Lubimy się podobać!

Siatkówka uchodzi za jedną z najbardziej widowiskowych gier zespołowych. A gdy na boisku stają panie – emocje sięgają zenitu. Zwłaszcza, że zawodniczki Chemika Police od dwóch lat są mistrzyniami Polski, a obecnie zmierzają po trzeci tytuł. Specjalnie dla  „Prestiżu” dały się namówić na bardzo kobiecą sesję, a także uchyliły rąbka swoich tajemnic z szatni i życia prywatnego. Jakich? Przeczytajcie sami.

Autor

Jerzy Chwałek
Ubiegłoroczny finał play-off o mistrzostwo Polski. Wydawało się, że po pierwszych pojedynkach w Szczecinie, gdy stan rywalizacji był 1:1, w lepszej sytuacji są rywalki z Sopotu. Czyżby Policzanki miały stracić mistrzowski tytuł? Nie ma takiej opcji, bo na boisku przeciwnika w Ergo Arenie nasze panie wznoszą się na wyżyny umiejętności. Najpierw rozbijają Atom 3:0, a znakomity mecz, prawdopodobnie najlepszy w sezonie, rozgrywa środkowa Agnieszka Bednarek-Kasza. Dzień później dziewczyny przystępują do decydującego starcia. Prowadzą w setach 2:0, ale rywalki nie rezygnują i przy szaleńczym dopingu kibiców doprowadzają do remisu w setach. W decydującym tie-breaku przydaje się ogromne doświadczenie, bo przecież siatkówka, to także gra nerwów. Wiedzą o tym doskonale mistrzynie i medalistki Mistrzostw Europy - Małgorzata Glinka, Ola Jagieło, Anna Werblińska, Mariola Zenik, Kasia Gajgał-Anioł i wspomniana już Agnieszka Bednarek-Kasza. Razem z koleżankami wygrywają seta do 11, a później… padają wykończone na parkiet. Olbrzymi sukces okupiony jest ciężką pracą, zmęczeniem, kontuzjami, niejednokrotnie też łzami.
Siatkarki Chemika do swojej obecnej pozycji dochodziły różnymi drogami. Nie wszystkie z nich były od początku usłane sportowymi sukcesami. Bycie siatkarką wymaga ogromnej samodyscypliny. Dziewczyny trenują dwa razy dziennie, w tym na siłowni. Oprócz tego regeneracja, masaże i specjalna dieta. Ale i to może nie wystarczyć, jeśli nie ma zdrowia.
Anna Werblińska przez wiele miesięcy zmagała się z bólem kolana. Grała dzięki temu, że wiele czasu poświęcał jej klubowy fizjoterapeuta. W końcu powiedziała dość i 1,5 roku temu w przerwie między sezonami przeszła artroskopię kolana. Już drugą w karierze. Pierwsza wystarczyła na 4 lata olbrzymiego wysiłku. Ma nadzieję, że po ostatniej kolano wytrzyma równie długo...  
 
Życie na walizkach
 
Sportowcy, którzy przyjeżdżają z różnych miast, a nawet krajów starają się mieszkać blisko siebie. Dzięki temu mogą szybciej się zaaklimatyzować. Na trening czy lotnisko łatwiej dojechać wspólnie, jednym samochodem. Siatkarki Chemika mieszkają blisko siebie, choć na różnych osiedlach. 
Katarzyna Gajgał-Anioł dla bliskich i znajomych "Miśka", ma za sąsiadki Paulinę Maj-Erwardt i Agnieszkę Bednarek-Kaszę.
– Wpadają po sąsiedzku po sól – śmieje się Miśka. – Aga pożyczała ostatnio mąkę i jajka. 
Kasia nie ma problemów z przemieszczaniem i adoptowaniem się w nowych warunkach. Wyjechała z domu mając 16 lat, gdy rozpoczęła siatkarską edukację w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. 
– To właśnie tam dorobiłam się pseudonimu Miśka – wyjaśnia nam. – Mój pierwszy trener, pan Leszczyński w SMS Sosnowiec nazwał mnie Miśkiem. Gdy pojawiłam się na pierwszych treningach, a trafiłam do siatkówki późno, uznał, że jestem trochę nieporadna i za delikatna. Nie uderzałam piłki z całej siły, bo nie chciałam zrobić rywalkom krzywdy. Podobnie było podczas grania w piłkę nożną, żadnej z nich nie chciałam potrącić. Wszystkie koleżanki przyzwyczaiły się do „Miśki” i tak zostało, a nawet mama tak do mnie mówi – śmieje się środkowa Chemika.
 
