- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Adam Grochulski Życie za kulisami

Strona głównaAdam Grochulski Życie za kulisami

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Słyszał Pan o planach sprzedania miliona litrów szczecińskiej Starki? 

Tak. I bardzo żałuję. 

Czego? Tego, że Pan nie kupi, czy tego, że nie wypije?

Tego i tego. Kiedyś bym kupił pewnie wszystko (śmiech), a potem stawiał przyjaciołom przez długi czas.

Wierzę Panu. Mimo, a i pewnie wbrew ustrojowi życie towarzyskie w latach 60. i 70. mocno kwitło. Można było i bardzo dużo zarobić, ale i jeszcze więcej wypić.

Alkohol był wszechobecny. Dużo się zarabiało, a niczego nie było w sklepach. Wydawało się w knajpach i to większość na gorzałę. Dlaczego w naszej Kaskadzie codziennie było pełno? Bo ludzie musieli gdzieś wydawać. W naszych relacjach gorzałkę najczęściej stawiał organizator – artystom, z powodu dysproporcji w zarobkach. To była forma wdzięczności. No i ja stawiałem. 

Kto najbardziej imprezował?

Najbardziej rozrywkowy był Ryszard Poznakowski, Henryk Fabian, Krzysztof Klenczon, Bogusław Mec. No i Silna Grupa pod Wezwaniem, czyli Litwin, Grześkowiak, Chyła i Nieżychowski, pański dziadek zresztą. 

Tak, mam tego świadomość.

Ci ostatni naprawdę potrafili… Byli też artyści powściągliwi jak np. Czesław Niemen, czy Emil Karewicz. 

– Reklama –

spot_img

Dużo zarabiał wtedy organizator koncertów?

Oj dużo. Współpracowałem m.in. z Mieczysławem Foggiem. Doskonale się sprzedawał. Zarobiłem na nim mnóstwo pieniędzy. Pan Mieczysław miał 450 zł od koncertu, a ja 10% od wpływów z biletów. Zarabiałem trzykrotnie więcej od niego. Bywało, że w niedzielę występował na pięciu koncertach.

Jak to było możliwe?

Koncerty były na godz. 10., 13. i 15., bo robiłem tzw. ryczałtówki, czyli sprzedawałem koncerty jednostkom wojskowym w ich własnych halach. A na godzinę 17. i 20. w Domach Kultury. 

Czysty kapitalizm!

W pewnym sensie tak (śmiech). Z trasy Fogga w Olsztyńskiem w 1969 roku przywiozłem na czysto 40 tys. zł. w miesiąc. I przyjechałem z pieniędzmi do taty, położyłem na stół, a tata poprosił mnie o telefon do dyrektora estrady. Zadzwonił i zapytał się: „Czy prawdą jest, że mój syn zarobił w pańskiej instytucji w sposób legalny i uczciwy kwotę 40 tys. zł“. Na to dyrektor: “Jak najbardziej, a czy nie ma pan może drugiego syna“?

Jakie wtedy były ceny?

Domek jednorodzinny kosztował chyba 120 tys. zł, mały fiat 7 tysięcy, a polonez 11, może 12 tysięcy. Oczywiście inną kwestią była dostępność tych towarów. Dlatego np. część zarabianych pieniędzy zostawiałem wtedy na wyścigach konnych. 

 I wygrywał Pan?

Nie, ale żyłka hazardowa pozostała do dnia dzisiejszego. Lubię czasem pograć w ruletkę. Mam jednak limity. Jak Jan Englert przyjeżdża do Szczecina to dwa dni spędzamy w kasynie. Ale ograniczamy się do pewnej kwoty na dzień. Janek z reguły wygrywa, ja nie.

– Reklama –

spot_img

Jest taka stara komedia z lat 60. „Kochajmy syrenki“, gdzie dwóch organizatorów koncertów ostro konkuruje w sprzedaży swoich imprez. Stosują różne sztuczki. Akcja dzieje się na Mazurach, trwa lato, pełne są ośrodki wypoczynkowe…

(śmiech) W końcu lat 60. uciekałem się do metod z tego filmu… Raz w pewnej miejscowości, gdzie ciężko było cokolwiek sprzedać zadzwoniłem do trzech PGR-ów, że przyjedzie młody przedstawiciel wojewódzkiego komitetu partii i trzeba kupić bilety na imprezy, bo cel społeczny itd. No i kilka godzin później pojechałem tam i sprzedałem stosowną pulę biletów.

Nabywcą biletów były tylko zakłady pracy? A tzw. klienci indywidualni?

– Głównie zakłady pracy, bo wtedy odbywało się to hurtowo. Ale byli też wykonawcy, którzy sprzedawali się jak świeże bułeczki zawsze i wszędzie. Z Silną Grupą pod Wezwaniem – po sukcesie w Opolu – robiliśmy trasę we Wrocławiu. Daliśmy ogłoszenie w prasie, że bilety są do nabycia w Hotelu Metropol, taki dzisiejszy Sheraton. W holu siedziały nasze dziewczyny, a do poszczególnych stolików podchodzili przedstawiciele zakładów pracy. Sam Pafawag (fabryka wagonów – dop. red.) kupił chyba cztery koncerty. Przychodziły też osoby prywatne. Takie było szaleństwo na punkcie Silnej Grupy.

A wy wtedy odpoczywaliście?

 Tak, a my aktywnie odpoczywaliśmy…

Zawsze był Pan tak aktywny?

