Naga prawda

Na okładce lutowego wydania magazynu CKM znalazła się szczecinianka Klaudia Stec. – Jestem świadoma swojego ciała i nie miałam żadnych problemów z rozbieraną sesją – przyznała 21-letnia modelka. – Jasne, że sporo ludzi w Internecie mnie „hejtuje”. To jeszcze bardziej motywuje do działania. 

Autor

Andrzej Kus
Skąd pomysł na rozbieraną sesję w CKM? 
To nie moja pierwsza sesja do tego czasopisma. Miałam już jedną przed paroma laty, nie była to jednak rozkładówka. Jestem świadoma swojego ciała, nie wstydzę się podobnych akcji. Traktuję to jako pracę, a jakby to nie zabrzmiało – moje ciało jest w tym fachu narzędziem. Teraz, po programie, w którym występuję – czyli Warsaw Shore – Ekipa z Warszawy – zaproponowano mi to po raz drugi. Bez wątpienia program mi w tym pomógł.  
Występujesz w chyba najbardziej kontrowersyjnym programie w polskiej telewizji. MTV Polska zakwaterowało kilku młodych ludzi w ekskluzywnym domu, a waszym zadaniem jest imprezować jak najmocniej i jak najbardziej widowiskowo. Nie brakuje też seksu i niecenzuralnych słów. 
Dlaczego kontrowersyjny? Po prostu się bawimy, imprezujemy. Stworzona została genialna paczka ludzi, która doskonale się rozumie i można powiedzieć - przyjaźni. Traktujemy się jak jedna wielka rodzina, zachowujemy tak, jak wszyscy młodzi ludzie. W Internecie jest mnóstwo „hejterów”, którzy ostro jadą w komentarzach. Motywuje mnie to do tego, by podkręcać ich jeszcze bardziej. Na ulicach mnie nie zaczepiają, bo mam wrażenie, że się boją. Potrafię się z nimi rozprawić (śmieje się – przyp. red). Jest też mnóstwo pozytywnych emocji. Tak, stałam się rozpoznawalna.
Tak szczerze – co dał ci ten program – opłacało się? Teraz jeszcze sesja do CKM. Zdjęcia są świetne, ale nie boisz się przypięcia jakiejś łatki?
Nie boję się tego. Robię to, co uważam za słuszne. Mam cały czas swoje zlecenia, nie narzekam na brak pracy. Zgarniam więcej kampanii reklamowych, bardzo różnych. Cały czas dzięki temu się rozwijam. Trzeba jednak przyznać, że chodzę więcej na imprezy, teraz już w nieco innym charakterze. Knajpy z całej Europy wybierają sobie uczestników Warsaw Shore i zapraszają do siebie, by ci rozkręcili im imprezy. Umawiają ich nasi menadżerowie. Gdy się dogadamy – jedziemy. Teraz na przykład wyjeżdżam na dwa takie zlecenia do Irlandii. Plusem programu jest to, że dostajemy ciuchy za darmo i mamy darmowych fryzjerów (śmieje się – przyp. red). Tak, to prawda. Nie musimy się o to martwić. Wciąż nagrywamy też kolejne programy, niedługo zobaczymy następny w telewizji. 
Wszystko co robisz dzieje się już poza Szczecinem. Czujesz się jeszcze związana z tym miastem? Gdzie w ogóle mieszkasz?
Mieszkanie mam w Poznaniu, ale tak naprawdę mieszkam w całej Polsce, tułam się od miejsca do miejsca. Tak teraz żyję, co zupełnie mi nie przeszkadza. Szczecinianką będę zawsze, kocham to miasto. Niestety branża modowa działa w nim bardzo słabo, a ja w tym właśnie pracuję. Imprezy tematyczne są na zupełnie innym poziomie. Marzę o tym, by w przyszłości otworzyć najpierw jedną szkołę pole dance, czyli tańca na rurze, a ta by stała się później „sieciówką”. Będę nad tym pracowała, a jak wyjdzie? Zobaczymy. Może na starość tutaj wrócę.
Prestiż magazyn szczeciński
3( 91)
Marzec'16
gajda