Joanna Wołosz wróciła do Polski po dwóch latach gry we Włoszech. – Na początku ciężko było się przestawić, bo mieszkałam tam w uroczym miejscu, gdzie miałam wszystko: góry, jezioro a nawet Morze Śródziemne, a do tego włoski styl życia – częste wyjścia w gronie przyjaciół – też mi odpowiadał – mówi Joanna.  – Teraz przyzwyczaiłam się już do Szczecina. Nie szukałam za wszelką cenę mieszkania blisko koleżanek z drużyny, bo chciałam mieć przestrzeń, ale i to się nie udało. Po jakichś dwóch tygodniach okazało się, że mieszkam w tym samym wieżowcu co Stefana Veljković i Simone, nasz trener od przygotowania fizycznego – śmieje się Wołosz.   
Kłopotów z aklimatyzacją w Szczecinie nie miała pochodząca z dalekiej Kolumbii Madelaynne Montano, może dlatego, że wcześniej już grała w Europie? A może siatkarce z Ameryki Południowej pomogły... pierogi? – Uwielbiam ruskie, te z mięsem też mi smakują, a w sezonie letnim zajadam się pierogami ze świeżymi owocami – zdradza Madi.
A jak podoba jej się Szczecin? – To miasto w sam raz do życia; nie za duże, ani nie za małe – mówi. – Macie tu dużo fajnych restauracji, filharmonię i operę. Bardzo żałuję, że kilka tygodni temu, z powodu meczu wyjazdowego, nie mogłam iść do opery, gdzie wystawiano moją ulubioną „Madame Butterfly”. 
 
Perfekcyjna pani domu
 
Małgorzata Glinka, była zawodniczka Chemika i najbardziej utytułowana polska siatkarka, po zakończeniu zawodniczej kariery przyznała, że w trakcie jej trwania była mocno oderwana od życiowych realiów. 
„Dopiero po zakończeniu kariery uczę się, jak załatwić sprawy w urzędzie, a nawet takich czynności, jak prasowanie czy gotowanie” – powiedziała w jednym z wywiadów. 
Czy podobne problemy mają obecne siatkarki Chemika? 
– Może Gosia tak mówi, bo większość kariery spędziła za granicą i pomoc w różnych sprawach była jej potrzebna – mówi Agnieszka Bednarek-Kasza, koleżanka Glinki z klubu i kadry. – Moje życie jest zupełnie normalne – piorę, prasuję, gotuję. Kiedyś nie lubiłam prasowania, ale i z tym sobie poradziłam. Włączam telewizję lub film na DVD i prasuje mi się łatwiej. Z załatwianiem spraw w urzędach też sobie radzę, nawet jak nie ma przy mnie męża, bo ze względu na pracę jesteśmy oddaleni od siebie – dodaje. 
Katarzyna Gajgał-Anioł również nie czuje się oderwana od realiów. – Potrafię załatwiać różne sprawy, ale wysyłam w takich przypadkach... męża, bo wiem, że zrobi to lepiej – mówi. 
To akurat nie dziwi, bo dla Radosława Anioła, byłego kierownika drużyny, a obecnie dyrektora zarządzającego, nie ma sprawy nie do załatwienia. 
– Żyję normalnie, spełniam się jako żona i gosposia. Piorę, sprzątam, a gotowanie sprawia mi przyjemność, więc chyba jestem... perfekcyjną panią domu – śmieje się Anna Werblińska. 
Ania nie zawsze ma dla kogo gotować, bo jej mąż mieszka pod Kaliszem, gdzie prowadzi firmę. Widują się zazwyczaj w weekendy. 
Joanna Wołosz jest jeszcze panną, ale w każdej chwili może liczyć na pomoc taty i brata, który jest siatkarzem Espadonu Szczecin. 
– Brat pomógł mi znaleźć mieszkanie w Szczecinie i spisał się bardzo dobrze. Jeśli coś jest do załatwienia w moim rodzinnym Elblągu, to upoważniam do tego tatę. 
 
Włoska kawa smakuje najlepiej
 
Coraz większe znaczenie dla profesjonalnych sportowców ma dieta. Nie inaczej jest w Chemiku, gdzie od niedawna, doradza siatkarkom dietetyk Katarzyna Piotrowska.
– Jesteśmy świadome, jak mamy się odżywiać, ale chętnie słuchamy jej rad – mówi Joanna Wołosz. – We włoskim klubie nie miałam 
 
dietetyka, ale trener przygotowania fizycznego nas pilnował, kontrolując wagę i poziom tkanki tłuszczowej. 
Tak, jak "Madi" Montano ma słabość do polskich pierogów, to Joanna nie wyobraża sobie życia bez kawy.  Stała się jej fanką i celebrowała picie w czasie pobytu w Busto Arsizio.
– Najpierw z rana była mocca, a po południu piłam espresso i macchiato – wspomina. – W Szczecinie piję tylko moccę, i przyrządzam ją w specjalnym zaparzaczu, który przywiozłam z Włoch – opowiada. – We Włoszech, chyba z racji przyzwyczajenia mieszkańców do tego napoju, piłam więcej kawy, w Polsce staram się ograniczać do trzech dziennie. 
 
