Paweł, mistrz cukiernictwa

Paweł Małecki jest jednym z najpopularniejszych cukierników w Polsce. Na swoim koncie ma tytuły Mistrza Polski Cukierników, otrzymał też "cukierniczego Oscara". W listopadzie 2015 roku ukazał się album "Wykwintne Desery Polskie", który tworzył wspólnie z byłą pierwszą damą - Anną Komorowską. 

Autor

Andrzej Kus
Zacznijmy od początku. Pochodzisz z niewielkiej miejscowości koło Wolina, z Wiejkowa. Do szkoły podstawowej chodziłeś w niedaleko położonym Koniewie. Rozmawiałem z twoimi nauczycielami i nie do końca wtedy przejawiałeś zainteresowanie kuchnią. Mimo to wybrałeś zawodową szkołę i wtedy  rozpocząłeś kształcenie się w kierunku kucharza. Był to przypadek czy poczułeś sobie w pewnym momencie dryg do gotowania?
W szkole podstawowej trudno wykazać się swoimi zainteresowaniami. Nie ma i nigdy nie było zajęć ukierunkowanych na gotowanie więc nauczyciele nie mają możliwości zauważyć czym interesuje się dany uczeń. Zawsze lubiłem kuchnię, od dzieciaka krzątałem się w niej po domu i można powiedzieć, że przeszkadzałem. Gdy byłem już większy rodzina cieszyła się z mojej pomocy. Później był czas, by zdecydować, w jakim kierunku kontynuować naukę. Zdecydowałem się na zawód kucharza i teraz, z pespektywy czasu wiem, że był to dobry wybór. 
 
Ostatecznie jednak zostałeś cukiernikiem.
Od razu po szkole zawodowej dostałem dobrą pracę w Hotelu w Piaskach. Przeżywał on wówczas swoje najlepsze lata. Pracowali tam świetni szefowie kuchni: Robert Brzozowski i Damian Stancel. Nauczyli mnie naprawdę dużo. Jestem im bardzo wdzięczny. To właśnie za czasów pracy w tamtym miejscu poczułem prawdziwą pasję do gastronomii. Niestety poza sezonem niewiele się tam działo. Gdy wyszedłem z wojska stwierdziłem, że tam już nie wrócę i poszukam czegoś innego. Był to czas, gdy otwierał się Hotel Amber Baltic w Międzyzdrojach – wtedy najlepszy hotel na Pomorzu. Złożyłem CV i następnego dnia zostałem zaproszony na rozmowę. Okazało się, że nie ma pracy w kuchni. Jest tylko wolny etat „na cukierni”, a ponieważ miałem już praktykę postanowiłem spróbować. Od pierwszego dnia czułem się tam rewelacyjnie. Okazało się, że pracuje tam bardzo dużo znajomych ze szkoły i nie tylko. Praca „na cukierni” okazała się na tyle ciekawa, że wciągnęła mnie na dobre. Trwa już prawie 18 lat. 
 
W tym roku kończysz 40 lat. Czy pasja nie przemija czy wręcz przeciwnie – z każdym rokiem jest coraz większa?
 Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Cukiernictwo jest naprawdę interesujące. Co chwila można obserwować zmiany trendów, nowe techniki i bardzo nowoczesny sprzęt. Aby być na bieżąco trzeba odwiedzać targi, obserwować co dzieje się na świecie i bywać na największych i najważniejszych imprezach światowego cukiernictwa. Pozwolić sobie mogę na to dopiero od kilku lat. Świat stał się taki mały. Nawet wyjazd do Nowego Jorku, Londynu czy Paryża, żeby zobaczyć co tam ciekawego robią nie jest jakąś wielką wyprawą. Zdarza się, że kupuję bilet weekendowy i lecę do Londynu czy Brukseli żeby odwiedzić jakąś nową cukiernię o której przeczytałem w prasie branżowej. Zwiedzanie plantacji upraw kakaowca w Ghanie czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej lub w Brazylii też jest osiągalne. 
 
Na swoim koncie masz już sporo osiągnięć. Rozpoczęło się w 2003 roku, gdy otrzymałeś nagrodę Złoty Wałek za najlepszy deser w Polsce. W 2008 roku byłeś Mistrzem Polski Cukierników, w 2014 roku na Lodowych Mistrzostwach Świata we Włoszech zająłeś 3 miejsce, wraz z Aleksandrą Sową – Trzebińską  i Mariuszem Burittą, Maciejem Pięta i Michałem Doroszkiewiczem. Tych nagród było znacznie więcej. Która jest dla ciebie najcenniejsza?
Wszystkie są bardzo ważne, bo każdy udział w mistrzostwach czy konkursach to osobna przygoda której nie zapomni się do końca życia. Jeśli miałbym już wskazać 2-3 najbardziej wartościowe to wybrałbym World Chocolate Master w Paryżu. Był to ciężki konkurs w którym jest do zrobienia mnóstwo rzeczy i mało czasu. Tak naprawdę dopiero po konkursie WCHM zostałem zaproszony do elitarnego klubu Ambasadorów Czekolady Barry Callebaut i pojawiły się większe możliwości rozwijania swojej pasji jaką jest praca z czekoladą. Ogromnie cenne jest też dla mnie wyróżnienie jakie dostałem za rok 2010 - Tytuł Cukierniczej Osobowości Roku. To taki nasz cukierniczy Oscar. Najwięcej radości sprawiło mi jednak pokonanie jednym punktem Argentyny w 2014 roku na Lodowych MŚ w Rimini. Z tym związana jest ciekawa historia. Gdy pierwszy raz brałem udział w konkursie Lodowych MŚ w Rimini w 2005 roku zajęliśmy tam czwarte miejsce w ogólnej klasyfikacji. Zdaniem nieprofesjonalnego jury, w którym zasiadali dziennikarze z kilku krajów zajęliśmy pierwsze miejsce. Bardzo cieszyliśmy się z wyróżnień, bo to było dotychczas najlepsze miejsce Polski. Po powrocie do kraju, gdy otrzymaliśmy wszystkie noty jury okazało się, że juror z Argentyny oceniał nas bardzo nisko. Wszyscy dawali punkty na poziomie 14-15, a on 3-4, dzięki czemu wyprzedziła nas Argentyna, która miała finalnie 4 punkty przewagi nad nami. Wkurzyliśmy się i nie chcieliśmy przez kolejnych 10 lat brać udziału w tych mistrzostwach. 
 
