Krzywym Okiem - Dariusz Staniewski

W Berlinie jak co roku zaroiło się od gwiazd światowego kina. Nic dziwnego - odbył się przecież 66 Berlinale. Po czerwonym dywanie przechadzali się m.in. George Clooney, Tilda Swinton, Meryl Streep, Jude Law, Colin Firth, Clive Owen, Julianne Moore i Kirsten Dunst.

Autor

Dariusz Staniewski
Według nieoficjalnych informacji zaraz po oficjalnym otwarciu festiwalu mieli pojawić się w Szczecinie. Bo ktoś im doniósł o naszym lokalnym przysmaku - paszteciku. Tylko godzina jazdy, grzech więc nie spróbować. Szybko zorganizowali grupę wypadową, Clooney rzucił łamaną polszczyzną hasło: "lecim na Sch… dzi…zdziecin" i już byli w busach kiedy dopadła ich ochrona. Nie pomogły protesty, płacze i złorzeczenia. Gwiazdy, obezwładnione i siłą doprowadzone, skończyły na festiwalowym bankiecie przy stołach zastawionych nudnymi homarami, langustami, krewetkami, stekami z argentyńskiej wołowiny, truflami, czy też innymi wynalazkami. Na cześć tego nieudanego wypadu do Szczecina proponujemy nowy rodzaj pasztecika - "Gwiazdorski" - w kształcie figurki Oscara. A tak swoją drogą to trochę dziwne. Wielki festiwal filmowy zaledwie 120 km od Szczecina i miasto nic na tym nie korzysta. Naprawdę nie możemy nawiązać jakiejś współpracy z organizatorami Berlinale? Może udałoby się jakoś „podwiesić”, „podpiąć” pod to święto kina? My nie potrafimy, czy oni nas nie chcą?
 
W okolicy Szczecina pojawiła się wataha wilków. Wszyscy do tej pory myśleli, że wieczorne albo nocne, przeraźliwe i upiorne wycie dobiegające z lasów okalających miasto, wydają albo zagubieni grzybiarze, współcześni partyzanci, osobnicy ukrywający się przed płaceniem alimentów albo politycy, którzy przegrali ubiegłoroczne wybory i nie dostali się do Sejmu oraz Senatu. Pełne żalu i rozpaczy wycie zakłócało sen, przyprawiało o gęsią skórkę na całym ciele i paraliżowało członki niejednego sprawiedliwego. A teraz się okazuje, że to wilki. Ale banał.
 
To mogłaby być niezła historia o trudnej miłości do Melpomeny i kryzysie gospodarczym, który zmusza prawdziwego teatromana do czynów przestępczych, aby tylko móc dostać się do lokalnej Świątyni Sztuki. Ale niestety. Tym razem to wydarzenie chyba ma inny podtekst. Pewien mieszkaniec stolicy Pomorza Zachodniego wyrwał wysiadającej z tramwaju kobiecie torebkę, w której oprócz portfela i dokumentów było 10 biletów na spektakl w Teatrze Polskim w Szczecinie. Wskoczył na rower i... tyle go widzieli. Kobieta zgłosiła sprawę na policję. A funkcjonariusze zastawili pułapkę i schwytali złodzieja, kiedy próbował zwrócić sześć biletów w kasie teatru. Kolejne cztery również miał przy sobie. Grozi aż 18 lat więzienia, bo według komunikatu policji „był już wcześniej karany za podobne przestępstwa”. Czyżby więc to nie była pierwsza kradzież biletów do teatru na jego koncie? Fan teatru? Ale tylko Polskiego, czy też połakomił się może kiedyś na bilety do Teatru Współczesnego? Naukowcy mogą mieć pole do popisu badając np. bilety na które sztuki cieszyły się jego największym zainteresowaniem. A może po prostu brał jak leci i liczyły się dla niego tylko przeżycia duchowe, kunszt szczecińskich aktorów oraz sama atmosfera teatru? A może to niedoszły student sztuki aktorskiej brutalnie „oblany” na egzaminie do którejś ze szkół aktorskich? Ktoś może nie docenił jego talentu i brutalnie stłamsił marzenia o scenie? A może to w końcu nieśmiały wielbiciel którejś ze szczecińskich aktorek chcący zwrócić na siebie jej uwagę czynem przestępczym? Historia prawie szekspirowska.
 
Sławne ruiny kościoła w Trzęsaczu i Multimedialne Muzeum na Klifie mają szansę na tytuł „Turystyczny Hit Polski”. W internecie trwa głosowanie na najlepszą atrakcje do zwiedzania w kraju. Ruiny w Trzęsaczu walczą  m.in. z inscenizacją bitwy pod Grunwaldem, Puszczą Białowieską czy Szlakiem Orlich Gniazd. Opiekunowie paru ważnych zabytków w Zachodniopomorskiem już zapowiedzieli, że jeżeli ruiny wygrają, to oni pójdą tym samym tropem. I tak w następnych edycjach plebiscytu byłaby szansa głosowania na szczątkowe wersje np. Wałów Chrobrego, Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie albo w Darłowie, Urzędu Wojewódzkiego, czy też nadmorskich latarń.
 
Jeden z poszukiwaczy skarbów z Choszczna znalazł unikatową rękojeść miecza z brązu sprzed 2,5 tys. lat. Według znawców, to prawdopodobnie jedyny taki zabytek w kraju. Ale okazuje się, że niełatwo być naśladowcą Pana Samochodzika w XXI wieku, bo mężczyzna prowadził wykopaliska nielegalnie i teraz grozi mu do pięciu lat więzienia. Po prostu nie miał pozwolenia na prowadzenie poszukiwań za pomocą sprzętu elektronicznego. Dlatego zgodnie z polskim prawem odpowie za kradzież. I aż się samo nasuwa stare przysłowie: „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. Tym razem jednak w wersji nieco zmodyfikowanej: „kto miecz znajduje, ten za miecz siedzi”.
 
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16
gajda