- Reklama -
spot_img

32 lata na wielkiej wodzie

Strona głównaNewsy32 lata na wielkiej wodzie

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

W środowisku żeglarskim kapitan Jerzy Radomski traktowany jest jak „guru”. Właśnie wraca do kraju z 32 – letniego okołoziemskiego rejsu! Jak mówi, przez ten czas przeżył tysiące przygód, o których nam opowiedział.

Kapitan Jerzy Radomski w swój okołoziemski rejs na pokładzie „Czarnego Diamentu” wypłynął w 1978 roku. Miał na wodzie spędzić 4 lata, przedłużyło się o… 28. Dlaczego doszło do takiego przeciągnięcia? Jak mówią przyjaciele „obieżyświata”, powód zapewne był jeden: „Jurkowi się spodobało”. Radomski przez ten czas pokonał ponad 240 tysięcy mil morskich. To odległość odpowiadająca siedmiokrotnemu okrążeniu globu! Teraz postanowił zakończyć niesamowitą podróż i wraca do kraju. W dniach 25 – 27 czerwca zamierza wpłynąć do Świnoujścia, gdzie czekać na niego będzie komitet powitalny. Później zawita do Szczecina. Nam udało się z nim porozmawiać dużo wcześniej, podczas postoju w New Haven. Zdradził, że nie żałuje ani chwili spędzonej poza domem. Cały czas miał wsparcie ze strony swojej rodziny.

– Jako 14 – letni chłopiec miałem pierwszy kontakt z wielką wodą – wspomina. – Wybrałem się do Gdyni. Zobaczyłem jachty, morze, bezgranicznie zakochałem się. 13 lat później wypłynąłem na dużym jachcie „Jurand” w swój pierwszy rejs, a 25 lat po tym wydarzeniu w bardzo długą podróż dookoła świata.

Podczas długiego rejsu zdarzały się różne niesamowite i niebezpieczne sytuacje. Były ciężkie sztormy, Radomski zaliczył też rafę i przez 67 dni walczył o wyciągnięcie z niej jachtu. Czterokrotnie miał problemy z piratami.

– Muszę przyznać, że mam bardzo dużo szczęścia – mówi. – Zawsze, ze wszystkich kłopotów wychodziłem bez szwanku. Przedostatni raz, gdy byłem w Tanzanii, jednego z piratów postrzeliłem w nogę. Trzeba jednak wiedzieć, że żeglarz musi mieć dużo „farta”, żeby móc długo pływać.

Były też piękne momenty, których nigdy nie zapomni.

– Było ich tysiące. Jednym z nich, chyba najważniejszym – ślub mojego syna, również w Tanzanii. Rodzina przez wszystkie lata towarzyszyła mi w kolejnych etapach, przyjeżdżali do mnie. Na święta często zostawiałem Czarny Diament i jechałem do nich. Bardzo wesoło wspominam ich wizyty, wypłynięcia z nimi, nurkowanie na Pacyfiku w Polinezji Francuskiej i Wielkiej Rafie Australijskiej, wypady do dżungli i do buszu afrykańskiego – wylicza kapitan. – Mój trzymiesięczny wnuczek wypływał w swój pierwszy rejs na Czarnym Diamencie, rok temu moja wnuczka Miriam pięknie grała i śpiewała dziadkowi. Było tego mnóstwo.

”Czarny Diament” na wodzie sprawował się idealnie.

– Reklama –

spot_img

– To bardzo udana konstrukcja. Muszę skromnie dodać, że sam projekt jest mojego pomysłu, który został dopracowany przez konstruktora inż. Kazimierza Michalskiego ze Szczecina.

Również zdrowie nie przysporzyło większych kłopotów.

– Nie raz coś bolało, ale kapitan nie może być chory! Żadnej diety nie stosowałem, tak konserwuje woda– zdradza żeglarz.

Kapitan kończy przygodę o której marzy chyba każdy. Czekają na niego najbliżsi oraz przyjaciele. Zapewnia, że w polskiej rzeczywistości odnajdzie się ponownie bez problemu. Jego wnuczka wyraziła już chęć przejęcia Czarnego Diamentu, więc jest spokojny. Łódź trafi w dobre ręce.

– Nie obawiam się o nic, nie będę się nudził – mówi. – Przez wszystkie te lata sobie radziłem i dzięki ciężkiej pracy nie miałem problemów, ani finansowych ani osobistych. Jak zdobywałem fundusze na kolejne etapy? W różny, legalny sposób. To jednak pozostawię dla siebie. ak

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać