Benjamin Britten, „Dokręcanie śruby”

Thriller w operze? A jednak! Benjamin Britten stworzył operę inspirowaną nowelą Henry’ego Jamesa. Fabuła jest tajemnicza, oniryczna, niejasna. To opowieść o moralności i duchach przeszłości. Co rzeczywiście się zdarzyło nie wiadomo, ale zgodnie z tytułem chodzi tu o „dokręcanie śruby” i faktycznie widzowie wkręcają się coraz głębiej w poczucie niepewności i strachu. Pyszne! 

Autor

Daniel żródlewski

Opera zawsze kojarzyła mi się przede wszystkim z wielkim zespołem artystycznym, który nigdy nie mieści się na scenie przy ukłonach. Tym razem zobaczyliśmy jedynie czwórkę solistów – przejmującą Aleksandrę Wiwałę w roli Guwernantki, rewelacyjną Goshę Kowalinską jako Pani Grose, w roli duchów zobaczyliśmy niezwykle sprawnych ruchowo i muzycznie Huberta Stolarskiego oraz Bożenę Bubnicką. W rolach Flory i Milesa zobaczyliśmy dzieci: Agatę Wasik oraz Mateusza Dąbrowskiego. Brawo dla realizatorów za odwagę obsadzenia w tych rolach właśnie młodych, a nie dorosłych solistów, co dodało spektaklowi jeszcze więcej realizmu, wyostrzającego charakter thrillera. Mroczna historia, takowa też muzyka, a wszystko dopracowane w każdym szczególe. Choć w utworze Brittena nie ma typowych arii, to muzycznie dzieło jest zachwycające – powtarzany, składający się z dwunastu dźwięków „temat śruby” wywołuje wręcz ciarki na plecach. Smaczkiem jest także rzadko słyszany w świecie opery język angielski, który dodaje realizacji lekkości i zrozumienia.  Zachwycały kostiumy i scenografia Martyny Kander, w której optymalnie wykorzystano funkcjonalny park techniczny zmodernizowanego teatru. Świetnie wykorzystano obrotową scenę, tworząc wręcz animację, w której raz po raz zmieniały się poszczególne przestrzenie. Scenografię uzupełniały symboliczne, schematyczne projekcje jej poszczególnych elementów. Udana premiera „Dokręcania śruby” potwierdza, że miniony sezon artystyczny zdecydowanie należał do Opery na Zamku, która po kilku latach grania w prowizorycznej hali wróciła do swojej siedziby. Każda z premier ubiegłego sezonu była artystycznym fajerwerkiem, Opera znalazła swój unikatowy język, w efekcie o szczecińskim teatrze muzycznym zrobiło się głośno w Polsce. A apetyt rośnie w miarę jedzenia. 

 
10( 97)
Październik'16
gajda