Wprzyszłym roku Trymer, jacht Zbigniewa Sawickiego, obchodził będzie setne urodziny. Przepiękny drewniany żaglowiec do niedawna wyglądał zupełnie inaczej. Był kompletnie zniszczony, wręcz rozpadający się. Pasjonata przywrócił mu blask. Co więcej – przebudował dalekomorską jednostkę na taką, która budzi prawdziwy podziw. Powstało niespotykane w Europie dzieło. Można powiedzieć, że jeszcze jeden „Classic Yacht” został uratowany
– Trzeba być wariatem by się podjąć takiego zadania. Ja to zrobiłem, choć na początku nie spodziewałem się, że Trymer dziesięciokrotnie przekroczy budżet, jaki planowałem na niego przeznaczyć – mówi żeglarz, członek Yacht Klubu Polski Szczecin.
Żaglowiec kupił w latach 90. od YKP Szczecin. Pomalowany był kilkoma warstwami zwykłej farby. Gdy odsłonił drewno okazało się, że do niczego się już nie nadaje. Potrzebny był natychmiastowy generalny remont.
– Pokład i coś w rodzaju nadbudówki pokryte były brezentem. Materiał trzymał się na prowizorycznej konstrukcji zrobionej ze sklejki. Na łodzi było miejsce jedynie dla wiadra i śmierdzących kaloszy. Zakochany byłem jednak w kształcie tego jachtu. Dziub i rufę miał w kształcie szpica i od początku wyobrażałem sobie, jak może wyglądać. W 2000 roku rozpoczęliśmy od prac szkutniczych. Przez 7 miesięcy czterech szkutników, codziennie, pracowało nad tym, co mamy teraz. Według mnie zrobili prawdziwe dzieło sztuki, które będzie pływało kolejnych sto lat – mówi pan Zbigniew.
Do odbudowy jachtu wykorzystany został mahoń i afrykański dąb. Materiały droższe, jednak bardziej odporne na warunki atmosferyczne. Pasjonata sprowadził z Niemiec specjalną polewę, którą pokrywa się deski. Tworzy ona powłokę, która nie przepuszcza promieni słonecznych i dzięki temu mniej eksploatuje drewniane elementy.
– Dzięki temu nie muszę konserwować ich co roku, a robię to co 5-6 lat – przyznaje żeglarz. – Zrobiłem też nowoczesną nadbudówkę, która znajduje się na potężnej konstrukcji utrzymującej również maszt. Wcześniej do obsługi Trymera potrzeba było czterech osób, które między innymi zarządzały linami. Wszystko przebudowałem w taki sposób, że mogę sterować nim sam, stojąc za kokpitem.
Sawicki przyznaje, że jacht bardzo dobrze sprawuje się na wodzie – mimo że ma zaledwie 120 centymetrów zanurzenia. Dociążony jest 600 kilogramami ołowianego balastu. Do Trymera zamontował także jednocylindrowy silnik.
– Z oryginalnego Trymera pozostało jedynie poszycie oraz niepowtarzalny wygląd. Zbudowaliśmy, z bardzo dobrych jakościowo materiałów, niemal całkiem nowy jacht. Ma on dla mnie zdecydowanie większą wartość niż materialną. Jestem przekonany, że przetrwa kolejnych 100 lat – podsumowuje.
Podziękowania dla Marina’ Club za pomoc w realizacji materiału.






