Nie straszne im błoto, strome podjazdy i karkołomne zjazdy. Bo im większe przeszkody, tym lepiej. Szczecińscy entuzjaści offroadu to ludzie w różnym wieku wykonujący rozmaite zawody. Łączy ich jedno – miłość do jazdy po bezdrożach.
To sposób na oderwanie się od codzienności, i niesamowita frajda – mówi Piotr Machowski, prezes Stowarzyszenia Aktywnej Turystyki 4×4 Szczecin. – Taranowanie przeszkód pozwala odreagować stres, a życie w terenówce biegnie szybciej niż w rollercoaster!
Obecnie klub liczy ponad 40 osób. Wśród nich są zarówno wielbiciele turystycznych przejażdżek w lekkim terenie, jak i amatorzy tras ekstremalnych. Jak zostać członkiem klubu? Oczywiście istotne jest, aby mieć odpowiednio przygotowany samochód, ale nie jest to jedyny warunek.
– Mamy zasady których należy bezwzględnie przestrzegać. Nie jeździmy byle jak i byle gdzie, tylko tam gdzie mamy na to pozwolenie – podkreśla Machowski. – Kto nie przestrzega zasad nie może być w naszym klubie. Prawdziwy offroadowiec jest zdyscyplinowany. Adrenalina i spontaniczność to fajna sprawa, ale trzeba też wiedzieć, kiedy należy zawrócić.
Czym jeździć?
W Szczecinie zapanowała moda na samochody 4×4. Większość to jednak to pojazdy typu SUV. Nie nadają się do jazdy w trudnych warunkach, ale za to świetnie sprawdzają się w drodze nad jezioro czy przy pokonywaniu wyższego krawężnika. Najbardziej popularne terenówki wśród szczecińskich offroadowców to Nissan Patrol GR, Mitsubishi Pajero, Land Rover Discovery, Jeep Wrangler i Suzuki Samurai. I to nie te najdroższe, naszpikowane elektroniką i mnóstwem ozdobnych chromów. Najlepiej sprawdzają się terenówki z lat 90’- proste, nie przeciążone komputerami, obowiązkowo ze stałym napędem na cztery koła.
– Przyzwoite i nieźle wyposażone auto możemy już pozyskać za 25 – 30 tysięcy. – A nowych, drogich cacek w lesie trochę szkoda – śmieje się Sławomir Wasiak, wielokrotny mistrz Polski w rajdach terenowych. – Nie raz mieliśmy okazję oglądać takie wozy po pierwszej przeprawie. Poobrywane listwy, nadkola, chlapacze, zepsuta klimatyzacja, a nad tym wszystkim płaczący właściciele!
Offroadowcy wyznają zasadę, że dobre auto trzeba zrobić samemu.
– Jest w tym sporo prawdy – potwierdza Sławomir Wasiak. – Dlatego rzadko dokonujemy zakupu pojazdu w salonie, a jeśli już, to natychmiast poddajemy go licznym przeróbkom i udoskonaleniom.
Co warto mieć
Oczywiście obowiązkowe wyposażenie to mapa, GPS oraz CB Radio, by móc kontaktować się z kolegami. Inne udoskonalenia powinny być uzależnione od tego jaki rodzaj offroadu zamierzamy uprawiać. Dla początkujących najlepsze są trasy turystyczne z łatwiejszymi odcinkami, które nie wymagają zaawansowanych przeróbek.
Klasa przeprawowa – to już nie zabawa. Charakteryzuje się bardzo trudnymi trasami i przeznaczona jest dla doświadczonych kierowców i pilotów. Samochody muszą być wyposażone m.in. w klatki (mają za zadanie przeciwdziałać poważnym zniszczeniom nadwozia w razie wypadku lub wywrócenia) i wyciągarki, które wyciągną auto, gdy koła buksują w miejscu.
Ważne jest zabezpieczenie silnika przed wodą, a dokładniej wlotu powietrza.
– Wcześniej sprawdź, gdzie auto ma wlot powietrza – tłumaczy Michał Kaczmarczyk, współorganizator szczecińskiego BAJA Poland. – Następnie zrób samemu (choćby z rury od odkurzacza) albo kup specjalne wyprowadzenie wlotu powietrza na górę przez tzw. snorkel. Woda nie zaleje silnika, nawet gdy wpadniesz w podwodną dziurę.
Snorkel to jeden z charakterystycznych elementów po ktorym można poznać najprawdziwsze terenówki. To rura wychodząca spod maski, przymocowana do błotnika i pnąca się po przednim słupku do góry.
Piotr Machowicz ma za sobą niejedną ekstremalną przeprawę i najlepiej wie, że czasem nawet perfekcyjnie wyposażone auto musi przegrać z żywiołem.
– Pamiętam jak przejeżdżałem przez rzekę na Pojezierzu Drawskim, dobrze ją znalem więc nie spodziewałem się żadnych problemów – wspomina. – Nurt rzeki jednak był w tym dniu wyjątkowo silny i poczułem że zaczyna mnie znosić, a woda podnosiła się coraz wyżej. Gdy poziom sięgnął wycieraczek i woda zalała mi radio, poddałem się – śmieje się. – Otworzyłem drzwi i niemal wypłynąłem z samochodu!
Dla offroadowców uzależnionych od adrenaliny przeznaczona jest klasa szybkościowa. Tu absolutną koniecznością jest klatka bezpieczeństwa, sportowe fotele oraz czteropunktowe stałe, a nie bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa.
– Pamiętam jeden z rajdów szybkościowych na BAJA w Rzeszowie – wspomina Sławomir Wasiak. – Jechałem z szybkością 160 km/h i auto wypadło z zakrętu, zrobiło salto w powietrzu i wylądowało na kołach! Było m.in. wyposażone w klatkę bezpieczeństwa i czteropunktowe pasy. Dzięki temu wyszedłem cało z opresji.
Gdzie jeździć?
Terenów do offroadowych szaleństw w naszym województwie mamy naprawdę sporo. Jest jednak jedna podstawowa zasada, której należy przestrzegać. Nie wolno wjeżdżać do lasu bez pozwolenia.
– To prawda – mówi Piotr Machowski. – Przepisowo każdy wjazd do lasu samochodem wymaga zgody nadleśnictwa, ochrony środowiska, a czasem nawet wojska, jeżeli są to tereny poligonu.
Do ulubionych tras zaliczają tereny starej kopalni i poligonu w okolicach Drawska Pomorskiego, dużym powodzeniem cieszą się też Goleniów – Mosty, Wał Pomorski, okolice strzelnicy na Wołczkowie. Tam też najczęściej organizują rajdy, spotkania, imprezy urodzinowe okolicznościowe takie jak urodziny. Bo offroadowcy to zgrana ekipa.
– To uzależnia. Adrenalina, koledzy, wspólne wyjazdy, przygody – wylicza Michał Kaczmarczyk. – Raz udaje się wyciągnąć samochód z błota czy piachu w 15 minut, innym razem trwa to trzy godziny. Później obowiązkowe ognisko, kiełbaski oraz piwo – tak świętujemy kolejną udana wyprawę.









