Miasto w biustonoszu

To chyba najbardziej niedoceniana i najmniej znana z europejskich stolic. Faktyczną stołecznością szczyci się dopiero od 23 lat, ale wieki temu – jako Pressburg albo Pozsony – była koronacyjnym miastem wielkich cesarskich Węgier. Z tego okresu pochodzą najcenniejsze zabytki, dzięki którym o mieście mówi się – Piękność nad Dunajem (Krásavica na Dunaji). Współczesna Bratysława to dynamiczne centrum biznesu oraz rozrywki. Jest jeszcze jeden atut – niemal bezpośrednie sąsiedztwo kolejnych naddunajskich pereł – Wiednia i Budapesztu. 

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Małe Wielkie Miasto (Malé Veľké Mesto) – to oficjalne hasło promocyjne Bratysławy. Faktycznie urok miasta polega na jego kameralnym charakterze, ten jednak w zderzeniu ze stołecznymi funkcjami oraz „kompleksami” mieszkańców potrafi bawić: rzeźnik, przedszkole, szewc, Bardzo Ważne Ministerstwo, warzywniak, piekarnia, Bardzo Ważna Kancelaria Bardzo Ważnego Urzędu Państwowego, księgarnia, pasmanteria, Bank Narodowy, biblioteka, punkt naprawy urządzeń AGD, kolejny Bardzo Ważny Urząd, naleśnikarnia… Tak się spaceruje po Bratysławie! Jednak w historycznym centrum dominują knajpy, które w ostatnich latach zmieniają jej charakter – wieczorami, nawet w środku tygodnia, trudno o wolny stolik. Słowacy uwielbiają swoje knajpy i… piwo. Tu piwa się nie nalewa, lecz czopuje (čapované pivo), czyli „zatyka” grubą warstwą piany. Rodaków uprzedzam: piwo na Słowacji ma niższą zawartość alkoholu niż w Polsce (nie mylić z zawartością ekstraktu – 10° lub 12°) – tym upić się nie da, chyba, że kilkunastoma kuflami, co jest mało komfortowe z uwagi na… fizjologię. Słabość bratysławczan do ucztowania znalazła także odbicie w kolejnej słownej grze: niektórzy o swoim mieście mówią BARtislava. Ci z jeszcze większym dystansem, za symbol miasta uważają… biustonosz: BRAtislava (z angielskiego bra - stanik), za to wszyscy, bez wyjątku, utożsamiają swoją stolicę z określeniem BratisLOVE. 

Nieznane oblicze stolicy Słowacji

Historyczne centrum Bratysławy można porównać do Krakowa zawartego w proporcjach Kazimierza Dolnego. Bratysława jest prawie Wiedniem – ale znacznie skromniejsza, to niemal Praga – ale dużo mniejsza, śródmieście to prawie Warszawa – ale z mniejszym rozmachem i tempem. Urzekająca maleńka starówka to plątanina wąskich uliczek z pieczołowicie odrestaurowanymi kamienicami oraz zdobnymi pałacami. Sercem Starego Miasta jest Rynek Główny (Hlavnénámestie) z eklektycznym ratuszem, tuż obok znajduje się główna ulica z najlepszymi knajpami i sklepami z pamiątkami (Michalská ulica) zwieńczona jedyną zachowaną miejską bramą. Reprezentacyjnym miejscem jest podłużny plac Gwiazdosława (Hviezdoslavovonám) z pięknymi budynkami teatru i filharmonii. Spacerując po Bratysławie nie warto posługiwać się mapą, warto… zgubić się. Jedna uwaga dla gubiących się – koniecznie „zagubcie się” w okolicy koronacyjnej Katedry Św. Marcina i najbardziej tajemniczej uliczce w mieście (Kapitulská), która niemal w całości należy do słowackiego kościoła, który nie kwapi się z remontem, dzięki czemu trakt nie zmienił się od setek lat. Po za historycznym centrum warto wspiąć się na przypominający odwrócony stół, monumentalny biały zamek (Bratislavský Hrad) skąd roztaczają się unikatowe widoki na miasto oraz Dunaj, a prowadząca na wzgórze ulica Zamkowa (Zámocká) pełna jest nowych, modnych knajp. Niedaleko od handlowego Placu Kamiennego (Kamennénám) znajduje się „najsłodszy” zabytek – secesyjny Niebieski kościółek (Modrýkostolík) ufundowany przez cesarza Franciszka dla pamięci Cesarzowej Elżbiety, słynnej Sisi. Miłośników dobrej architektury (i zapierających dech w piersiach widoków) zadowoli spacer po krętych uliczkach prowadzących na wysokie wzgórze z pomnikiem i cmentarzem żołnierzy radzieckich (Pamätník Slavín). Zabudowa to przeplatające się bogato zdobione, często secesyjnymi motywami, wille-pałace oraz popisy współczesnych architektów – odważne realizacje ze szkła i betonu. 

