Wygrany mecz o życie

W turnieju Floating Garden Szczecin Open zwyciężył Malcolm Kokociński reprezentujący Szwecję, ale bohaterem był Polak – Adrian Kaczała. Nie tylko dlatego, że zajął czwarte, najwyższe miejsce z naszych reprezentantów. 25-latek mieszkający w Binowie pokazał, że golf pomógł mu w najtrudniejszej walce – o życie.   

Autor

Jerzy Chwałek

Kilka lat temu był świetnie zapowiadającym się kolarzem. Uczył się w SMS w Świdnicy, do którego uczęszczał w tamtym czasie znakomity dzisiaj kolarz – Rafał Majka. Adrian był dwukrotnie wicemistrzem Polski juniorów, a mając 19 lat wyjechał do Francji razem z bratem Krzysztofem, żeby kontynuować karierę w silnej grupie amatorskiej.

– Po 8 miesiącach przyjechałem na mistrzostwa Polski do Milicza – wspomina Kaczała. – Zdecydowałem się zrobić badanie lekarskie, bo nie czułem się najlepiej. Okazało się, że mam nowotwór jądra, a przerzuty poszły na płuca i węzły chłonne.  

Dla wielu taka diagnoza stanowiłaby wyrok, ale Adrian wychowany przez sport od razu podjął walkę. 

– Całe życie prowadziłem zdrowy tryb życia, znalazłem też pasję, jaką jest golf i dzięki temu zwyciężyłem – mówi.

Kolarstwo jest zbyt trudnym sportem, żeby Adrian po ciężkiej chorobie mógł je dalej uprawiać. Kilka tygodni po ostatniej, szóstej dawce chemioterapii wyszedł na pole w Binowie. – Pamiętam, że nie miałem jeszcze włosów na głowie, ale pojawiło się we mnie wystarczająco dużo siły, żeby zacząć pierwsze uderzenia – wspomina dzisiaj z uśmiechem. – Wcześniej tylko przyglądałem się w Binowie grającym golfistom.

Adrian w błyskawicznym tempie robił postępy. – Grałem po 10 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu. Czasami czułem się jak szalony – opowiada. – To był mój sposób na życie, musiałem się pozbierać po tym, co mnie spotkało. Wcześniej życie podporządkowałem kolarstwu, nie brałem pod uwagę, że nie będę się ścigał i wygrywał. W momencie gdy zachorowałem okazało się, że zostałem z niczym, no prawie z niczym. Miałem zdaną maturę, ale ciężko mi było podjąć dalszą naukę i zdobyć nowy zawód.

Ludziom ze sportową przeszłością łatwiej jest osiągnąć wysoki poziom w golfie, co pokazują przypadki Jerzego Dudka czy Mariusza Czerkawskiego. 

Kaczała już w 2012 roku wygrał polski finał turnieju World Amateur Golfers Championship, a rok później to powtórzył. 

Reprezentował Polskę w światowym finale w Durbanie, z którego wspomnienia odżyły kilka tygodniu temu w Binowie, ze względu na... pogodę.

– Wtedy w Durbanie pogoda była jeszcze gorsza niż w Polsce, bo wiatr był tak silny, że zwiał mi czapkę z głowy i musiałem ją gonić 200 metrów – wspomina Kaczała, który od roku jest już zawodowym graczem.

Wynik osiągnięty w tegorocznym Floating Garden Szczecin Open przy wietrze i padającym gradzie, to jego największe osiągnięcie wśród zawodowców. Lepsi byli tylko Szwedzi; Kokociński i Eric Isacsson oraz Amerykanin Peter Bronson.

Przed Adrianem kolejne cele – turnieje w Niemczech i Czechach wyższej rangi, co za tym idzie lepiej nagradzane. Golf był jego pasją, a teraz stał się pracą. Ale najtrudniejszy mecz już za nim – ważne, że zwycięski.

Prestiż magazyn szczeciński
6( 94)
Czerwiec'16