- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Alfred Meister. W poszukiwaniu szczecińskiego Van Gogha

Strona głównaAlfred Meister. W poszukiwaniu szczecińskiego Van Gogha

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Był średniego wzrostu, miał jasne włosy, niebieskie oczy, pociągłą twarz, nie posiadał znaków szczególnych. Był także namiętnym palaczem, uwielbiał cygara. Ale to nie istotne. Zanim przeczytacie ten tekst spójrzcie na ilustracje. Widzicie? Patrzycie? I jak? Podoba się? Porusza? Intryguje? Oglądając obrazy Alfreda Meistra łatwo się zachwycić, ale też… zdziwić, prawda? Widzimy coś znajomego… Faktycznie młody artysta inspirował się twórczością wielkich mistrzów, z miejsca przychodzą do głowy doskonale znane nazwiska wielkich twórców i ich dzieła – Paul Cézanne, Vincent van Gogh, Auguste Rodin, Paul Gauguin, Henri Matisse. Obrazy Alfreda Meistra imponują warsztatową biegłością, są mistrzowskim przeglądem głównych nurtów sztuki – od realizmu, przez impresjonizm i postimpresjonizm, po ekspresjonizm. Późne prace pokazują jednak, że odnalazł własny styl. Gdyby nie tragiczne wydarzenia z 1914 roku, Szczecin mógłby pochwalić się, że to tu urodził się wielki malarski talent, postimpresjonista. Dr Dariusz Kacprzak, historyk sztuki, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego w Szczecinie twierdzi, że jeszcze nic straconego.

– Przywracanie pamięci artystom, odkrywanie ich twórczości na nowo, dla współczesnych – to naturalna nasza powinność. Dość wspomnieć, że gdyby Théophile Thoré – Bürger, dziewiętnastowieczny dziennikarz i krytyk sztuki, po dwu stuleciach zapomnienia nie odkrył ponownie Johannesa Vermeera van Delft, dziś być może nie pielgrzymowalibyśmy do Amsterdamu, by zobaczyć „Dziewczynę z perłą” czy słynną „Uliczkę”. 

Nie ma niestety w Szczecinie Muzeum Alfreda Meistra. Nie ma jego ulicy czy skweru. Nie ma nawet ani jednego dzieła, a stworzył ich kilkaset. Nie ma ani w Muzeum Narodowym, ani wśród prywatnych kolekcjonerów czy antykwariuszy, choć z tymi ostatnimi jest związana pewna anegdota, o czym później. Mało kto w Szczecinie i na Pomorzu słyszał o Alfredzie Meistrze. Mało kto poznał Jego obrazy. Jednak każdy, kto je widział – także za sprawą autora niniejszego tekstu – wyrażał podziw, zachwyt albo przynajmniej duże zainteresowanie. Ale jego prace, dzięki wcześniejszym wystawom i zapobiegliwości rodziny zostały szczegółowo skatalogowane. Trudna i burzliwa historia Szczecina, Pomorza Zachodniego, a później także Niemieckiej Republiki Demokratycznej nie pozostała bez wpływu na spuściznę Meistra. W zbiorach dawnego Muzeum Miejskiego w ówczesnym Stettinie było kilkanaście obrazów. Nie wiadomo co się z nimi stało. Zaginęły? Zostały zniszczone? Spalone? Skradzione? Nie ma po nich najmniejszego śladu. Prace będące w posiadaniu najbliższej rodziny przepadły w NRD. Kolejny trop prowadzi na wyspę Wolin, gdzie malarz tworzył. Dawni mieszkańcy wyspy pod koniec II wojny światowej stamtąd uciekali, może płótna Meistra, które mogli posiadać jako sąsiedzi czy przyjaciele artysty gdzieś ocalały, pozostawione i nieświadomie przygarnięte i zawieszone w salonie lub sypialni przez ich następców. Wielka zagadka… Alfred Meister – artysta zapomniany? Ależ nic straconego… Rozpoczynamy poszukiwanie. 

Alfred Szczeciński

Alfred Emil Gustav Meister przyszedł na świat 22 maja 1888 roku w kamienicy przy Pölitzer Strasse 1, dziś to ulica Roosevelta. Niedługo później rodzina Meistrów przenosiła się do domu przy Bismarckstrasse 6, dzisiejszej Obrońców Stalingradu. Niestety obie kamienice nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Ojciec – Ernst – był wziętym adwokatem i notariuszem, matka – Sofie Melanie – śpiewaczką operową. Z kolei dziadkowie prowadzili cenioną firmę handlującą wyrobami żelaznymi. Alfred postanowił zostać artystą. Artystą malarzem. 

