli balet „Dzieje grzechu” i coś co przyciągnie wszystkich, czyli oryginalną operę „Przygody Lisiczki Chytruski” (na zdjęciu). Nigdy niezrealizowana przez żaden teatr operowy w Polsce „poważna opera komiczna” zainteresuje wszystkich: i dzieci, i dorosłych. Autor Leos Janacek napisał historię o winie, kobietach i… lesie, która wybrzmiewa głęboko poruszającym obrazem ludzkiego bytu. Otóż pewnego razu leśniczy przynosi do domu lisa. Młoda lisiczka sieje spustoszenie nie tylko w kurniku, ale przede wszystkim w jego głowie. Wywołuje fantazje, które dotąd chował za kurtyną przyzwoitości. Leśniczy ucieka od domowego zgiełku do swojego świata, w którym odkrywa, o co tak naprawdę w życiu chodzi. Opera miała premierę jesienią w zeszłym roku w Niemczech. Jest grana w języku niemieckim z polskimi napisami. W szczecińskiej Operze na Zamku zobaczymy ją 23 i 24 stycznia (godz.19 i 18).

Piękna, tajemnicza, niechętnie „udzielająca się”. Karierę budowała na własnych warunkach: mniej znaczy więcej. Hanna Banaszak zaśpiewa na scenie Filharmonii 26 stycznia o godz. 19. „Jestem typem samotnika, ale też nie wyobrażam sobie żyć bez innych. Samotność jest mi potrzebna do skupienia, tworzenia i odpoczynku od hałasu świata. Jednak prędzej czy później gna mnie do ludzi. Mam szczęście, że oni wciąż przy mnie trwają" – mówi wokalistka. Hanna Banaszak swoją drogę artystyczną rozpoczęła pod koniec lat 70. od jazzu. Często podkreśla, że w pracy interesuje ją różnorodność i wiarygodność każdej kolejnej odsłony. Już na początku interesowali się nią współcześni poeci i kompozytorzy. Byli wśród nich: Jerzy Wasowski, Andrzej Trzaskowski, Jonasz Kofta, Jeremi Przybora. Nadal współpracuje z czołówką polskich twórców. Swoją interpretacją uwspółcześnia poezję Kochanowskiego, wykonuje wiersze Brodskiego i Szymborskiej. Zmierzyła się wokalnie z muzyką Mozarta, Davisa. Jak sama mówi: mój koncert to wydarzenie zamknięte w spójną całość. Historie opowiedziane są muzyką, przepełnione melancholią, ale również dużą dawką humoru.

„Od kilkunastu już lat, jak rok długi i Polska szeroka, gramy koncerty. Wiosna, lato, jesień, zima jesteśmy w trasie i uwielbiamy to. Tworzymy zgraną ekipę świetnie czującą się w swoim towarzystwie. Mamy fantastycznych fanów, którzy pamiętają o wszystkich naszych urodzinach i wspierają we wszystkich działaniach. (...) Postanowiliśmy więc wprowadzić trochę napięcia i na czas bliżej nieokreślony w pewnym sensie zawiesić działalność...” Indios Bravos, legendarna grupa założona w 1997 roku grająca mieszankę rocka, reggae i bluesa postanowiła odpocząć. W klubie Słowianin 8 stycznia o godz. 20 dadzą pożegnalny koncert. Założycielem i liderem zespołu jest założyciel i były członek grupy Hey, gitarzysta Piotr Banach, wokalistą zaś Piotr Gutkowski - Gutek. W 1999 roku ukazała się pierwsza półoficjalna płyta zespołu „Part One” (duża w tym zasługa Kuby Wojewódzkiego, który specjalnie na potrzeby wydania tej płyty założył firmę wydawniczą „Pałac Kultury”), jej nakład szybko został wyczerpany. W 2004 roku ukazała się pierwsza w pełni oficjalna płyta zespołu „Mental Revolution”, która przyniosła grupie ogromną popularność.

Agencja reklamowa obsługująca bardzo ważnych klientów. Pięć kobiet u władzy... Spotykają się na zebraniu w sprawie stworzenia kampanii nowego leku dla kobiet, który będzie rewolucyjną konkurencją dla Xanaxu. Wchodząc w role odbiorców kampanii, dowiadują się o sobie znacznie więcej, niż mogły przypuszczać. „Mad Woman” to tekst Natalii Mołodowiec, który swą sceniczną prapremierę będzie miał w Teatrze Współczesnym 23 stycznia o godz.19.30, w reżyserii Barbary Wiśniewskiej. Spektakl zostanie pokazany w ramach projektu Pikseloza. Ten projekt kuratorski Piotra Ratajczaka to program Teatru Współczesnego, polegający na realizacji cyklu przedstawień na scenie „Malarnia”, których twórcami będą reżyserzy młodego pokolenia. W ramach projektu zostaną zaprezentowane spektakle poświęcone najbardziej zapalnym, globalnym zjawiskom polityczno-społecznym. Każda premiera poprzedzona będzie wydarzeniami dotyczącymi tematyki przedstawień – debatami, warsztatami, wykładami, projekcjami filmów oraz kontaktem z widzami w przestrzeni Internetu.

Prestiż magazyn szczeciński
1( 89)
Styczeń'16
gajda