Wakacje „olinkluzif”

Autor

Szymon Kaczmarek

Se leże se. Łyski se popijam. Olinkluzif, to se popijam. Violka poszła na szoping, a ja se leże. Boli mnie szyja, bo mi sie na słońcu łańcuchy nagrzały, ale se leże. Violka mówi, że w recepcji mają na opalenizne jakieś pacaneum. Gorzej, że mi łańcuchy ciemnieją. Wakacje, to se leże. Połaził bym, ale gorąco, co bende łaził? Violka mnie ciąga po sklepach, ale ja wolese leżeć. Czarny sie gapi na mnie, drinki przynosi, to co bede łaził? Gapie sie na ruskich. Fajne łańcuchy mają. Pić też umią. Pierwszego dnia do zamknięcia baru, tylko ruscy i my z Vilką zostali. Niemcy padli, angole padli, a my zostali. Tylko ci ruscy gadają jakoś tak... Tu wszyscy inaczej gadają niż u nas. Nie można normalnie pogadać. Jedyne co czarny kuma, to jak chce łyski z kolą. Musiał sie skubany polskiego uczyć. Zasięg mam słaby. Nie wiem co na fejsie. Foty wrzuce jak wróce. Zrobiłem jak jechaliśmy do jakiejś doliny. Królów, czy jakoś tak. Fajnym busem jechaliśmy. Miał git tapicerke i wspomaganie po byku. Pytałem kierowcy ile pali, ale nie kumał po polsku. W tej dolinie gorąco jak cholera. Jakieś dziury w ziemi, kamieni kupa. Wycieczka zapłacona to pojechaliśmy. Violka dzbanek kupiła. Ani jednego baru. Nic. Susza. Jakieś stare garnki pokazywali i bazgroły na ścianach. Ale jak wróciliśmy, dałem w palnik z takim Niemcem jednym. Fajny był. Znał Lewandowskiego. Jem orzeszki. Głodny jestem, bo tu jakieś żarcie niefajne. Banana, albo jajko to jeszcze jak cię mogę, ale te farfocle z oczami i wąsami? Albo ośmiornice. To tylko Niemcy to jedzą i angole. Zjad bym coś takiego naszego, polskiego. Jakąś pice, albo kebaba. Ruskie też na barze orzeszki łykają. Ruskie wogóle fajne są. Baby łażą po sklepach, a faceci w barze. Tak jak my z Violką. Ale Violka to jeszcze na te szopingi łazi. Wczoraj kupiła perfume od takiego co pakorabama wymyślił. Oryginał, nie to, co u nas na ryneczku od cyganów.

Tu takie fajne bary są, że se siedzisz jak panisko, popijasz i nogi w basenie trzymasz. Jak opowiem w robocie, to mi chłopaki nie uwierzą. Zdjęcia robie, ale zasięg słaby. Drynie za całkowity frajer, olikluzif, tylko cudacznie sie nazywają. PyramidVodka, Cairo Gin, Pharaon Whisky. I sporo wypić trzeba, żeby poczuć. Viola mi sandały kupiła z wielbłąda. Całe skarpety szlag trafił - pofarbowane. Lepsze klapki najki, co to je za dwie dychy na ryneczku kupiłem. Nawet białych skarpet nie ruszą. Taką koszulkę mi też kupiła ze znaczkiem beemy. Chłopaki pękną z zazdrości.

Jutro mamy jechać patrzeć jakieś piramidy czy co tam. Ja tam zostaje. Ostatni dzień, to co bede jeździł? Podrinkuje na basenie. Niech się czarny dziwi, że Polak tyle może. A może tyle co ruski, albo i lepiej. Jak przyszed czarny z wielbłądem to niemec spad, ruski spad, a ja sie nie dałem. Za grzywezwierze i sesiedze. A mało to u nas na oklep na krowach do jeziora się ganiało? Polak może i tyle w temacie.

Wieczorem pogramy z Violką w scrabble i inteligencję, potem poczytamy trochę, może porozmawiamy o Kieślowskim i jego twórczości i spać. Fajnie w tej Tunezji. Gorąco, ale przecież olinkluzuf.

P.S. Plażowa zabawa dla Czytelników: skreśl z felietonu nie pasujące wyrazy. A ja se poleżę...

 
Prestiż magazyn szczeciński
7( 95)
Lipiec'16
gajda