Tenisowy deser w Szczecinie

W roku, gdy rozgrywane są jednocześnie Igrzyska Olimpijskie i finały piłkarskiego Euro, taką dawkę imprez można porównać do bardzo wystawnego obiadu. Na pierwsze danie polscy kibice dostali nadzwyczaj udany występ piłkarzy na boiskach we Francji. Drugie danie – czyli Igrzyska w Rio – też smakowało, choć trzeba było uważać na ości, w postaci nafaszerowanych niedozwolonymi specyfikami polskich ciężarowców i biegaczek z Afryki, z trudem przypominających kobiety. 

Autor

Jerzy Chwałek

Kibice ze Szczecina dostaną jeszcze coś na deser – tenisowy challenger Pekao Szczecin Open (ranga 150 tys. USD), naprawdę w silnej obsadzie. Fani tenisa i nie tylko, którzy piłkarskie Euro i Igrzyska Olimpijskie śledzili w telewizji, na szczecińskich kortach będą mieli zagwarantowane emocje na żywo.  

Wrześniowy czas tenisa

Wcale nie przesadzam z tym deserem, jeśli dojrzali ludzie mówią, że turniej w Szczecinie wyznacza im cykl życia i czekają do następnego września, żeby przyjść na korty i poczuć tę niepowtarzalną atmosferę. Szczecin dorobił się drugiej najstarszej i największej pod względem budżetu imprezy w kraju. Próby czasu nie przeżył tenisowy turniej w bogatym w biznesmenów, polityków i pieniądze Sopocie. Mamy tenisowy challenger i powinniśmy cieszyć się z niego. Mimo pewnych perturbacji z przebudową obiektu, przyjadą naprawdę świetni tenisiści. Takim jest na pewno Jerzy Janowicz, pomimo różnych zawirowań w karierze. O jego ambicji powrotu do światowej czołówki niech świadczą łzy po porażce w dramatycznych okolicznościach z Luksemburczykiem Mullerem, na Igrzyskach w Rio. Mamy nadzieję, że w Szczecinie Jerzyk będzie mógł się szeroko uśmiechać. Hiszpanie przyjadą w dużej sile, z Almagro i Granollersem, jako tenisistami z czołowej 50 ATP, czego dawno w Pekao Szczecin Open nie było. Kibice i my, dziennikarze ,pewnie jeszcze przed pierwszymi meczami turnieju powtórzymy to samo pytanie – czy Hiszpanie przełamią klątwę? Bo przez 23 minione lata żaden z tej uzdolnionej tenisowo nacji nie wygrał w Szczecinie. Przyjedzie dwóch Niemców, dwóch ostatnich zwycięzców turnieju – Dustin Brown i Jan-Lennard Struff. Chyba nie tylko ja nie miałbym nic przeciwko temu, żeby któryś z nich stanął naprzeciwko Janowicza, tak jak w ostatnich latach często stawali przeciwko sobie piłkarze albo szczypiorniści Niemiec i Polski.

Hiszpanie z tenisowej elity

Wymienionych powyżej pięciu zawodników to rodzynki w tenisowym deserze, na który czekamy. Każdy z nich pisał historię szczecińskiego challengera albo, jak w przypadku dwóch Hiszpanów, historię większych turniejów. „Nico”Almagro w 2011 roku był 9 tenisistą na świecie, a trzykrotnie dochodził do ćwierćfinału na kortach Rolanda Garossa w Paryżu. Katalończyk Marcel Granollers przed czterema laty był 19 na świecie, ale jest też znakomitym deblistą. Dwukrotnie w parze z Markiem Lopezem (złoty medalista olimpijski  z Rio razem z Rafaelem Nadalem) dochodził do finałów Wielkiego Szlema w Paryżu i Nowym Jorku. Jeśli dodamy, że w Szczecinie najprawdopodobniej zagrają też – kolejny z Hiszpanów – Inigo Cervantes, wielki talent z Rosji Karen Chaczanow, oraz nieobliczalni Gruzini, Gabaszwili i Basilaszwili, to o smak deseru możemy być spokojni. Niewykluczone, że ujrzymy największy polski talent tenisowy młodego pokolenia, w osobie 17-letniego Kacpra Żuka. Paradoksalnie, mocnej obsadzie naszego turnieju może pomóc niespokojna sytuacja w Europie, gdyż nie wiadomo czy odbędzie się – i kto w nim wystartuje – challenger tenisowy w Stambule (pula nagród 75 tys. USD), zaplanowany w tym samym terminie co szczeciński. Nie życząc konkurencyjnej imprezie niczego złego, warto zarezerwować sobie czas od 12 września, żeby oglądać na żywo tenis w najlepszym wydaniu. Mamy nadzieję, że z mocnym polskim akcentem. Smacznego, tenisowego deseru!

Prestiż magazyn szczeciński
9( 96)
Wrzesień'16