Masz też kilka rekordów. Chyba najbardziej okazały to Rekord Guinessa w przygotowaniu największego tortu weselnego. Miał on aż 7,5 metra. Co się z nim stało?
Rzeczywiście miałem przyjemność brać udział w tworzeniu największego tortu na świecie. Na tę chwilę nikt nas nie pobił w tej kategorii. Tort był wykonywany pod czujnym okiem Janusza Profusa i komisji Guinessa. Przygotowanie trwało 16 godzin, brało w nim udział 16 osób. To również świetna przygoda. Tort był zamówiony na pierwsze urodziny galerii handlowej w Warszawie. Byli częstowani nim klienci galerii. 
 
Teraz stale możemy Ciebie oglądać reklamującego Lidla. Jesteś dzięki temu jednym z najbardziej popularnych cukierników w Polsce. Odczuwasz to w jakiś sposób?
Zdarza się, że ktoś mnie zaczepi na ulicy lub w jakimś innym miejscu. To dosyć rzadka sytuacja ale zawsze bardzo sympatyczna. 
 
Jest teraz moda na różne wymyślne torty. Jakie miałeś do tej pory najdziwniejsze zamówienie związane ze swoim zawodem?
Zawód jest bardzo wdzięczny. Polega na spełnianiu słodkich marzeń, a to sprawia mi wielką przyjemność. Wykonujemy tort w rozmaitych kształtach z różnymi postaciami. Nie ma praktycznie żadnych ograniczeń. Najdziwniejszy kształt tortu, jaki robiliśmy w naszej pracowni to na wzór pieca do centralnego ogrzewania. Wyszedł identyczny. 
 
Twoim „konikiem” są jednak lody i czekolada. Dla cukierni Sowa przygotowałeś dwie zupełnie nowe czekolady. Jaki jest proces wymyślania takich smakołyków?
Razem z Adamem Sową i Aleksandrą Sowa-Trzebińską pracowaliśmy przy tworzeniu smaków dwóch czekolad - mlecznej i deserowej. Była to fantastyczna zabawa. Przez kilka dni dobieraliśmy rodzaj ziarna kakaowego który nam najbardziej odpowiadał. Przerobiliśmy pawie wszystkie kraje, które uprawiają kakaowca. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na mieszankę z Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany. Czekolady wyszły naprawdę rewelacyjne. Docenili je nasi klienci i bardzo chętnie kupują nie tylko tabliczki ale i praliny. Nigdzie więcej na świecie nie można kupić takiej czekolady. Tylko w sklepach Cukierni Sowa. 
 
Jesteś zapracowanym cukiernikiem. Pieczesz, piszesz, reklamujesz… planujesz coś jeszcze?
Ostatni rok był bardzo pracowity. Na początku kończyliśmy prace nad książką, która ukazała się w marcu. Później była jej promocja. Następnie, po pracowitej Wielkanocy przygotowywaliśmy album "Wykwintne Desery Polskie", który tworzyliśmy wspólnie z panią prezydentową Anną Komorowską. Album ukazał się w listopadzie. Rok zleciał naprawdę szybko. Praca w Cukierni Sowa i w Kuchni Lidla to całe etaty. Nawet nie byłem na urlopie, nie było kiedy.  Boję się cokolwiek planować, bo zawsze gdy to zrobię pojawia się propozycja uczestnictwa w jakimś projekcie, który wymaga jeszcze więcej pracy. 
 
O powodach do dumy już usłyszeliśmy. A jakie plany i marzenia stawiasz przed sobą?
Może w tym roku uda mi się zwiedzić Meksyk i pradawne miasta Majów i Azteków?  Tak, to bym chciał w tym roku zobaczyć 
 
Wyprowadziłeś się z Wiejkowa wiele lat temu, nie mieszkasz nawet w naszym województwie. Planujesz kiedykolwiek powrót?
Od 15 lat mieszkam w Bydgoszczy, bardzo lubię to miejsce i mogę śmiało powiedzieć, że Bydgoszcz to moje miasto. Cały czas pracuję w Cukierni Sowa na stanowisku kierownika działu dekoratorni, pralin, dekoracji i lodów. Cały czas też jestem w projekcie Kuchni Lidla, gdzie co tydzień proponuję coś słodkiego naszym klientom. Jeżeli chodzi o powrót do Wiejkowa to bardzo chętnie tam wracam. Jest tam moja rodzina, przyjaciele, znajomi. Czy znowu tam kiedyś zamieszkam? Z pewnością planuję na Pomorzu zbudować dom. Nie w Wiejkowie ale w okolicach Wolina. Może właśnie tam zamieszkam na emeryturze. 
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16
gajda