– Jego wielki talent ujawnił się już w dzieciństwie. W dwunastym roku życia narysował swój pierwszy autoportret – opowiada prof. Rolf Meister, syn brata Alfreda – Georga. Bratanek malarza to dziś ceniony lekarz, mieszka w Bad Lippspringe w Bawarii. Mimo podeszłego wieku z wielkim oddaniem pielęgnuje pamięć o swoim przodku. Gromadzi dzieła Alfreda i z lekarską dokładnością dokumentuje życie młodego malarza. 

– Ukoronowaniem mojej pracy była zorganizowana sześć lat temu, monograficzna wystawa w szczecińskim muzeum. Pokazaliśmy ponad 120 dzieł Alfreda. Wystawie towarzyszył katalog. Od tego czasu odbyło się wiele wykładów i w Polsce i w Niemczech, wydano inne publikacje jemu poświęcone. Aktualnie przygotowuję kolejne dwa artykuły książkowe i wreszcie stronę internetową. 

W rodzinnym archiwum zachował się między innymi prawdziwy skarb – odręcznie napisany list motywacyjny, kiedy Alfred starał się o przyjęcie do Szkoły Sztuki w Weimarze. Pismo datowane jest na 3 października 1905 roku, czytamy w nim: 

„Już w dzieciństwie posiadałem skłonności do rysowania, malowania i modelowania. Od dziewiątego roku życia uczyłem się prywatnie rysunku u panny Marie Kowalewski, nauczycielki szczecińskiej Szkoły Rzemiosł. W Gimnazjum Realnym im. Schillera uczył mnie Bruno Lotze, który stawiał przede mną najrozmaitsze zadania i wkrótce pozostawił mi wolna rękę przy ich wykonywaniu,. Zdecydowanie postanowiłem, by obrać artystyczną drogę i móc przygotować się do tego w Szkole Sztuki.” 

Do listu dołączona była teczka z piętnastoma pracami. Efekt – marzenie młodego malarza o studiach w prestiżowej Wielkoksiążęcej Saskiej Szkole Sztuki w Weimarze się spełniło. 

Alfred zainspirowany

Po pierwszym roku studiów jego nauczyciel Max Thedy pisał, że Alfred jest bardzo utalentowany i pilny, robi duże postępy i wykonuje dobre prace. Studenckie sukcesy Meistra potwierdza historyk sztuki, badaczka jego twórczości – dr Ewa Gwiazdowska:

– Reklama –

spot_img

– W Wielkoksiążęcej Saskiej Szkole Sztuki w Weimarze był jednym z najmłodszych studentów wyróżnionych już na trzecim semestrze wysokim odznaczeniem – medalem. Jego profesorami byli wybitni artyści: Hans Olde, Max Tedy czy Ludwig von Hofmann.

Po studiach w Weimarze Alfred wrócił na Pomorze Zachodnie. Zamieszkał w malutkiej Wisełce (Neuendorf) na wyspie Wolin. Tu odlazł spokój i inspirację. Tworzył. Idyllę przerwało wezwanie do odbycia obowiązkowej służby wojskowej w Berlinie. Ten czas dla młodego artysty był stracony – popadł w depresję. W rodzinnych archiwach, w pamiętniku brata Alfreda, odnajdujemy taki wpis: „Bardzo zasmucające wieści o Alfredzie. Kwestia psychiczna jest dla niego najtrudniejsza i zasadniczo jest to jedyna trudność. Traci on wiele ochoty i sił życiowych, gdyż sytuacja go przerasta.” 

Na szczęście po wojskowym stażu, zakończonym przeniesieniem do rezerwy, Meister wyjechał do Paryża. Dwuletni pobyt i praca we francuskiej metropolii sztuki to niezwykle ważny dla jego twórczości okres. 

– Alfred w Paryżu studiował w Académie Ranson. Wśród nauczycieli odnajdujemy takie nazwiska – Maurice Denis, Paul Sérusier, Arisitide Maillol i wielki Henri Matisse. Jako współmieszkaniec paryskiego Hôtel Biron doskonalił się artystycznie utrzymując bliskie kontakty z Augustem Rodinem, który w tym budynku miał atelier. Dziś to znane muzeum Rodina – opowiada Rolf Meister. 

