Felietony

4(114)
Kwiecień 2018
As serwisowy
Krzysztof Bobala

Tym razem będzie o Paniach, chociaż marzec od kilku dni już za nami. Ale właśnie ten miesiąc od zawsze kojarzy mi się z kobietami. Generalnie kocham kobiety, więc z przedstawicielkami piękniejszej płci kojarzą mi się także wszystkie inne miesiące roku, ale marzec rzeczywiście w szczególny sposób. Z jednej strony to wpływ mojego wieku i ciągle nie najgorzej działających „szarych komórek”, które doskonale pamiętają słynny goździk, wyrób czekoladopodobny i rajstopy, którymi to skarbami, ósmego marca, panie były obdarowywane w czasach socjalizmu. Panowie rozdawali prezenty na prawo i lewo, a zaraz potem alkoholowo celebrowali to święto, ale już raczej w męskim gronie. Dzisiaj to się zmieniło i Dzień Kobiet ma jednak nieco inny charakter. Dla starszych – relikt przeszłości i komunistyczne święto jak mówią nasze mamy i babcie, dla młodszych fajne celebrowanie sympatii, kochanek, żon i kolejna okazja, aby pójść do pubu. Z drugiej strony marzec to w końcu początek kalendarzowej wiosny (piszę kalendarzowej, bo w rzeczywistości w tym roku to jednak bardziej zima), a jak wiosna to dziewczyny odkrywają nieco więcej, co bardzo lubimy. Stroje stają się coraz lżejsze i krótsze, a właśnie o strojach chciałem dzisiaj parę słów do Czytelników Prestiżu skierować. Wiemy przecież, że wygląd dla kobiet to rzecz niezwykłej wręcz wagi. Fryzjerzy, stylistki, manicure i pedicure to wszystko, aby podobać się sobie, mężczyznom, ale i koleżankom, które będą zazdrościć cudnej fryzury i nowego ciucha. Nie inaczej jest ze sportsmenkami. Kiedy rozmawiam ze znajomymi tenisistkami, golfistkami czy siatkarkami wiem, jakie to dla nich ważne. Na treningu można wyglądać nieco gorzej, mniej ważny jest makijaż i staranny strój, bo przecież sport to pot i łzy. Podczas zawodów, meczu czy turnieju rzecz się ma zupełnie inaczej. Odmalowane paznokcie, staranny makijaż, pięknie upięte włosy i już można wyjść na boisko, stadion czy korty. I o ile dziewczyny uprawiające sporty zespołowe muszą liczyć się z tym, że pozostałe koleżanki, jeżeli chodzi o strój, wyglądać będą prawie identycznie, o tyle w niektórych sportach indywidualnych pole do popisu jest dużo większe. Weźmy taki tenis. Sport niezwykle popularny, od zawsze kreujący style i mody, szeroko komentowane zarówno przez kibiców, jak i fachowe pisma czy plotkarskie portale. Dlatego mocno zdziwiła mnie obserwowana ostatnio na turniejach tendencja. Chodzi o ubieranie się w te same stroje znanych tenisistek. Oglądam mecz i po jednej stronie siatki rakieta numer 1, po drugiej rakieta numer 7 w rankingu WTA. Obie w takim samym stroju. Kolejny mecz w telewizorze i sytuacja jest identyczna. Kiedy moja ukochana żona weszłaby na przyjęcie i zobaczyła, że jest jeszcze kilka pań ubranych w tę samą sukienkę co ona, raczej zbieralibyśmy się w drogę powrotną do domu i to w trybie mocno ekspresowym. A tutaj dziewczyny się męczą, przeklinają dostawcę sprzętu, a koncentrację, tak przecież potrzebną w sporcie, zakłóca wygląd przeciwniczki po drugiej stronie kortu. Czy ona przypadkiem nie wygląda lepiej w tych szortach, bo przecież ma dłuższe nogi i jest szczuplejsza? A właściwie dlaczego firma odzieżowa ubrała nas w to samo (obowiązują kontrakty na stroje), przecież jesteśmy najlepsze na świecie? Pewnie pytań kołacze się w głowie dużo więcej. Ale pytamy i my kibice. Czy projektanci nie mają inwencji, aby wymyślić dużo więcej modeli i kolorów na kolejne sezony? Bo przecież od razu widać, że ten turkusowy/miętowy/morski/zielony/niebieski/szmaragdowy (niepotrzebne skreślić, w końcu jestem facetem i nie znam się na kolorystycznych niuansach) strój lepiej pasuje do blondynki, a grają w nim także rude i brunetki. Wystarczyłoby zmienić kolor. Bo dużo gorzej ogląda się mecz w telewizorze, kiedy nie da się rozróżnić, kto jest kto. Kiedyś było łatwiej. Nawet jak ktoś nie znał się na tenisie, zawsze mogłem mu na pytanie - a która to ta Szarapova? – odpowiedzieć – „ta w zielonym”. Dzisiaj to dużo trudniejsze. Zupełnie nie wiem dlaczego. Na szczęście nasza Isia ma w kontraktach stroje indywidualne, tylko dla siebie. I tak trzymać.