Nowoczesność i... socrealizm

Nowoczesna architektura panoszy się nad Dunajem coraz śmielej. Od kilkunastu lat sukcesywnie zabudowane są tereny w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki – odważnie wiszący nad lustrem wody kompleks River Park, budowany pod samym zamkiem wielki zespół Zuckermandel oraz multifunkcjonalna Eurovea – wielkie centrum handlowe, biurowce i apartamentowce. Największym atutem albo wręcz atrakcją Eurovei, obok spójnej architektury, są świetnie zagospodarowane bulwary z restauracjami, siłowaniami pod chmurką, gustowną małą architekturą, a nawet wysuniętymi nad Dunaj… molami. Kiedy patrzy się na miasto z okalających je wzgórz, wrażenie robią dziesiątki rozsianych po całym śródmieściu nowych drapaczy chmur, które zmieniły nie tylko panoramę Bratysławy, lecz uczyniły z niej biznesową metropolię. Obok nowej architektury warto także zobaczyć gmachy powstałe w czasach komunizmu. O ile zabudowana setkami „bloczydeł” dzielnica Petržalkana prawym brzegu Dunaju przeraża (mieszka tu ponad 100 tys. osób), to niektóre socrealistyczne gmachy w centrum są prawdziwymi perłami architektury. Jednym z najbardziej znanych budynków jest tzw. odwrócona piramida, w której mieści się siedziba Słowackiego Radia, warto także zajrzeć na Plac Wolności (Nám. Slobody) i przyjrzeć się monumentalnym gmachom uniwersyteckim. Tuż obok największe rozczarowanie Bratysławy – handlowa ulica… Sklepowa (Obchodná) – długi bulwar nie grzeszy urodą, ekskluzywne sklepy mieszczą się w zaniedbanych parterowych domkach albo nieudanych plombach, dopełnieniem tragedii jest niesłychana „szyldoza”. Mimo to warto tu zajrzeć, ot swoisty folklor… 

Po prostu Bratislove

Słowacka ludowizna to niemal jeden do jednego znana z zakopiańskich Krupówek rodzima góralszczyzna. Obowiązkową pamiątką powinna być maskotka Krecika (Krtek) lub miniaturka jednego z oryginalnych pomników Bratysławy. W historycznym centrum odjedziemy kilka zabawnych rzeźb – sympatycznego kanalarza Čumila wychylającego się ze studzienki, kłaniającego się przechodniom Pięknego Ignacego czy podsłuchującego siedzących na ławce napoleońskiego wojaka. Kontynuację bratysławskiej pomnikowej tradycji odnajdziemy w nowych dzielnicach – rzeźba szczudlarki, linoskoczka czy wiedźmy. Turystycznym hitem są słynne tutejsze sery, które można kupić nawet w… automatach. Te zresztą także królują w słowackiej kuchni – grzechem jest nie spróbować wyprażanego sera z frytkami i sosem tatarskim. Pyszne są kluski ziemniaczane z bryndzą (bryndzové halušky) oraz typowe bardziej dla Węgier, ale niezwykle popularne w Bratysławie, drożdżowo-ziemniaczane langosze (langoš) podawane z czosnkiem i serem. Do obiadu oczywiście słowackie piwo albo Kofola czyli „czechosłowacka” Coca-cola.

Bratysława choć jest stolicą Słowacji to znajduje się w… trzech krajach. Kilka kilometrów od centrum miasta przebiega granica austriacka oraz węgierska, a deweloperzy tak się zagalopowali, że wiele osiedli powstało już po za granicami Słowacji. Unikatowe położenie sprzyja jednak nie tylko oryginalności, ale czyni z Bratysławy świetny punkt wypadowy do znacznie droższych i pięknych miast – Wiednia i Budapesztu. Do obu można szybko dotrzeć koleją (pociąg do Wiednia z uwagi na niewielką odległość – 60 km – bratysławczanie pieszczotliwie nazywają… električka czyli tramwajem) lub katamaranem, podziwiając po drodze rozlewiska Dunaju. A propos Dunaju i podróży: obowiązkowo należy udać się do podmiejskiego Čunova (docierają tu autobusy komunikacji miejskiej), by zobaczyć tamę i olbrzymie sztuczne rozlewisko. Na cyplu oblanym wodami Słowackiego morza mieści się prestiżowa galeria Danubiana ze świetnymi wystawami sztuki współczesnej.

Do samej Bratysławy, przynajmniej z perspektywy Szczecina, zrobiło się znacznie bliżej – jeden z popularnych przewoźników uruchomił z Berlina tanie połączenia lotnicze (ok 100 – 150 pln w obie strony, lot trwa godzinę). Po wprowadzeniu euro, ceny na Słowacji poszybowały w górę, szczególnie w branży turystycznej (hotele, restauracje), ale nie jest to poziom choćby „wiedeński”. Co ciekawe Słowacy to chyba jedyny naród, w którego języku nazwa europejskiej waluty jest zmiękczana (1 € + eurecko) albo deklinowana – w sklepie zapłacimy np. trzy eura albo siedem eur. Podobieństwa językowe ułatwią podróż, ale należy uważać na kilka (często kłopotliwych) różnic, to jednak temat o osobny tekst. Przyjemnej podróży do BratisLOVE!

Prestiż magazyn szczeciński
7( 95)
Lipiec'16