Elżbieta Romanowska. Nie jestem na pokaz

Poranek, słoneczne mieszkanie na poddaszu. Trwa sesja okładkowa, w roli modelki finalistka programu „Taniec z Gwiazdami”, aktorka znana m.in. z seriali „Ranczo” i „Na Wspólnej” – Elżbieta Romanowska. Wysoka, o bujnych, kobiecych kształtach, urodą przypomina nam Anitę Ekberg – muzę Felliniego. W czasie trwania sesji rozmawiamy o jej rodzinnym Szczecinie, kulisach popularności, o tym jak radzić sobie z hejtem w Internecie i dlaczego bez sensu być na diecie. Podczas sesji panuje tak przyjacielska atmosfera, jakbyśmy się znały od zawsze.

Autor

Aneta Dolega

Znowu jesteś w Szczecinie. Bywasz tu regularnie?

Bywam, ale nie tak często jakbym chciała. Mam tu rodziców i chrześniaka. Kiedy tylko mogę zabieram psa, pakuję walizkę i przyjeżdżam. Wyjechałam ze Szczecina trzynaście lat temu i z perspektywy lat widzę, że miasto się zmienia. Widzę piękne kamienice, ładnie odrestaurowane bulwary, przyjemne kawiarenki, których jest coraz więcej, odnowiony dworzec. Mamy też plażę (śmiech). Najlepiej się jednak czuję na łonie natury, w miejscach związanych z moich dzieciństwem takich jak Puszcza Bukowa. Moi rodzice mieszkają teraz w Dąbiu, więc w miejscu gdzie jest dużo zieleni i piękne jezioro. Uwielbiam ten klimat. 

Urodziłaś się w Głogowie, ale w sumie jesteś nasza...

Absolutnie! Moi rodzice mieszkali w Szczecinie od samego początku, ale kiedy moja mama miała mnie urodzić, wyjechali do Głogowa do mojej babci, gdzie spędziłam pierwszy rok życia. Po powrocie do Szczecina zamieszkaliśmy przy ulicy Dubois, w starej kamienicy z toaletą na półpiętrze. Później przeprowadziliśmy się na Prawobrzeże. W latach podstawówki chodziłam do „jedenastki”, w której moja mama uczyła wychowania fizycznego. Za płotem było przedszkole, do którego również uczęszczałam i często zamiast z innymi dzieciakami udać się na leżakowanie, przeciskałam się przez dziurę w płocie i uciekałam do mamy. „O, mała Romanowska nadciąga” – komentowały dzieci (śmiech). Niedawno rozmawiałam z Agatą Kuleszą, która pamięta jak biegłam do mamy w kreszowym dresiku w paski i w warkoczykach na głowie. Mama uczyła Agatę, a także Kasię Nosowską. 

Jaką byłaś nastolatką?

Nietypową, bo bardzo grzeczną (śmiech). Zawsze miałam dużo zajęć. Próbowałam różnych rzeczy, tańca, siatkówki, koszykówki! W wakacje jeździłam na obozy, które zresztą bardzo lubiłam. Nie byłam typem imprezowej dziewczyny, niespecjalnie mnie to interesowało. Lubiłam czas spędzać aktywnie, w gronie przyjaciół i znajomych, a jak imprezy to raczej domówki. Może dla niektórych to nudne, ale ja bawiłam się świetnie! Prowadziłam grzeczne, ale bogate życie.          

Zadebiutowałaś w Operze na Zamku?

Tak, chociaż tak naprawdę bardzo chciałam zostać… prawnikiem. Byłam zafascynowana kodeksem karnym i wszystkim co się wiązało z prawem. Tymczasem trafiłam na ogłoszenie o naborze do musicalu „West Side Story”. Zawsze lubiłam próbować różnych rzeczy nie przejmując się ewentualną porażką, pomyślałam więc – dlaczego nie? Poszłam na casting, raczej z ciekawości. W pierwszym etapie zaśpiewałam piosenkę „a cappella” bo nie wiedziałam wtedy co to jest podkład i nie znałam nut. Dostałam się do drugiego etapu w trakcie którego miałam zatańczyć do przygotowanej przez operę choreografii. Widocznie dobrze mi poszło, spodobałam się i dostałam angaż do musicalu. Od tego momentu moje życie nabrało jeszcze większego tempa i praktycznie nie miałam już czasu na nic. W szkole siedziałam do godz.14, po szkole próby do godziny 22. Potem myślałam już tylko o… łóżku. I tak przez cały rok. Później okazało się, że przygotowywany jest następny musical – „Melodie Brodway’u” no i sytuacja się powtórzyła. Łyknęłam aktorskiego bakcyla i marzenia o prawniczej karierze zaczęły się oddalać. Naprawdę dobrze się czułam na scenie. Podobał mi się klimat teatru, kontakt z widzem i z całą tą magiczną atmosferą. Wybór szkoły teatralnej stał się oczywisty.

Jesteś wysoka i masz kobiecą, bujną figurę. W świecie zdominowanym przez kult bycia szczupłym, stanowisz piękny wyjątek. Choć powoli i ta tendencja się zmienia dzięki Kim Kardashian czy Beyonce. W Polsce jednak nadal możesz być „za gruba”... Jak sobie z tym radzisz?

Nigdy nie patrzyłam w ten sposób. Zawsze byłam sobą. Piękno jest pojęciem względnym. To dotyczy wszystkiego, nie tylko ludzi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „Jesteś: za gruba, za chuda, za wysoka, za niska”. Zdaję sobie sprawę z mankamentów, które mam. Parę rzeczy mnie drażni w mojej figurze, wiec próbuję je zmienić, ale są też takie, z których jestem zadowolona. Ja się dobrze czuję ze sobą, a jeśli komuś nie pasuje to trudno (śmiech).

