Nieoczekiwana zamiana... stylistyki

Słynący z mieszczańskich fars Teatr Polski wystawia „Wieczór w teatrze” na podstawie trudnego dramatu „Krwawe gody” Federico Garcii Lorci. Teatr Współczesny, na scenie świętującego 10-lecie Teatru Małego, proponuje farsę „Przyszedł mężczyzna do kobiety” Siemiona Złotnikowa. Efekt? Dwa znakomite spektakle i niezwykłe odkrycia.

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Teatr Polski w Szczecinie, Federico Garcia Lorca, „Wieczór w teatrze”, reż. Adam Opatowicz
 
Adam Opatowicz po raz drugi wziął na warsztat tekst Lorci. Udało mu się wyczarować taneczno-muzyczne widowisko z niezwykle wciągającą, „krwistą” fabułą. To opowieść o tragicznie zapętlonych emocjach – miłość, wierność, zemsta, przeznaczenie. Skoro Lorca to flamenco. Kulturowe zjawisko związane z tradycją andaluzyjskich cyganów to nie tylko taniec, ale też filozofia – ekstatyczna inspiracja, wyzwolenie uczuć, także tych związanych z lękiem przed magicznym cieniem śmierci. I taką właśnie mroczną stronę flamenco zobaczyliśmy. Pamiętam jak wiele lat temu do Szczecina przyjechał praski Teatr Farma v Jeskyni z „Sonetami ciemnej miłości” Lorci. Chcąc sprostać wyzwaniu wyjechali do Andaluzji, badali flamenco antropologicznymi narzędziami, by stwierdzić, że do jego istoty ledwie się zbliżyli. Zespół Opatowicza do Hiszpanii nie wyjechał, a byli równie blisko co prażanie. Wyraziste czy wręcz krwiste role Jakuba Sokołowskiego (Narzeczony) i Sławomira Kołakowskiego (Leonardo), urzekająca Małgorzata Chryc-Filary w roli Matki – dawno nie widziałem tak poruszającej kreacji, świetnie skrojony drugi plan – oniryczne sceny z księciem i Irenką. Zachwyciła Sylwia Różycka jako Narzeczona. Jej powściągliwość, wystudiowane, jakby spowolnione gesty, jakaś taka nieobecność… nie mogę znaleźć słowa by to określić. Tak samo brakuje słów, na wyrażenie uznania za jej pracę wokalną. To trzeba usłyszeć! Zresztą cały zespół w utworach z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza zasługuje na najwyższe uznanie. Choreografia Janusza Józefowicza to wręcz studium flamenco, co ciekawe staje się najbardziej wymowne w momencie zejścia na drugi plan, stając się dystrybutorem niezwykłej magii, rytmu i niepokoju. Wielkie brawa także dla Katarzyny Banuchy, która stworzyła ascetyczną scenografię, wybuchająca w finale kwietnym horyzontem. Wciągające i piękne widowisko. 
 
Teatr Mały, scena Teatru Współczesnego w Szczecinie Siemion Złotnikow, „Przyszedł Mężczyzna do kobiety”, reż A.Buszko, J.Matuszak
 
Miało być pięknie… ale nie wyszło. To bynajmniej nie opinia o spektaklu, lecz zarys fabuły. Ona i On. Oboje już dojrzali, mocno doświadczeni przez życie, porażająco samotni i rozpaczliwie szukający ciepła i miłości. Aranżują spotkanie, ale już od pierwszych minut, a dokładnie 30 minut za wcześnie, cały misterny plan bierze w… Ona – władcza i wyniosła. On – jednym słowem – poczciwiec. Miało być pięknie… ale nie wyszło. On dla niej za stary, za niski, a Ona dla niego zbyt apodyktyczna, krzykliwa, zbyt szybka. Brną jednak w to. Strach przed samotnością pcha ich dalej. W nieuchronną katastrofę? Wybawieniem jest taniec i… namiętność. Skutecznie i trwale? Miało być pięknie, ale… Stereodrama Siemiona Złotnikowa to ubrany w kostium mieszczańskiej farsy poruszający traktat o samotności. Przez salwy śmiechu daje się jednak usłyszeć krzyk podstawowej potrzeby każdego z nas – prawa do miłości, bycia przy kimś i życia dla kogoś. Arkadiusz Buszko oraz Joanna Matuszak nie tylko zagrali, ale także wspólnie (we współpracy z Piotrem Ratajczakiem) wyreżyserowali przedstawienie. Aktorzy urządzili na scenie pokaz aktorskich fajerwerków. Każdy z nich oddał całego siebie – Buszko poprowadził spektakl ruchowo (ach! ten taniec), zachwycał i bawił mimiką. Matuszak potwierdziła, nieznaną do niedawna, a przepyszną „komiczną siłę”. Obok postaci ważną rolę, potęgującą komediowy charakter, odgrywa scenografia Agnieszki Miluniec i Macieja Osmyckiego. Tutaj każdy przedmiot podszyty podtekstem. Od tygrysiej kanapy, po motyle przyszpilone w ramkach, po fikuśne, z premedytacją trącące tandetą naczynia. Przebojem jest papierośnica w kształcie osła, z której papieros wysuwa się… tyłem osła. Dopełnieniem satyrycznej wymowy spektaklu jest oprawa muzyczna z balladami spod znaku przeboje wszechczasów. Spektakl to sprawnie skrojona farsa, ale w tym wykonaniu wymyka się przypisanym jej stylistycznym schematom, nie ma tu miejsca na oczywistość, także pod względem formalnym. Termin „mieszczański” w tym przypadku należy rozumieć jako wysmakowany, gustowny, inteligentny (inteligencki?). Miało być pięknie… i tak wyszło.
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16