W tym miejscu wypada dodać, że jedną z ulubionych potraw Anny Werblińskiej są... śledzie. Lubi je w każdej postaci i jada nie tylko od święta.
 
W błysku fleszy
 
To, że sesja zdjęciowa dla Prestiżu przypadła siatkarkom do gustu, przekonaliśmy się jeszcze przed jej zakończeniem.
– To jest świetny przerywnik, bo nie można ciągle myśleć o treningach i siatkówce – powiedziała nam Joanna Wołosz. – Na sali zwykle biegamy, gramy albo wyciskamy ciężary, a dzisiaj możemy poczuć się kobieco.
 
Podczas sesji Joanna dorobiła się pseudonimu „Księżniczka”, ze względu na zwiewną spódnicę w łososiowym kolorze, której zazdrościły jej pozostałe koleżanki.
Ani kamera, ani obiektyw nie deprymowały żadnej z siatkarek. 
– To jest fajna zabawa i przygoda, a zdjęcia będą pamiątką. Lubię oderwanie od rzeczywistości i takie wyzwania – mówi Anna Werblińska, która miała sporo podobnych sesji w przeszłości. 
Z racji obowiązków siatkarki ubierają się najczęściej na sportowo, ale nie stronią od elegancji i kobiecych kreacji, zwłaszcza, że mają figury modelek.
– Jak tylko mogę to ubieram się w sukienki, bo uwielbiam je nosić – zdradza Agnieszka. - A mężczyźni zapewne uwielbiają ją w czarnych sukienkach, takich jak podczas sesji, podkreślających figurę. 
Anna Werblińska jak większość kobiet zwraca dużą uwagę na ubiór. Lubi sportowy luz, ale i elegancję. Gdy jest okazja, chętnie nakłada stroje wieczorowe. 
– Lubię ubrać się ładnie i fajnie, żeby mąż powiedział: Mam śliczną żonę! – dodaje z uśmiechem. Jej urodę miała okazję podziwiać cała Polska, gdy kilka lat temu znalazła się na okładce Playboya.
– Miło wspominam tą sesję. Na planie pomagały mi same kobiety, tylko fryzjer był mężczyzną. Pierwsze zdjęcia troszkę onieśmielały, ale później poszło gładko! Gdyby zaproponowano mi znów podobną sesję... to na pewno bym się zgodziła!
 
Kobieta rządzi żeńskim klubem  
 
Joanna Żurowska z wykształcenia prawnik, od 4 lat jest prezesem Chemika Police. Czy to przypadek, że właśnie kobieta w dużej mierze "rządzi" zespołem kobiet? – Nie zastanawiam się nad kwestią, kto jest lepszym dyrektorem, prezesem albo szefem – kobiety czy mężczyźni – mówi nam Joanna Żurowska.  – Nigdy w pracy nie skupiałam się na kwestii płci. Kluczowe są cechy charakteru, a nie to, czy ktoś przychodzi do pracy w garniturze czy garsonce. Jeśli na co dzień jest się zaangażowanym w pracę, poświęca się jej w całości, to efekty powinny przyjść. Czy rola prezesa-kobiety ogranicza się do zarządzania i działań organizacyjnych. A może zawodniczkom łatwiej przyjść do szefa kobiety, z ich prywatnymi problemami?
– Staram się być w kontakcie z zawodniczkami – mówi prezes Żurowska. 
 – Oczywiście, że w trakcie tygodnia nie przeszkadzam w treningach czy odprawach, bo to praca szkoleniowców. Jeżdżę z drużyną na mecze wyjazdowe, czasami mieszkamy w tym samym hotelu, wspólnie jemy posiłki – to cementuje relacje. Nie jest tajemnicą, że sponsor klubu – Grupa Azoty – zapewnia znakomite warunki do jego funkcjonowania, i lepszych w Polsce nie można sobie wymarzyć. 
– Wspiera nas Grupa Azoty, jedna z największych firm chemicznych w Europie, a to do czegoś zobowiązuje. Udało nam się wejść na pewien poziom funkcjonowania i próbujemy się na nim utrzymać, a nawet wspiąć wyżej. Wszystko to sprawia, że ludzie zatrudnieni w Chemiku – wspomniani mężczyźni w garniturach, kobiety w garsonkach czy zawodniczki w strojach meczowych – mogą tworzyć klub walczący o najwyższe cele.
 
W sesji wystąpiły: Anna Werblińska, Katarzyna Gajgał-Anioł, Agnieszka Bednarek-Kasza, Madelaynne Montano, Joanna Wołosz.
 
Partnerzy projektu:
Grupa Azoty
Chemik Polce S.A. Klub Piłki Siatkowej
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16