Wiosną 1911 roku Alfred opuścił Paryż. Wrócił do swojej ukochanej Wisełki, znów tworzył. W tym czasie powstało wiele obrazów olejnych, przede wszystkim pejzaże wyspy Wolin. Rok później znów wyjechał do Paryża, szukał kolejnych inspiracji. Głównym zadaniem podczas tego pobytu były intensywne studia dzieł sławnych malarzy. Podobno najczęściej można było go spotkać w Luwrze. Spędzał tu całe dnie. Inspirował się, ale też dzięki temu pracował zajmując się, pewnie też zarobkowo, kopiowaniem. Ot choćby słynnego Vincenta van Gogha. O ile porównanie Meistra do wielkiego mistrza jest zbyt daleko idące, to…

– Jest coś, co łączy tych dwóch. Obaj mieli wspólnego mistrza. Vincent van Gogh inspirował się twórczością wielkiego Eugène Delacroix, Meister także. Wśród kopii i studiów według wielkich klasycznych pierwowzorów, tworzonych podczas pobytu w Paryżu przez Meistra, odnajdujemy między innymi udaną i wierną kopię „Polowania na tygrysy” Delacroix – mówi Ewa Gwiazdowska. 

Końcówka drugiego pobytu we Francji to już przygotowania do wielkiej wystawy z okazji otwarcia w rodzinnym Szczecinie nowego gmachu dla Muzeum Miejskiego. 

– Alfred Meister zyskał wielkie uznanie dyrektora Waltera Riezlera, którego odważny gust kolekcjonerski nakierował muzealny azymut polityki nabywania dzieł na współczesność, zwiastując nadejście awangardy u schyłku belle epoque – opowiada dr Dariusz Kacprzak. 

Rolf Meister dopełnia: – Entuzjazm Riezlera dla prac młodego artysty ujawnił się między innymi w prezentacji aż 18 (!) jego obrazów. Wielu zwiedzających irytowało się podczas oglądania dzieł, ponieważ takie obrazy nie były w Szczecinie pokazywane. Dla jednych okazały się zbyt nowoczesne, ale na innych wywarły silne wrażenie jako malarstwo oddziałujące silną ekspresją barwy. W gazetach przeważały opinie pozytywne.

Niesiony sukcesem Alfred natychmiast wrócił do swojego atelier na wyspie Wolin. Znów tworzył. Przed powołaniem na front zdążył jeszcze odbyć krótki wyjazd studyjny do Berlina. Niestety, artystyczna droga młodego malarza została przerwana w lesie na lewym brzegu Wisły koło Bronowic. 

– Reklama –

spot_img

„W sobotę, 10 października po południu nadszedł rozkaz do natarcia. Podeszliśmy naprzeciw pozycji rosyjskiej piechoty, następnie postępowaliśmy za wrogiem przez gęsty las. W tym czasie nastał zmrok. Koło wsi, dostaliśmy się pod silny ogień. Nasz regiment zaatakował. Doszło do nocnej walki w lesie. Wtedy także Pański syn, będący dzielnym dowódcą 3 oddziału, podczas ataku został trafiony przez wrogi strzał. Strzał w głowę odebrał mu życie”. 

To fragment przejmującego listu, który otrzymał ojciec malarza od podporucznika K. Hunda, towarzysza broni Alfreda. Dr Ewa Gwiazdowska przyznaje:  

– Życiorys Alfreda Meistra jest niestety typowy dla początku XX wieku. Wielu młodych obiecujących, utalentowanych artystów poległo na polach bitewnych I wojny światowej. To dowód jak wielka tragedii spadła na świat i Europę sto lat temu. Powstaje wiele pytań w rodzaju, co by było gdyby… Alfred był rówieśnikiem i przyjacielem Ivo Hauptmanna, syna słynnego pisarza Gerharda Hauptmanna, który przeżył obie wojny, i dziś jest uznanym w Niemczech i w Europie malarzem. Czy tak mogłaby wyglądać kariera Meistra? 

Na tym ta opowieść mogłaby się skończyć. To pytanie mogłoby pozostać otwarte. Ale artysta żyje przecież wiecznie. Nawet ten zapomniany. 

Alfred ulubieniec

Po zakończeniu wojny, w 1919 roku, Szczecin przypomniał swojego zdolnego mieszkańca. Na wystawie „Moderne Kunst” pokazano między innymi jego prace. Warto przypomnieć, że większość współczesnych mu miejscowych artystów, czynnych na początku XX wieku, była przedstawicielami późnego impresjonizmu lub innego konserwatywnego rodzimego malarstwa i kultywowała widoki portu i miasta. Zachowała się nawet recenzja napisana przez krytyka sztuki podpisującego się inicjałami H.P. 