Dobrze, że o tym mówisz! Jednak spotkało Ciebie publiczne napiętnowanie w „Tańcu z gwiazdami”. Jak sobie poradziłaś z „hejterami”?

Najpierw fala hejtu dotyczyła wyboru partnerki dla Rafała (od red. – Rafał Maserak, tancerz w programie). Dostawaliśmy wiadomości typu: „Panie Rafale, jak mi przykro, chyba ktoś pana nie lubi. Jak można z kimś takim?!? To chyba kara! A pani, jakby miała odrobinę przyzwoitości toby zrezygnowała z programu. Taki kloc, taki hipopotam, przecież pani go zabije!” Nie ukrywam, że na początku czułam niepokój. Skoro program jeszcze się nie zaczął to, co to będzie później? Obawiałam się, że przepadniemy na samym początku. Tymczasem Maserak powiedział do mnie: „Romanowska, ty jesteś nienormalna. Masz się dobrze bawić i nie przejmować. Pamiętaj, nie musisz nikomu nic udowadniać po prostu bądź sobą”. Kiedy został wyemitowany pierwszy odcinek, w którym zatańczyliśmy cha chę, nagle część internetowych hejterów zrobiła wielkie oczy i dostaliśmy maile zwrotne z przeprosinami od nich. Okazało się, że są ludzie, którzy potrafią się przyznać do pomyłki i jeszcze za to przeprosić. Ludzie nam kibicowali, trzymali za nas kciuki i wspierali nas. Zaczęły pisać do mnie kobiety przyznające, że moja postawa je zmotywowała, żeby podnieść się z kanapy, zapisać się na zajęcia, o których od dawna marzyły, a wcześniej nie miały odwagi ze względu na swoją wagę! Zobaczyły na parkiecie kobietę, która nie jest filigranową blondynką, ale czerpie ogromną radość i energię z tańca. Uwierzyły, że one też mogą.

We wczesnej młodości miałaś epizod z modelingiem, brałaś nawet udział w pokazie w Paryżu. Teraz powróciłaś do świata mody i zostałaś ambasadorką marki ekskluzywnej bielizny Panache dla kobiet, którym natura nie poskąpiła kształtów. Widać, że potrafisz wykorzystać swoje atuty.

To prawda (śmiech), ale raczej nie zobaczysz mnie na zdjęciach w tej bieliźnie, choć jest przepiękna. Noszę ją na co dzień, a w „Tańcu z Gwiazdami” bardzo mi pomagała zarówno podczas treningów jak i odcinków na żywo. Kobiety nie zdają sobie sprawy, że dobrze dobrany biustonosz może sprawić, że automatycznie nasza sylwetka będzie wyglądać lepiej i zgrabnie. Marka Panache co roku organizuje również akcję „Dotykam - wygrywam”, czyli namawia kobiety do tego, by badały regularnie piersi.

Zgodziłabyś się na nieco bardziej rozebraną sesję?

Nie wiem, ale nie dlatego, że bym się źle czuła przed obiektywem. Po prostu nie jestem pewna czy czuję taką potrzebę. Jestem typem człowieka, który lubi zachować coś wyłącznie dla siebie. Nie rozmawiam też o życiu prywatnym. To moja strefa komfortu, o którą dbam. Wielokrotnie dostawałam propozycje sesji i rozmów w moim mieszkaniu, ale zawsze grzecznie odmawiałam. Pracując w telewizji jesteśmy bezustannie na widoku. Trzeba tez stan zaakceptować, ale to nie znaczy, że muszę pokazywać wszystko.

No właśnie, jaki masz stosunek do portali plotkarskich w których się pojawiasz?

Powiedzmy sobie otwarcie. Portale plotkarskie powstają, bo jest zapotrzebowanie – ktoś je przecież czyta. Nierzadko ludzie z mojej branży celowo dają im pożywkę. Sprzedają informacje o sobie, robią „ustawki”. Mnie, szczerze mówiąc, to śmieszy. Komentowana jest moja waga (schudła, czy przytyła?!?), oceniają strój (sukienka nowa, czy używana, a może o zgrozo z przeceny?!?). Jeśli piszą tylko o mnie – mam to w nosie. Jeśli natomiast wmieszana zostaje rodzina i osoby bliskie, to jestem gotowa wystąpić na drogę sądową. Z drugiej strony mam świadomość, że zawód aktora ma swoje minusy i „bycie na świeczniku” jest wpisane w cenę. Czasem bardzo wymierną. Wiem, że pracowitość i talent już niestety nie wystarczają. Trzeba być widocznym. I trzeba mieć jeszcze szczęście. I wiesz co… ja je chyba mam!

Dziękuję za rozmowę.

MUA i stylizajca: Maja Holcman-Lasota

zdjęcia: Prestiż

 

 

 

Elżbieta Romanowska – aktorka telewizyjna i teatralna. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Aktorka teatru muzycznego Capitol we Wrocławiu, współpracowała z Teatrem Współczesnym we Wrocławiu i Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. W latach 1999–2001 występowała w musicalach wystawianych przez Operę na Zamku w Szczecinie. Brała udział w piątej edycji programu „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami” transmitowanego w telewizji Polsat. Jej partnerem był Rafał Maserak z którym zajęła ostatecznie drugie miejsce w finale. Popularność przyniosła jej rola Joli w serialu „Ranczo” i Agaty w „2 XL”. Wystąpiła też, m.in. w ”Na Wspólnej”, w „Na dobre i na złe” czy w „Prawie Agaty”.

Prestiż magazyn szczeciński
9( 96)
Wrzesień'16