Dziewczyna Prince’a

Świat o niej usłyszał dzięki współpracy z dwoma mężczyznami. Ale to nie im zawdzięcza swój talent. Zgrabna blondynka, której charakterystyczny saksofon brzmi w wielu wybitnych utworach pop, to Candy Dulfer. Holenderska saksofonistka altowa, grająca smooth jazz, wystąpi w Szczecinie już 5 listopada (godz.19). Zagra koncert w Azotach Arena. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

W spomniani mężczyźni to gitarzysta i producent Eurythmics, Dave Stewart i Prince we własnej osobie. Dzięki Stewartowi powstała jej przebojowa płyta „Lily Was Here” (tytułowy utwór holenderskiego filmu z udziałem Marion van Thijn), a drugi ją odkrył dla muzycznego świata, choć w początkach kariery Dulfer palce maczała nawet Madonna. Ale od początku.

Madonna, Eurythmics i inni

Córka legendarnego holenderskiego jazzmana, również saksofonisty – Hansa Dulfera, kiedy miała 12 lat, założyła swój pierwszy zespół – Funky Stuff. Zespół bardzo szybko zdobywał popularność, szturmując radio i telewizję. Wkrótce Funky Stuff było na ustach wszystkich – towarzyszył między innymi Madonnie w czasie jej europejskiej trasy. Jednak świat poznał Candy dzięki Prince’owi, który zaprosił ją do współpracy przy obsypanym wieloma nagrodami soundtracku do „Batmana” Tima Burtona. Charakterystyczny saksofon Dulfer bardzo dobrze słychać w piosence „Partyman”, a sama artystka pojawiła się w teledysku, który powstał do tej piosenki. Współpraca Dulfer z Princem trwała przez całe lata. Spekulowano nawet, czy tych dwoje łączy coś więcej poza muzycznym romansem. Prince jako wielbiciel kobiet (lista jego dziewczyn jest naprawdę spora) i atrakcyjna blondynka – aż się prosiło o coś więcej niż nocne sesje nagraniowe w studiu należącym do Prince’a. W każdym razie współpraca tych dwojga przyniosła kilka wspólnie nagranych płyt, kilkanaście koncertów w USA i Europie. Ponadto Dulfer wystąpiła wspólnie z Princem w The Tonight Show Jay’a Leno, a także, wraz z nim i Beyonce, podczas ceremonii rozdania nagród Grammy. Na drugim albumie saksofonistki „Sax-a – Go-Go” znalazł sie utwór skomponowany przez Księcia zatytułowany „Sunday Afternoon”. – Nasza współpraca zaczęła się, gdy miałam zaledwie 18 lat. Do dziś ten pierwszy występ to przeżycie nieporównywalne z niczym innym w mojej karierze – wspomina na łamach „Newsweeka” artystka. –  Prince przekonał mnie, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko. Dave Stewart z Eurythmics, z którym w 1989 roku nagrałam mój pierwszy hit „Lily was here”, nauczył mnie, że pomimo wszelkich przeciwności warto iść drogą uczciwości i lojalności.

Laureatka Grammy

W 1990 roku Candy Dulfer nagrała swój debiutancki album pt „Saxuality”. To był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że album pokrył się złotem, to jeszcze zgarnął nagrodę Grammy. Saksofonistka wspomina w jednym z wywiadów, że wszystko, co potrafi, zawdzięcza swemu ojcu. – Miałam absolutnie wspaniałe dzieciństwo. Najlepsze, jakie mogłabym sobie wyobrazić dla kogoś, kto ma jakiś talent artystyczny – wspomina w innym z wywiadów. – Byłam oczywiście bardzo mocno zapatrzona w swojego ojca, który wywarł kolosalny wpływ na moje dalsze życie i karierę. I to z kilku powodów, nie tylko z tego najbardziej oczywistego: że zaraził mnie muzyką na całe życie. Ojciec z jednej strony był bardzo aktywnym muzykiem, który nieustannie realizował się artystycznie, ale z drugiej – miał w tamtym czasie, kiedy byłam dzieckiem, stałą pracę, której musiał poświęcać codziennie sporo czasu. Obserwowałam go z wielkim podziwem i uczyłam się od niego bardzo ważnej sprawy: umiejętności organizowania sobie życia. 

Seksowna saksofonistka

Dulfer ma na koncie kilka solowych albumów, długą listę artystów, z którymi grała, grywa i kilka muzycznych marzeń, które ma zamiar zrealizować, wśród nich jest współpraca z ulubionym d’Angelo. Na co dzień prowadzi spokojne życie, nie jest pracoholikiem, bo potrzebuje czasu na jeszcze kilka innych rzeczy. Zawsze była odporna na pokusy, z jakimi związana jest sława. – Bardzo ważną nauką było dla mnie też to, żeby oddzielać te wszystkie puste i głupie rzeczy związane ze sławą: bankiety, limuzyny i cały blichtr od prawdziwego życia i prawdziwej sztuki – podkreśla Dulfer. – Jeśli się tego nie pilnuje, wkracza się na drogę, która prowadzi na zupełne manowce – skupia się tylko i wyłącznie na zewnętrznej powłoce, na tych wszystkich błyszczących pozorach i przestaje się być prawdziwym, gubi się gdzieś sens wszystkiego, poczucie tego, co ważne. – Ładna, zawsze świetnie ubrana, stała się inspiracją dla wielu instrumentalistek, gdyż w muzycznym, świecie nadal dominują panowie. Jej koncerty to żywioł, lubi w ich trakcie improwizować i jak zaznacza, nigdy nie gra dwóch takich samym koncertów. – Jednym z największych atutów muzyki jest to, że dodaje energii i sprawia, że ludzie chcą tańczyć – opowiada o swej pasji. – Wystarczy odpowiednia kombinacja nut, by publiczność zaczęła skakać i szaleć. Wywoływanie u innych płaczu i śmiechu jest czymś wspaniałym. To są dla mnie bardzo ważne emocje. Uwielbiam pobudzać ich do tańca. 

10( 97)
Październik'16
gajda