Niezwykły ród Kossaków

Dzisiaj za zgodą Naczelnej wyjątkowo, zamiast recenzji książki, postanowiłem napisać mały felietonik. Dlaczego? Chyba dlatego, że mam dosyć czytania bzdur o rodzinie Kossaków. Proszę mi wierzyć, że gdyby nie to, iżw domu nauczono mnie szanować książki, to nie wyrzucam kolejnych dzieł o tej zacnej familii przez okno, albo nie palę nimi w piecu. 

Autor

Rafał Podraza

Po istnym wysypie książek o Kossakach. W przeciągu dwóch ostatnich lat wyszło ich siedem lub osiem, postanowiłem to podsumować. Tym bardziej, że czytając kolejne dzieła domorosłych Kossakologów – ręce mi opadają. „Simona Kossak”, obie książki o Wojciechu Kossaku – moim zdaniem – są niczym innym jak powtórzeniem wiedzy powszechnie znanej, a momentami, i to dla mnie jest najgorsze, potwierdzeniem braku elementarnej wiedzy o rodzinie Kossaków przez autorów! Opinie zbudowane na domysłach, plotkach i co gorsze pomówieniach niezbyt dobrze świadczą o autorach. Niewątpliwie honor ratuje Joanna Jurgała-Jureczka, która w swoich książkach „Zofia Kossak” i „Kobiety Kossaków” ukazuje nowe fakty, a fakty już znane próbuje przedstawić z innej strony. Czytając książki Anny Kamińskiej, Arael Zurli, Jana i Marii Łozińskich stwierdzam, że wiedza jest bardzo wypaczona, a co gorsza autorzy nie sięgają po nowe opracowania, tylko posiłkują się wyświechtanymi mądrościami, często nieprawdziwymi, które tak naprawdę przez lata wykreowała legenda, a nie fakty. Zastanawiam się po co więc brać się za coś, jeśli nie do końca zgłębiło się temat? Polska, to kraj, gdzie wszyscy na wszystkim się znają, pytanie tylko czy warto wszystko drukować? Zdaję sobie sprawę, że KOSSAK wciąż się sprzedaje, ale warto byłoby jednak przynajmniej – jeśli brakuje nowych faktów - sięgnąć po mniej znane zdjęcia… Powiedzenie „liczy się jakość, a nie ilość” winna mieć tutaj bardzo mocne zastosowanie. Lepiej jedna porządna książka, a nie dziesięć o niczym.

 
10( 97)
Październik'16
gajda