Autor

Dariusz Staniewski

W jednym ze szczecińskich hoteli odbyła się konferencja poświęcona UFO -czym jest i czego od nas mogą chcieć kosmici. Jak informowała jedna z lokalnych gazet organizatorom spotkania nie wszystko się udało. Hitem miał być film o „niesamowitym przesłaniu kosmitów”. Okazało się jednak, że zepsuł się rzutnik. No cóż, cywilizacje pozaziemskie jakoś zapomniały dostarczyć sprzętu najnowszej generacji. Szkoda, że tego przesłania nie udało się wysłuchać, bo tak na dobrą sprawę, to przecież od dawna wiadomo, że OBCY są wśród nas. Wystarczy przecież rozejrzeć się dookoła. Każdy z nas może błyskawicznie wskazać takich osobników np. w miejscu swojej pracy. Ujawniają się bardzo szybko np. głupimi decyzjami, przekonaniem o własnej nieomylności, wyjątkowości i niezwykłych umiejętnościach. Jeszcze szybciej można ich zidentyfikować np. w świecie polityki – lokalnej i ogólnokrajowej. Wystarczy tylko posłuchać tego, o czym mówią (a raczej bredzą), albo jak się zachowują. I jeszcze jedno. Organizator szczecińskiego spotkania na temat UFO mówił m.in. o potrzebie stworzenia ambasady dla kosmitów. W sumie racja. Jak ci z kosmosu wreszcie do nas wpadną, jak już ich przywitamy chlebem, solą i kieliszkiem wódki (niektórzy pewnie woleliby ich podjąć „ścieżką” białego proszku), jak już zostaną wymęczeni przez kilka cór Koryntu – ochotniczek (żeby tak do końca poznali ziemską gościnność), to muszą się gdzieś zatrzymać i odpocząć. Bo dla tych naszych kosmitów, lokalnych, to taka specjalna ambasada znajduje się praktycznie w każdym mieście. W Szczecinie – na ulicy Broniewskiego. Szkoda tylko, że tak trudno ich do nich ściągnąć.

 

W Szczecinie powstanie Centrum Nauki. Koszt - ponad 80 mln zł. Ma mieć kształt kadłuba statku i powierzchnię ponad siedmiu tysięcy metrów kwadratowych. Będzie to multimedialne muzeum edukacyjne, nawiązujące do idei Muzeum Morskiego, na które czekamy już od kilkudziesięciu lat. Stanie na Łasztowni w 2020 roku. Będą w nim np. wszelkiego rodzaju symulatory, będzie można tam poznać zjawiska fizyczne występujące na morzu oraz zaliczyć mały kurs astronomii. Według nieoficjalnych informacji dyrekcja muzeum szykuje moc atrakcji dla zwiedzających. Między innymi już przy wejściu goście dostaną kubłem wody, potem krótkie spotkanie z prawdziwym bałwanem morskim, w symulatorze będzie można rozbić statek o skały albo zaatakować torpedami z okrętu podwodnego, napić się do woli rumu, a potem wyśpiewywać co sprośniejsze szanty. Dla wrażliwych i nie przyzwyczajonych przy wejściu będą rozdawane torebki na efekty uboczne choroby morskiej. Wycieczki oprowadzać będzie ostatni żyjący pirat morski – bez jednego oka, z jedną drewnianą nogą, hakiem zamiast prawej dłoni i z papugą na ramieniu.

 

20 października obchodziliśmy w Szczecinie Dzień Pasztecika – kulinarnej wizytówki miasta w kraju, świecie i wszechświecie. Od 1969 roku w barze przy alei Wojska Polskiego jest on wypiekany w tej samej maszynie, którą do Szczecina przywieźli radzieccy żołnierze. Tradycyjny szczeciński pasztecik to ciasto drożdżowe nadziewane mięsem lub pieczarkami i serem, albo kapustą z grzybami lub mięsem. Od sześciu lat jest na liście produktów regionalnych województwa zachodniopomorskiego. Z okazji Dnia Pasztecika przeróżne lokalne środowiska i grupy społeczne postawiły sobie za punkt honoru uczczenie tego święta jakimś hasłem. I oto efekty – od pesymistów – „Bez pasztecika życie umyka”, od erotomanów – „Hej maleńka, barabara, riki tiki, może skoczymy na paszteciki”, od sportowców i hipochondryków „Jesz paszteciki, masz super wyniki”, od nadużywających alkoholu – „Zamiast klinika, zjedz pasztecika”, od kardiologów – „Serce równym rytmem pika jak zjem pasztecika”, od lokalnych patriotów - „Żadna potrawa nie zafika do szczecińskiego pasztecika”, od okulistów i Juranda ze Spychowa - „Cały świat przed oczami znika bez szczecińskiego pasztecika”, od bohaterki znanej pieśni biesiadnej - „Monika rzuciła ratownika dla jednej porcji pasztecika”, od melomanów - „To dla szczecinian najlepsza muzyka dźwięk chrupiącego pasztecika” i od gaduł - „Morda ci się nie zamyka tak bardzo zjadłbyś pasztecika”.

 

W gminie Kołbaskowo pojawiło się interesujące ostrzeżenie: „Przebywanie na ścieżce rowerowej podczas polowania grozić może trwałym kalectwem lub śmiercią” – taką informację do ludności skierowali tamtejsi urzędnicy. Okazało się, że miało to związek z zaplanowanym na początku listopada corocznym zbiorowym polowaniem. I w tym czasie urzędnicy postanowili zamknąć fragment ścieżki rowerowej Kamionki-Pargowo.
Organizatorem polowania było jedno z kół łowieckich. Myśliwi zapewniali, że to impreza legalna, a teren na którym mieli strzelać zabezpieczony, oznaczony i wystarczająco oddalony od ścieżki. Ale wiadomo – myśliwy strzela, Pan Bóg kule nosi. 

11( 98)
Listopad'16