Od dzieciństwa. Nie miałem ciągot do instrumentów, ale raczej do słuchania, organizowania i konferansjerki. No i zabawy. Jako bardzo młody człowiek mieszkałem w Poznaniu. To były lata 60. Pomiędzy godziną 17., a 21. organizowaliśmy tzw. fajfy. Zespół nazywał się Pechowcy i obok Tarpanów była to najpopularniejsza grupa w Poznaniu. Potem pojawiły się jeszcze Szafiry z Anną Szmeterling, która później przybrała pseudonim Anna Jantar. I tak wszyscy rywalizowaliśmy, a jednocześnie kolegowaliśmy się.

Pojechaliście do Szczecina na Festiwal Młodych Talentów?

W Szczecinie Poznań był reprezentowany przez Wojtka Kordę z Niebiesko Czarnych i Ryszarda Kanię, który z kolei śpiewał z Tarpanami, a potem popełnił samobójstwo. No i pojawiła się Halina Frąckowiak, także wokalistka Tarpanów. Ja działałem trochę później. Robiłem koncerty Trubadurom, organizowałem festyny, działałem w klubach studenckich, m.in. Pod Maskami, gdzie poznałem Urszulę Sipińską i Zdzisławę Sośnicką, które stawiały swoje pierwsze kroki na estradzie. W klubie Nurt debiutował Zenek Laskowik, powstał kabaret Tey. Potrafiłem nawiązywać kontakty, organizować. 

 I dlatego ruszył Pan w Polskę?

Tak, w 1967 roku Wojtek Korda namówił mnie na wyjazd do Wrocławia. Niebiesko Czarni należeli wtedy do Estrady Dolnośląskiej. Pojechałem tam. W czerwcu zorganizowałem swój pierwszy w pełni zawodowy koncert. To była Hala Ludowa, Niemen i Niebiesko Czarni. Potem organizowałem już dziesiątki koncertów w całej Polsce, a w 1971 roku przeniosłem się do Szczecina.

I już tak zostało.

Moja pierwsza żona była z Olsztyna, ja z Poznania i wybraliśmy… Szczecin. Związałem się tutaj z Polskim Stowarzyszeniem Jazzowym, które współpracowało wtedy z kawiarnią Jubilatka przy al. Wojska Polskiego. Robiliśmy sporo koncertów m.in. Kabaretu Tey, Jonasza Kofty, Wojciecha Pokory, Bohdana Łazuki. A ja w międzyczasie zająłem się fotografią. Razem z kolegami rozpoczęliśmy organizować w Międzyzdrojach Międzynarodowe Targi Fotografii Polfoto.

 I w Szczecinie poznał Pan swoją obecną, drugą połówkę? 

Tak, Danusia tańczyła w grupie estradowej dorabiając sobie do urzędniczej pensji. To był taniec nowoczesny. Pewnego dnia poszedłem napić się gorzały, był program rozrywkowy, ktoś wyciągał z rękawów gołąbki i wybiegła dziewczyna dla której oszalałem. Wyrwałem i nie puszczam do dnia dzisiejszego.

Zebrane doświadczenia pozwoliły potem Panu na długi romans z… telewizją?

Z programem drugim TVP i Niną Terentiew. Przez 12 lat zrobiłem kilkadziesiąt koncertów, pikników, festynów, w tym 30 – lecie programu drugiego.

To zdaje się były lata 90. Wtedy w Szczecinie Pana nazwisko stało się głośne za sprawą zupełnie innej osoby. Bohaterem mediów – w kontekście mafii paliwowej stał się pewien szczeciński biznesmen. 

Kiedyś pojawiło się w prasie, że ten pan wykupił z pół województwa. Tydzień po ukazaniu się tekstu dzwoni do mnie mój kolega. „Adam jesteś kawał ch…. To ja do ciebie zwróciłem się z prośbą o pożyczkę 2 tysięcy zł na kupno samochodu, a ty tutaj…“ Takie bywały reakcje. Kiedy ówczesny prezes Enei powoływał do życia firmę wypoczynkową Entur i mianowano mnie jej prezesem to określone służby sprawdzały czy nie jestem skoligacony z tym biznesmenem. A jesteśmy sobie obcy. Na początku mi to przeszkadzało, ale potem już nie.

Właśnie stuknęło Panu 65 lat, piękny wiek. Czyli czas na odpoczynek?

Skądże znowu. Przymierzam się do Karuzeli Cooltury w Świnoujściu w związku z rezygnacją dotychczasowego organizatora. Zadeklarowałem prezydentowi Świnoujścia, że zrobię imprezę na tym samym poziomie za 2/3 ceny.

I zrobi Pan?

– Nie wiem, czekam na odpowiedź. Na razie po raz kolejny opiekowałem się turniejem artystów podczas Pekao Szczecin Open. No i robiłem 13 edycję turnieju Baltic Cup w Pogorzelicy. Planuję kolejne, ale co roku w innym mieście – Świnoujściu, Międzyzdrojach, Pogorzelicy i Kołobrzegu.

No to życzę zdrowia i kondycji.

Adam  Grochulski 
Poznaniak z urodzenia, szczecinianin z wyboru. Promotor i przyjaciel artystów od wczesnych lat 60. Twórca i uczestnik setek tras koncertowych. Organizator Międzynarodowych Targów Polfoto w Międzyzdrojach. W latach 90. przygotowywał koncerty dla programu II TVP, zarządzał ośrodkiem wczasowym Enei w Pogorzelicy i stworzył tam kultowy lokal Sahara. Organizator turniejów tenisowych dla artystów, m.in. na Pekao Szczecin Open. 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać