Zbigniew Boniek nie tylko o futbolu

Zbigniew Boniek był fenomenalnym piłkarzem, a od 4 lat rządzi naszą piłką jako prezes PZPN. Wybrany przez niego trener Adam Nawałka, odniósł historyczny sukces podczas finałów Euro we Francji. Boniek chyba czuł, ile emocji, a wręcz dramatyzmu będzie podczas meczów Polaków, bo przed wyjazdem do Francji relaksował się grając w golfa, co zresztą jest najpopularniejszą rozrywką wśród piłkarzy, odkąd kadrę objął Nawałka.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Z Bońkiem, i jego żoną Wiesławą spotkaliśmy się podczas turnieju 1-st PZPN Golf Invitational w Sierra Golf Club koło Wejherowa. – Musimy wziąć szampana, bo to będzie pierwszy w życiu wywiad mojej żony – zażartował na początek Zbigniew Boniek. 

Czy golf to państwa ulubiona aktywność fizyczna?

Wiesława Boniek: Nie tylko nas dwojga, ale całej rodziny. Najpierw zaczął grać nasz syn Tomek - gdy miał 15 lat, później dołączył do niego mąż, następną byłam ja i dołączam tak do nich od 30 lat (śmiech). Później zaczęły grać wnuki, starsza córka, młodsza, obaj narzeczeni córek, a później już ich mężowie. No i tylko wnuczka, która ma 5 i pół miesiąca jeszcze nie gra. Na wspólne wakacje prawie zawsze wybieramy miejsce, gdzie jest pole golfowe. Jeśli wybierzemy się w 10 osób, to więcej kosztują nas green fee (bilety na pole – podp. red.) niż same wakacje.

Zbigniew Boniek: Golf jest moją ulubioną aktywnością fizyczną. To znakomity sport dla rozluźnienia i regeneracji sił. Do tego gra się w pięknych sceneriach, gdzie jest dużo zieleni. Poza tym lubię rywalizację sportową, kiedy już gram to chcę zwyciężać, bo na długi spacer, to można... iść do parku. Kiedyś moją pasją był również tenis, ale obecnie podczas intensywnej gry czuję ból w kolanach. Oprócz golfa, bardzo lubię biegać, a będąc we Włoszech chętnie gram w padel. To gra mająca coś wspólnego z tenisem, popularna również w Hiszpanii i coraz bardziej we Francji. 

Skoro gra cała rodzina, to kto przejawia największy talent do golfa?

W. B.: Wszyscy oprócz mnie (śmiech). Wnuki, czyli Julia i Matteo przejawiają spory talent, bo zaczęli grać bardzo wcześniej. Zabieraliśmy ich na pole golfowe, gdy mieli po 5 lat.

Z. B.: Też nie miałem talentu, tym bardziej, że zacząłem grać bardzo późno, jakiś 13-14 lat temu i jestem samoukiem. Może miałbym lepszy handicap niż 14, gdybym uczył się pod okiem trenera. 

W czasie, gdy byłem piłkarzem Juventusu, moi koledzy z boiska, choćby Michel Platini grali w wolnych chwilach. Ja się nie garnąłem, bo przed przyjazdem do Włoch golf był dla mnie, podobnie jak dla większości Polaków, sportem nieznanym w systemie, w którym żyliśmy. Obecnie mamy świetne pola i dobrze organizowane turnieje. 

A wnuki zaczęły grać z myślą o zrobieniu zawodowej kariery?

Z. B.: Nie, absolutnie. To nie dziadki ani rodzice decydują o tym. Wnukowi, który ma 12 lat podoba się golf, sam nakręca się do gry i ma niezły handicap 6. Dlatego wychodzę z założenia, że trzeba mu pomóc w tym co lubi i dać okazję do gry. Obiecałem już wcześniej, że w tym w roku zabiorę go na prawdziwego golfa. Wkrótce po zakończeniu piłkarskiego Euro jedziemy na zawody US Kids do Północnej Karoliny, które są najbardziej znanym cyklem turniejów dla dzieci. Ja przez 3 dni będę robił za caddy’ego, a Mateusz niech pogra i sprawdzi się z rówieśnikami.  

Czy w sytuacji gdy pan był znakomitym sportowcem nie marzy się, żeby ktoś kontynuował te tradycje sportowe, niekoniecznie piłkarskie?

Z. B.: Mogę tylko powtórzyć, że to wnuki będą same decydować o swojej przyszłości i profesjach. My i rodzice możemy im w pewnych rzeczach pomóc. Golf ma ten urok, że można zacząć go uprawiać mając 7-8 lat, i grać praktycznie do końca życia. 

W. B.: Chciałabym, żeby wnuki były zdrowe i szczęśliwe. A jeśli tym szczęściem będzie zawodowe uprawianie sportu to niech grają w golfa, czy coś innego. Julia gra dobrze w golfa i tenisa, i na tę chwilę chce być tenisistką, a w drugiej opcji – tancerką. Natomiast golf i aktywny wypoczynek jest w naszej rodzinie normą i nie wyobrażam sobie wakacji wyłącznie z leżeniem na plaży. Najpierw z rana jest tenis, później biegamy, jakaś gimnastyka, golf. Jest nam o tyle łatwiej, że wszyscy uprawiamy te same dyscypliny, bo obaj zięciowie grają bardzo dobrze w tenisa, (Vincenzo Santopadre był zawodowym tenisistą – przyp. red.) więc nie ma problemów, żeby umówić się na debla, przy którym od razu cztery osoby mają zajęcie i dobrą zabawę.

W maju odwiedził pan Szczecin w roli mediatora pomiędzy prezydentem miasta a prezesem Pogoni, w sprawie budowy nowego stadionu. W tej roli też odniósł pan sukces.

Z. B.: Zbyt mocna polemika nigdy nie rozwiąże problemu. Natomiast chęć współpracy zawsze przynosi efekty. Przyznam, że jeszcze przed wyjazdem na Euro prowadziłem gorące rozmowy telefoniczne z oboma panami i zrobiliśmy naprawdę dużo, żeby ten stadion powstał. Cieszę, się będzie w tym samym, fajnym miejscu a jednocześnie historycznym dla Szczecina, z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury. Myślę, że trochę więcej jak za dwa lata, szczecinianie będą mieli stadion, z którego będą dumni.

To zapraszamy już teraz na nowy stadion…

Z. B.: Do Szczecina postaram się przyjechać już jesienią, na istniejący stadion. Może uda mi się połączyć obejrzenie meczu Pogoni z wizytą na polu golfowym w Binowie, na którym jeszcze nie grałem, a słyszałem same dobre opinie. 

 

Dziękuję za rozmowę

Prestiż magazyn szczeciński
7( 95)
Lipiec'16