Specjalista od toru i łóżek

To był rok rozczarowania, ale i wielkiej radości dla Kamila Kuczyńskiego, 31-letniego kolarza szczecińskiego Piasta. Pojechał na igrzyska olimpijskie do Rio, ale był tylko rezerwowym w drużynie sprinterów. Jesienią powetował sobie „bezczynność” w Rio, wygrywając mistrzostwa Europy w sprincie drużynowym, a następnie zawody Pucharu Świata w sprincie indywidualnym w Glasgow.

Autor

Jerzy Chwałek

Z ostatnich zawodów w Holandii powrócił do domu w Szczecinie, gdzie w ciągu całego roku spędził ledwie... 35 dni. – Pozostały czas zajęły mi zgrupowania, starty i podróże – mówi Kamil. – Większość kolarzy prowadzi taki koczowniczy tryb życia.

Jeden rower na trzech braci

Do kolarstwa trafił mając 11 lat, dzięki temu, że musiał oddać rower do naprawy. – Używałem go razem z dwoma braćmi, bo rodziców stać było tylko na kupno jednego – opowiada. – W warsztacie naprawczym zobaczyłem informację o zapisach na treningi kolarskie. A, że z bratem nie pojechaliśmy na obóz piłkarzy ręcznych, bo byliśmy zbyt młodzi, to zapisaliśmy się na kolarstwo. Najpierw było górskie, później szosowe, aż w 1997 roku trafiłem do klubu UKS Nadzieja Płock z nadzieją, że będę odnosił duże sukcesy w tej dyscyplinie.

W 2005 roku zdobył pierwszy raz mistrzostwo Europy w sprincie drużynowym, a w 2009 przeniósł się na stałe do naszego miasta. Kolarstwo torowe nie jest dyscypliną, w której zarabia się krocie. Za triumf w Pucharze Świata w Glasgow, Kamil dostał raptem 600 euro. Jeśli wygrałby końcową klasyfikację w sprincie - a pozostały jeszcze dwa starty - to może otrzymać dodatkową premię. Głównym źródłem utrzymania jest stypendium z ministerstwa sportu, które teraz będzie miał większe, po wygraniu tegorocznych mistrzostw Europy.

Nie widział misia ani węża

– Kocham kolarstwo torowe i uprawiam je nie ze względu na pieniądze. Gdybym tego nie lubił i nie sprawiało mi frajdy, dawno bym je porzucił i poszedł do normalnej pracy – wyznaje kolarz Piasta. – Niektórzy zazdroszczą mi ciągłych podróży i zwiedzania świata, ale to nie do końca prawda. Owszem, objechałem kawał świata, bo ze wszystkich kontynentów nie byłem tylko w Afryce, ale z tym zwiedzaniem jest dużo gorzej. Byłem w Australii przez miesiąc na zgrupowaniu, ale poza hotelem i drogą na tor, widziałem niewiele. Ani misia koali nie widziałem, ani żadnego węża, choć ponoć żyje ich tam bardzo dużo. Z kolei w Hongkongu na zwiedzanie miasta zostało nam jedno przedpołudnie, bo akurat samolot po zawodach mieliśmy wieczorem – tłumaczy.

Po całym zwariowanym sezonie olimpijskim dopiero w listopadzie spędził dwa tygodnie w Szczecinie, a że nie lubi bezczynności to zajął się budową łóżka z euro palet.

– Postanowiłem sobie, że muszę coś zrobić własnymi rękami, oprócz trzymania kierownicy od roweru – mówi pół żartem. – W internecie znalazłem projekt takiego łóżka. Po dostarczeniu palet zająłem się ich montażem. Jeśli ja dałem radę, to każdy inny też sobie poradzi, a jest naprawdę bardzo wygodne do spania – mówi dumny ze swojego dzieła.

Jego dziewczyna Grażyna jest z zawodu fizjoterapeutką, a to prawdziwy skarb dla wyczynowego sportowca, bo na masaż może liczyć nie tylko przed czy po zawodach. Ile udziału ma Grażyna w moich sukcesach? Dużo, naprawdę dużo, bo jeździła z nami na zgrupowania przed igrzyskami. W domu też mnie masuje, jeśli trzeba, choć ostatnio to ja bardziej masuję ją, bo ma problem z plecami. Nauczyła mnie podstawowej fizjologii mięśni i mogłem zaczynać – śmieje się Kamil. – Pomaga mi również pod względem psychicznym, po jakimś niepowodzeniu na torze.

Marzenia o Tokio

Grażyna ma udział w sukcesach swojego chłopaka, a on w sukcesach innych, bo już próbuje trenerskiego chleba. Od ponad dwóch lat przygotowuje do startów tandem kolarski Aleksandra Tecław - Iwona Podkościelna, które na Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio sięgnęły po złoty medal.

Po odpowiednim relaksie i masażu kolarz Piasta na pewno będzie świetnie przygotowany do nowego sezonu, w którym najważniejszą imprezą będą kwietniowe mistrzostwa świata w Hongkongu.

– Chyba bardziej nastawię się na sprint indywidualny – planuje Kuczyński. – Bo oprócz zwycięstwa w Glasgow, już wcześniejsze przełamanie bariery 10 sekund świadczy, że mam rezerwy w tej konkurencji. Zamierzam ścigać się co najmniej do igrzysk w Tokio, bo doświadczenie to atut w sprincie. Poza tym w Polsce coraz bardziej przychylnym okiem patrzy się na naszą dyscyplinę i inwestuje coraz większe środki. To też mnie motywuje. Brytyjczycy wyprzedzili resztę świata głównie dzięki lepszemu sprzętowi, ale na torze można ich dogonić – kończy z optymizmem mistrz Europy ze Szczecina.

12( 99)
Grudzień'16