100 numerów temu

Daria Prochenka

Redaktor naczelna

100 numerów temu, a dokładniej aż 10 lat temu (!!!) mała grupa szaleńców wymyśliła, że powoła do życia Prestiż. Jestem niezmiernie dumna i szczęśliwa, że wydawcy: Michał Stankiewicz i Tomasz Chaciński zaprosili mnie i wtajemniczyli w to przedsięwzięcie.

Jakby nie patrzeć to nie tylko „moje dziecko“, ale także duży kawał mojego zawodowego, jakże ekscytującego życia...

Byliśmy ambitni i szaleni jednocześnie, bo na samym początku na tajnej naradzie przy herbacie, w restauracji Chałupa, założyliśmy, że będziemy robić dwutygodnik taki jak Viva czy Gala ale z naszego „podwórka“. Przecież w Szczecinie mamy tak dużo wspaniałych osób, o których warto mówić, a które często pomijane są przez ogólnopolskie media! Niestety rzeczywistość zweryfikowała nasze plany i po dwóch numerach, skruszeni przyznaliśmy się, że nie damy rady wydawać magazynu tak często... Pisanie, korekta, sesje zdjęciowe, skład, kolejna korekta, druk... To wszystko zajmowało zbyt dużo czasu, jak dla tak małej grupy osób.

Mimo tego, że postanowiliśmy żyć nieco spokojniej przygotowując miesięcznik, ile przy tym było emocji! Całonocne składy w domu u grafika Michała Kłosa, kłótnie czy logo ma być koloru bananowego czy kanarkowego kończące się trzaskaniem drzwiami w naszym pierwszym biurze przy ul. Niedziałkowskiego 24... Hektolitry wypitej kawy. Ach, co to było za emocjonujące życie!

Z wypiekami na twarzy produkowaliśmy nasze pierwsze sesje zdjęciowe. Czasami tak wystrzałowe, że nie powstydziłby się ich Harper’s Bazaar, a czasem mniej udane... Mimo tego, że budżety na sesje były śmiesznie niskie wystarczyło mieć wspaniałą, zaangażowaną ekipę. Chyba zdecydowanie najdłużej stałą sesyjną obsadą był dream team: Maja Holcman i Adam Fedorowicz – którzy potrafili czasami z dnia na dzień wyczarować przecudowne zdjęcia dosłownie „z powietrza“.

Wraz z kolejnymi miesiącami powiększało się nasze biuro sprzedaży, do którego dołączyli: Iwona Drążkiewicz i Wojtek Włodarczyk. Zaczęli współpracować z nami na stałe dziennikarze: Weronika Bulicz, Jurek Chwałek i oczywiście moja przyjaciółka Iza Magiera… którą wszyscy teraz dobrze znacie z 6 strony magazynu… Aż nadszedł czas, aby otworzyć filię Prestiżu w Koszalinie, a potem w Trójmieście i zmienić szczecińskie biuro na większe.

Prestiż rozrastał się i zmieniał zarówno osobowo jak i graficznie. Przez chwilę w obroty wziął go grafik Krzysiek Godzisz, który podczas nerwowych składów wypalał chyba 2 paczki papierosów, aż w końcu – co trwa do dnia dzisiejszego – opiekę graficzną zaczął sprawować Maciej Jurkiewicz. Myślę, że po tylu latach składa Prestiż z zamkniętymi oczami, a na pewno nie wzruszają go rozhisteryzowane telefony z redakcji, że coś pilnie lub koniecznie trzeba zmienić. Jest jak skała…

Szalenie miłe jest to, że gdy ktoś dołączał do zespołu trwało to lata. Ludzie zmieniali się bardzo rzadko. Byliśmy zawsze jak wielka rodzina. Na stałe, niezmiennie. Wraz z nowym biurem przy Wojska Polskiego pojawiło się więcej wyzwań, Prestiż puchł od ilości stron, a co za tym idzie więcej osób dołączyło do prestiżowej rodziny. Konrad Kupis, Ania Wachowicz, Kamila Szymczak i Ewa Bury.

Im więcej nas było tym bardziej byliśmy zżyci, zawsze też wśród nas byli przyjaciele Prestiżu – dziennikarze z lokalnych gazet, politycy, przedsiębiorcy… A okazji do wspólnego świętowania zawsze było wiele. Niezapomniana parapetówka przy Wojska Polskiego, prestiżowe wigilie, Bale mediów… ale najbardziej naszą prestiżową ekipę łączyły nocne składy. Przychodziła zawsze godzina „głupawki”, nikt nie widział już żadnych błędów, a linijki tekstów zlewały się w jedno – szczególnie zmaltretowany masą poprawek grafik. Drukarnia czekała na gotowe pliki do druku, a my zatopieni w górze papierów próbowaliśmy wyłapać ostatnie błędy. Jak można się domyślać czasami nam coś umknęło… Wtedy, wraz ze świeżym i pachnącym numerem dzwonili zdenerwowani reklamodawcy a w redakcji gęstniała atmosfera…

Mimo chwilowych nerwów i napięcia, muszę przyznać, że to był czas, który wspominam z ogromną przyjemnością. Po odejściu z Prestiżu przez wiele miesięcy nie potrafiłam się odnaleźć, odcięta od informacji, tęskniąca za naszą wielką, wspaniałą rodziną. Tak naprawdę nigdy nie potrafiłam odejść na 100%, zawsze „kręcę się” gdzieś obok, kibicuję, wspieram jak mogę, czasem też się wymądrzam;) 

Usilnie namawiałam Izę Magierę, aby przejęła stery Prestiżu. Dobrze wiedzieć, że „moje dziecko” ma tak wspaniałą opiekę.

Iza – nieustannie trzymam za Ciebie kciuki, Prestiż pod twoimi skrzydłami rozkwitł i jest cudownym magazynem, który zawsze czytam z ogromną przyjemnością. Jestem dumna, że brałam udział w jego tworzeniu i zawsze wiedziałam, że ci się uda!

 

Daria Prochenka,

pierwsza redaktor naczelna

Magazynu Prestiż