Dwa wilki blisko domu

Kariera sportowców wiąże się z ciągłymi podróżami na mecze i zawody. Rzadko komu udaje się spędzić całą karierę w miejscu skąd pochodzi i gdzie ma dom. Dwaj koszykarze Wilków Morskich - Paweł Kikowski i jego imiennik, Leończyk, musieli objechać całą Polskę, a nawet kawałek Europy, żeby trafić do Szczecina, choć obaj pochodzą niedaleko stąd.

Autor

Jerzy Chwałek
Kikowski nazywany przez kolegów „Kiko” urodził się w Kołobrzegu, a miejscowa Kotwica była jego pierwszym klubem w Polskiej Lidze Koszykówki. Później losy rzuciły go do Świecia, Ljubljany, Sopotu, Słupska i Wrocławia, skąd przed niespełna dwoma laty trafił do Szczecina. 
 
Ojciec też był „wilkiem”
 
– Może to miasto i drużyna King Wilków Morskich były mi pisane – mówi rzucający obrońca „Wilków”. – Mój tata był marynarzem, a więc… wilkiem morskim. Jako młody chłopak, nieraz z mamą przyjeżdżałem do ojca, gdy był na statku w stoczni. Nic dziwnego, że koszykarzowi służy nasz klimat i niewykluczone, że zostanie tu na długo.
– Moja małżonka jest lekarzem i w jednym z miejscowych szpitali robi specjalizację, to dodatkowy argument, żeby tu zostać – dodaje koszykarz.
Paweł Leończyk jako dziecko miał do Szczecina jeszcze bliżej niż Kiko, bo urodził się w Stargardzie. Przez rok studiował na Uniwersytecie Szczecińskim, a później ruszył w świat. Jego droga do Wilków Morskich prowadziła przez sześć innych miast i klubów.  
– Zawsze szukałem takiego klubu, żeby móc grać, a nie siedzieć na ławie – mówi skrzydłowy „Wilków”. – Przeprowadzki pomogły mi w karierze więc nie narzekam na częste zmiany miejsc. Zarówno Kiko jak i „Leon” osiągnęli w sporcie dużo. Mają za sobą po kilkadziesiąt występów w seniorskiej reprezentacji Polski i być może następne przed sobą.
 
Inaczej niż u piłkarzy
 
– Oczywiście, że pewna stabilność jest potrzebna w życiu, ale w koszykówce jest inaczaj niż w piłce nożnej, gdzie zawodnicy mają nawet 4 albo 5-letnie kontrakty – mówi Leończyk. – U nas przeważają kontrakty jedno lub 2-letnie, głównie ze względu na mniejszą stabilność sponsorów w koszykówce.
Kontrakt z „Wilkami” łączy Leończyka do końca sezonu 2016/17. Swój dom ma w Słupsku, skąd pochodzi jego żona, ale w Szczecinie czuje się też jak w domu.
– Moi rodzice i znajomi ze Stargardu przyjeżdżają tutaj na każdy mecz i czuję ich wsparcie – mówi. 
Kiko ma kontrakt do końca tego sezonu, ale niewykluczone, że klub go przedłuży. 
– Atmosfera dla koszykówki w Szczecinie i miejscowi kibice zachęcają, żeby tu zostać – mówi Kikowski. – Kibice są z nami na dobre i na złe, w ubiegłym sezonie nie opuszczali nas nawet gdy nam nie szło. Nigdy wcześniej dla takich kibiców nie grałem. Kiko i Leon spotkali sie wcześniej w Czarnych Słupsk, gdzie przez jeden sezon grali razem. Jest szansa, że w Szczecinie występować będą dłużej w jednym zespole. To zależy w dużej mierze od tego, jak drużyna „Wilków” skończy ten sezon. Awans do pierwszej ósemki będzie dla właściciela klubu argumentem, żeby dalej inwestować w zawodników obecnej drużyny. Obaj Pawłowie są jej czołowymi postaciami. Pierwszy spędził średnio w meczu 27,3 min. na parkiecie i zdobył prawie 15 punktów. Średnia Leończyka to 26,5 min. i 9,4 punktu na mecz. Obu nie można odmówić zaangażowania. Bo oprócz tego, że nie gryzą, to walczą na parkiecie jak prawdziwe wilki. 
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16
gajda