„Alfred Meister, który studiował w Weimerze, pracował w Paryżu i Neudorf (Wisełce) na Wolinie i poległ w 1914 roku, był malarzem, którego śmierć napełnia smutkiem każdego miłośnika sztuki. Wyjazd na obczyznę nie spowodował jego zbłądzenia, ponieważ posiadał dość siły ducha, aby znaleźć własną drogę. Tkwiła w nim moc. Nie tylko pejzaże, ale wszystkie wystawione portrety zyskują rys zwartości – one właśnie z całej wystawy wywierają nam mnie największe wrażenie. Znana do dziś jest także jeszcze notka z jednej ze szczecińskich gazet: „Przeminął malarz, którego śmierci będzie żałować każdy miłośnik sztuki. W nim ukryta była wielkość”.

Alfred zaginiony

Niestety większość prac pokazywanych wówczas zaginęła. To obrazy powstałe przed śmiercią Meistra, Najbardziej dojrzałe. Te płótna, a właściwie ich brak zmuszają znów do zadania pytania jak daleko zaszedłby wybraną drogą, co by osiągnął, jakie możliwości by się przed nim pojawiły… Niestety nie ma na nie odpowiedzi. Ale szanse na odnalezienie obrazów wciąż istnieją. Rolf Meister podsumowuje swoje wieloletnie poszukiwanie i badania: 

– Dzieła zachowane obecnie – o ile mi wiadomo – znajdują się w prywatnych rękach w Niemczech, przede wszystkim u członków rodziny, a częściowo w posiadaniu nieznanych nabywców w dawnej NRD. Zachowana spuścizna obejmuje ponad 200 dzieł, między innymi liczne obrazy, wiele gwaszy, kilka akwarel i pasteli, jak również projekty plakatów i dużą liczbę rysunków. 

Niestety w zbiorach Muzeum Narodowego w Szczecinie nie ma ani jednego płótna Alfreda. 

– Obrazy będące w zbiorach ówczesnego Muzeum Miejskiego zaginęły. Jest pewien ślad sprzed dosłownie kilku lat – jeden ze szczecińskich antykwariuszy, który prosił o anonimowość, wspominał, że przez jego ręce przeszły te obrazy…, ale też w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły… To brzmi jak jakaś klątwa (śmiech). Nie możemy odnaleźć początku do tego kłębka, ale wierzymy, że się uda. Nie wiadomo co kto ma na strychu… – mówi Ewa Gwiazdowska.

Dr Dariusz Kacprzak dodaje: – Istnieje szansa, że w pewnym stopniu do odkrycia dalszych prac Alfreda Meistra przyczynią się wykłady, publikacje, rozmowy. Po ostatniej wystawie w Szczecinie w roku 2008 w Internecie pojawiły się dwie nieznane wczesne prace, które zostały zakupione i dołączone do całego zbioru. 

Przykładu nie trzeba daleko szukać. Wieloletnie starania miłośników sztuki zaowocowały swoistym „zmartwychwstaniem” innego malarza – Augusta Ludwiga Mosta. 

– Był zapomniany, ale nasza praca przyczyniła się, że jest o nim głośno i na rynkach antykwarystycznych zaczęły pojawiać się jego prace, niestety albo stety już dużo, dużo, dużo droższe… (śmiech). Być może tak samo będzie z Meistrem – zastanawia się dr Gwiazdowska.

Pamięć o przeszłości jest bezcenna, stanowi źródło naszej tożsamości, genius loci Szczecina.

Mamy szanse przywrócić Alfreda Meistra do życia. Drugiego życia… Czy ktoś gdzieś widział jego obrazy? Może warto zainicjować poszukiwania na większą skalę. Po to jest ten tekst. Może to, co uda się odnaleźć powinno wreszcie znaleźć się także w Szczecinie – rodzinnym mieście niezwykle utalentowanego malarza z fascynującą, lecz tragiczną historią. Czy są w tym mieście jeszcze filantropi? A może tylko po to byście się Alfredem Meistrem zachwycili. Czy ktoś dziś jeszcze wycina zdjęcia z czasopisma i je eksponuje na ścianie w ramie czy antyramie? Śmiało. Proszę bardzo. Alfred Meister od teraz jest modny! Po to jest ten tekst…

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać