Autor

Krzysztof Bobala

Sobotnie przedpołudnie. Temperatura przekracza trzydzieści stopni. W samochodzie klimatyzacja ledwie wyrabia. Mijam stadion Arkonii i zastanawiam się skąd tutaj tyle ludzi. Jakaś impreza firmowa? Podjeżdżam bliżej bramy wejściowej – okazuje się, że to doroczna wystawa psów. Mnóstwo ludzi ze swoimi pupilami. Męczą się w tym upale straszliwie. Kilkadziesiąt metrów dalej trwa prawdziwa walka kierowców o miejsce parkingowe jak najbliżej Arkonki. Poboczem idą tłumy szczecinian, którzy dotarli tutaj komunikacją. Wszyscy z nadzieją spoglądają w stronę okienek kasowych naszego nowego kąpieliska. Czy są jeszcze bilety, czy wejdziemy? Patrzę na nich i wiem, że większość nie będzie uczestniczyć w tym wydarzeniu, które za chwil kilka przed nami. Na które czekamy od lat osiemdziesiątych. O 15.00 gramy ze Szwajcarią. I to nie o honor, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, a o awans do najlepszej ósemki Europy. Ale z mojego punktu widzenia to także kompletnie nietrafiony termin. Mój kolega zapowiedział już wcześniej, że jego ślub odbędzie się właśnie w TĘ SOBOTĘ. I to o szesnastej. Może nie pójść? Nie wypada. Może podglądać wynik na smartfonie? To jednak trochę niegrzeczne.  Prawie całą pierwszą połowę obejrzałem ubrany w koszulkę z napisem POLSKA i z biało-czerwonym szalikiem na szyi. Błaszczykowski strzela bramkę na 1:0, a ja szybko „wbijam” się w garnitur. Jedziemy z żoną przez całkowicie wymarłe miasto. Podjeżdżamy na miejsce uroczystości, gdzie od znajomych dostajemy informację, że nadal prowadzimy. Jest dobrze. Pan Młody zaczyna: „Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam…”. Potem to samo recytuje Pani Młoda i wreszcie ogłoszenie, że są już mężem i żoną. Minął już chyba kwadrans drugiej połowy. Jaki wynik? Rozglądam się wokół, czy uda mi się jakoś podejrzeć rezultat na telefonie. Niestety jesteśmy w dosyć małej grupie i mój nietakt na pewno zostałby zauważony. Jeszcze życzenia i już można spojrzeć na wynik. Uff, ciągle prowadzimy. Szybki powrót przez opustoszałe ulice i już siedzę przed telewizorem. Co za emocje. Dzisiaj pisząc te słowa nie wiem jak Polacy zagrali z Portugalią. Czy „Lewy” się odblokował, czy może Milik lepiej nastawił celownik? Czy Pazdan i Fabiański utrzymali znakomitą formę także w rywalizacji z Ronaldo? Mam nadzieję, że dalej będzie tak samo dobrze jak w drodze do ćwierćfinałów. Jedno wiem na pewno już dzisiaj. Polska reprezentacja sporo namieszała. Przede wszystkim na boisku, ale także i w codziennym życiu setek tysięcy ludzi. Bo kto planując wystawę psów rasowych mógł przypuszczać, że będziemy grali o tak wysokie cele. Pewnie mój znajomy mógł wybrać inny termin swojego ślubu, ale historia naszego udziału w EURO pokazuje, że nie było o co się obawiać. W końcu nigdy fazy pucharowej w tej imprezie nie osiągnęliśmy.  Ale chyba powoli trzeba się przyzwyczajać, że przy kolejnych wielkich piłkarskich imprezach, lepiej nie planować ważnych wydarzeń w terminie całego turnieju, a nie tylko fazy grupowej. Dorosła nam ta reprezentacja i okrzepła. Mam nadzieję, że na długie lata. W najbliższy czwartek w kalendarzu mam już wpisany tylko mecz, żadnych wydarzeń dodatkowych. Do boju Polska! Biało-Czerwoni!

 
Prestiż magazyn szczeciński
7( 95)
Lipiec'16
gajda