Od naczelnej

Andrzej Smolik. Postać znana i ceniona. Za co? Większość odpowie, że za wkład w polską muzykę. Słusznie. To obdarzony nieprzeciętną wyobraźnią muzyczną kompozytor, multiinstrumentalista, inżynier dźwięku, producent muzyczny, który w Polsce temu zajęciu nadał właściwy wydźwięk i wartość. 

Autor

Izabela Marecka
Ale Andrzej to przede wszystkim muzyk. Z krwi i kości. Muzyka go najbardziej interesuje, nią się pasjonuje, z niej żyje. I taką właśnie twarz chce nam teraz pokazać. Twarz artysty, a więc człowieka pełnego emocji, bo każda twórczość powstaje z emocji. A te mogą być albo dobre, albo złe. Nie wiadomo czemu większość wybitnych dzieł muzycznych powstała akurat ze złych emocji. Ich twórcy najczęściej przeżywali jakąś traumę. Andrzej traumy na szczęście nie przeżywa. Kroczy konsekwentnie od sukcesu do sukcesu.                                                                                                       
Mało kto wie, że jego kariera zaczęła się w Szczecinie. W latach 90’ Szczecin był miastem, które przechwytywało światowe trendy, nie tylko w muzyce. To tu narodziła się polska scena klubowa, a Smolik często zaglądał do miasta. Spotkanie z Piotrem Banachem z Hey spowodowało, że dla muzyka drzwi do show biznesu stanęły otworem. O mały włos nie został magistrem eksploatacji portów i ładunkoznawstwa. Pan dziekan i kilku magistrów wyrzucili go z hukiem ze szczecińskiej Akademii Morskiej za to, że zamiast być na praktykach pojechał na festiwal do Jarocina. Od ponad dwudziestu lat robi to, o czym w dzieciństwie po cichu marzył. Andrzej Smolik, chłopak znad morza, jest artystą absolutnym. „Jestem wyspiarzem, moje miasto rodzinne to Świnoujście, byłem otoczony wodą z każdej strony, prawie do 20 roku życia. Taką wyspą są też najbliżsi, rodzina. To są najważniejsze rzeczy – dodaje.” Ja dodam, że gorąco polecam wywiad z bohaterem naszej okładki.
Prestiż nie po raz pierwszy udowadnia, że moda na Szczecin trwa. „To miasto z ogromnym potencjałem, nie bez przyczyny nazywane Paryżem Północy” – mówi w naszym wywiadzie Jason Flanagan, dyrektor kreatywny firmy Flanagan Lawrence, która zwyciężyła w konkursie na koncepcję przebudowy Teatru Letniego. Flanagan ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości budynek stanie się jednym z symboli miasta. Posiadanie dwóch obiektów o klasie europejskiej będzie wizytówką i mocnym argumentem, by Szczecin jak najczęściej odwiedzać. Warto na zakończenie dodać, że w końcu otwarto Centrum Dialogu Przełomy, które łączy funkcje muzeum historycznego, galerii sztuki współczesnej i… górki do zjeżdżania na sankach i rowerach. Chociaż Szczecin jest podzielony odnośnie opinii o muzeum, a niektórzy nazywają go nieco złośliwie Wilczym Szańcem, ja jednak pozwolę zacytować sobie magazyn KMAG: „Wyjątkowy, minimalistyczny, wtapiający się w otoczenie, ledwo zauważalny na pierwszy rzut oka budynek, to kolejna architektoniczna perła Szczecina.” Ładnie prawda? I tego ostatniego się trzymajmy.
Miłej lektury!