Felietony

8(141)
Grudzień 2020
Smacznie ale niezdrowo
Szymon Kaczmarek

Już tak mam. Niezaproszony, nie wchodzę. Źle widziany, mając zaproszenie, wychodzę. Mimo natrętnego posiadania opinii własnej, w tej sprawie staram się zgadzać z opinią większości. To trudne, ale możliwe. I nie chodzi tu o wychowanie, czy dobre obyczaje, lecz troskę o własne samopoczucie. Gdy tłum wskazuje ci drzwi, należy postąpić jak wielki Gustaw Holoubek: wstać z godnością i rzec „nie wiem jak Państwo, ale ja wy…alam.” Czego tu nie rozumieć?

Mam też tak, że często sam sobie urządzam jesień średniowiecza. Dobrowolnie i spontanicznie kładę siwy łeb pod katowski topór. Wpadam we własne sidła. Znając skutki, upijam się nie bacząc na nieuchronność syndromu dnia następnego. Obżeram tłustym i niezdrowym, wiedząc, że będzie bolało. Palę namiętnie od lat, nie pomny na fatalne rokowania dla nałogowców. Sam sobie, jak nienormalny jakiś. Albo jak normalny, bo czy nie robi tak większość z nas? Przecież to my wybieraliśmy obiekty dzisiejszej niechęci społeczeństwa. Sami sobie urodziliśmy
wroga.

Już tak mam. Nie potrafię trzymać języka za zębami. Bez względu na konsekwencje, które często przynoszą nowe siniaki. To głupie, bo z równym powodzeniem, mógłbym wziąć młotek i zamiast mielić ozorem, walnąć się w kolano na ten przykład. Efekt podobny: świata nie zmienisz, a siniak i ból takie same.

Żyjemy w „wolnym” świecie. Dla mnie nawet zbyt wolnym. Wolałbym żyć w świecie szybkim, pełnym zmian wytyczonych przez światłych przywódców. Świecie rozwijającym się i udoskonalanym w zawrotnym tempie współczesności. Próżno jednak, pośród mnogości ciemniactwa,  znaleźć mi  tych światłych, a i nasz rozwój podobny bardziej do rozwoju kolonii roztoczy na barłogu psa, niż osiągnięć cywilizacyjnych reszty świata.

Lecz do wolnego świata wracajmy. Oto taki obrazek: pani „dziennikarz” po spokojnej odmowie prawa do jej wstępu na prywatny teren, gdzie odbywa się konferencja prasowa, rzuca się na ochroniarza, który wypycha ją za drzwi. W komentarzu do tego obrazka słyszę, że ochroniarz poturbował dziennikarza utrudniając mu pracę… No, to tutaj już nic nie rozumiem. Miejsce prywatne, ochroniarz spokojny, gospodarz ma prawo (chyba?) do wyboru gości, których wpuszcza do siebie… A może jednak świat układa swoje zwyczaje inaczej niż za moich czasów? Choć „za moich czasów” w redakcjach pracowało o wiele więcej dziennikarzy,
niż funkcjonariuszy. Dziś te proporcje uległy dramatycznej zmianie. Prawdopodobnie wielu posiadaczy legitymacji prasowych, uwierzyło w to, że napis „Press” legitymizuje nie ich zawód, lecz NACISKI na formę i treść ich pracy. Pod choinką, przy której tak niewielkie grona kolędników, miast prezentów, paczki pełne pytań. Pytań zasadniczych, pełnych troski o dziś i niepokoju o jutro. Troski o najbliższych, ich zdrowie i dobrostan, ale też o tych trochę, choć niewiele dalszych. O naszych przyjaciół, sąsiadów, współobywateli… O naszą wspólność w różnorodności, o wolną i swobodną różnicę przekonań i wartości. Tolerancję, przyjaźń, lojalność… Czy w nowym roku trzeba będzie zmieniać słowniki? Czy te słowa, których znaczenia wciąż znamy, choć znaczeń owych zaniechaliśmy w praktyce, czy mają jeszcze rację bytu? Mają! I mieć będą, bowiem wciąż jesteśmy. Wciąż trwamy myśląc, czując, czytając, pisząc, kochając, protestując, gdy czas na to.

Otwórz Czytelniku drogi tę paczkę. Tak, tę malutką, lekką, w szary papier zawiniętą. To w niej dla Ciebie i Twoich bliskich - NADZIEJA.  

I zachęta wobec znanych nam adresatów, do niezwłocznego podjęcia czynności, w myśl słów pięknych i odwiecznych: „Czym prędzej się wybierajcie…”.

…i jeszcze Mikołaju o jedno Cię proszę, jak każdego roku.

Skoro jesteś taki święty, daj nam święty spokój…