„W kolejce po Nobla”

Autor

Szymon Kaczmarek

Zwolniło się miejsce, więc przesunę się o krok do przodu. Bo jeśli dostaje się Nobla za absolutny brak głosu i mamrotanie piosenek do melodii złożonej z trzech akordów, to i ja mam w końcu swoją szansę. Wiem, każdy chciałby nie mieć takiego głosu. Każdy chciałby znaleźć wśród strun swej gitary takie trzy akordy, które później z nabożeństwem i radością będą powtarzać Rolling Stones, Eric Clapton, Rod Steward i tysiące innych. Ale skoro udało się Bobowi? Członkowie Akademii przyznającej tę najważniejszą nagrodę w tym roku wykazali się polotem i jasnym przekazem: „Świat jest rock’n’rollem!”.

Nobel przyznawany jest w wielu kategoriach, o których mogę napisać jedynie: przypadkowych! No, bo na ten przykład, mieszkając w niewielkiej kawalerce, nie mogę liczyć na Pokojową. A przedpokojowej nie wymyślono. I tu my, Polacy, jesteśmy na straconej pozycji. Mieszkając a to z rodzicami, a to w wynajętych klitkach, gnieżdżąc się w M-2 wraz z czteroosobową rodziną, niewielkie mamy szanse na Pokojową. Co innego taki Barack Obama. Prezydent USA to może dostać nawet Owalną Pokojową nagrodę Nobla. Się ma metraż i gabinet, to i szanse większe. W kategorii chemia może miałbym swoje szanse, świetnie mieszam różne płyny, ale nie potrafię zapisać formuły... Ba, nie zawsze po mieszaniu potrafię ją zapamiętać. Może więc fizyka? Wszak spadłem ze schodów, na schody piętro niżej (akurat był remont barierki), udowadniając powszechną opinię, że ciało nasączone jest o wiele bardziej wiotkie, niż podobne ciało, płci dowolnej, ale smutne i suche. Doświadczenie, które przeprowadziłem na własnym organizmie, nie odbiło się jednak żadnym echem w poważnych czasopismach naukowych. Odbiło się na moim zdrowiu, ale nie na tyle poważnie, bym dostał jakąkolwiek nagrodę. Doświadczeń ze spadaniem zaniechałem. Może więc, w takim razie, medycyna? Od roku milenijnego nie jestem ubezpieczony. Szesnaście lat bez wizyty u lekarza, to w moim wieku niezłe osiągnięcie. No, ale w tej dziedzinie mamy tłok straszliwy. Mój przypadek jest maleńką myszką Miki, wobec pana oczekującego na operację znużonego serca. Jest szczęśliwy i zadowolony. Serce co prawda migocze, ale on ma już termin. Trzy lata i NARESZCIE!!! No to może ekonomia? Kolejna kategoria prestiżowej nagrody. Ale jeśli ekonomia to jest to, co mam w kieszeni?... dobra, następną kategorię proszę!

Wszystko ewoluuje. Świat przecież kroczy naprzód. Może doczekam się nowych kategorii noblowskich? Marzy mi się kategoria: Prestiżowi felietoniści „Prestiżu”... tak, właśnie w tej kategorii upatruję swojej największej szansy. Wiem, konkurencja nie najłatwiejsza, być może porównywalna do Pokojowej, ale ja czuję zew krwi, żądzę walki! No, dobra, poteoretyzujmy: Michał. Groźny konkurent. W końcu to On był szefem szczecińskiego „Prestiżu”, zna się na gospodarce, ekonomii, na języku polskim i żeglarstwie. Na wielu rzeczach się zna. Na dodatek, gładki na gębusi. Ogólnie jest „wporzo”, więc znów w kolejce po Nobla widzę Jego plecy. Następny Darek (zwany dalej Srebrzystym). No i znów szanse mam niewielkie. Srebrzysty to człek towarzyski i obyty. Pierwszy do szwedzkiego bufetu i do trafnej oceny sytuacji koleżeńsko-politycznej. W układach porusza się jak ryba w wodzie. Dobra, będę trzeci. Dobra, czwarty. Jest bowiem jeszcze ten, co to Człowiekiem Roku zostanie. „Człowiek Roku” brzmi trochę śmiesznie, ale to całkiem zaszczytne miano. Krzysztof zapracował sobie na nie jak mało, w tym mieście, kto. Korzystając z okazji, podpowiedź kierowana w stronę organizatorów plebiscytu. Czy nie lepiej brzmi SZCZECINIANIN ROKU? Wydaje mi się, że z niewielkimi wyjątkami, większość z mieszkańców naszego miasta, to ludzie jednak. Ale może jestem w mylnym błędzie? Czy jest jeszcze ktoś, kto nie zagłosował na Bobalę? No, nie ma i to mi się podoba.

 

Jak widzicie, moje szanse nie są zbyt optymistyczne, ale nie przestaję się uśmiechać. Ufam wciąż, że i dla mnie zaświeci słońce, choć Ania moja kochana ma zgoła odmienną opinię. Ona mówi, żem gapa. Taka gapa, że gdybym wziął udział w konkursie na Gapę Roku, zająłbym drugie miejsce. Bo taka gapa ze mnie. Może więc darować sobie wyczekiwanie na Nobla w jakiejkolwiek dziedzinie? W zasadzie powinien wystarczyć mi fakt możliwości rozmowy z Wami, Czytelnikami prestiżowego miesięcznika Szczecina. Bo gdybym dostał Nobla, to pewnie byłoby podobnie jak z Dylanem. Siedziałbym w Zatoni Dolnej, w towarzystwie najukochańszych ludzi świata, patrzyłbym na Odrę i pływające w niej bobry albo na orły majestatycznie krążące nad nami, popijał najlepszy cydr robiony przez zatońskiego francuza Johna, słuchał opowieści Rysia Mateckiego i miał w nosie wszystkie nagrody i zaszczyty. Bo jeśli Bob jest największym poetą, to dlatego, że nigdy nie pisał wierszy. On tylko opisywał nas, jakimi jesteśmy w głębi naszych skołatanych serc.

11( 98)
Listopad'16
gajda