Reżyseria: Dorota Kobiela-Welchman i Hugh Welchman
Czy w przypadku filmu opartego na znanej powszechnie literackiej klasyce, można mówić o „spoilerowaniu”? Pytam, bo chcę zacząć od ostatniej sceny, która wyczerpująco definiuje film (czym i o czym jest). Lipczanie dokonują na Jagnie linczu, niemiłosiernie przy tym ją upokarzając. Nagą dziewczynę skopią i obrzucą łajnem. Gdy już oddalą się, lunie deszcz, który zmyje z Jagny gówno, które wartkim strumieniem spłynie z powrotem do Lipiec. Ta scena, jak cały film, jest wielowątkową metaforą. To opowieść powtarzająca święte prawdy rodem z biblijnych przypowieści, ale także proste i mądre metafory z rodzimej ludowizny. Wszystko składa się, niczym w antycznych mitach, na swoisty rytuał oczyszczenia, By przyszło nowe, stare musi odejść… W finałowej scenie padający deszcz „zmyje” także z kadru malarską maskę, niejako demaskując formę.
Nie chcę powtarzać zapisanej w noblowskiej powieści Reymonta historii. Dość powiedzieć, że to zawsze aktualny traktat o ludziach. O miłości, wierności, zdradzie (archetyp miłosnego trójkąta z niefortunnym, lecz jedynie „formalnym” kazirodztwem), ale też chciwości, uczciwości, i takiej prostej mądrości. Owszem wszystko ubrane w misterny etnograficzny kostium. Nie tylko w przestrzeni kultury, muzyki, języka, obrzędów, ale przede wszystkim społecznych napięć, obyczajów oraz intymności.
Film Doroty Kobieli-Welchman i Hugh Welchmana nie próbuje wiernie powtarzać literatury. Jest to wręcz skondensowany skrót. I dobrze, bo czyni go zrozumiałym i przystępnym.
Muzyka w filmie to prawdziwie zachwycające zjawisko! To erzac językowej maniery z literackiego pierwowzoru. Ścieżka dźwiękowa to tradycyjne polskie brzmienia, wykonywane na autentycznych dawnych instrumentach ludowych. Ta muzyka wciąga, pochłania! W dynamicznych scenach, śmiało może konkurować z pulsującą współczesną elektroniką. Cóż za rytm, cóż za tempo, cóż za melodie! Stoi za tym Łukasz Rostkowski vel L.U.C. oraz potężna armia ponad stu znakomitych muzyków.
„Chłopi” to nie do końca animacja, lecz malarska interwencja w filmowy materiał – nagrane kadry zostały powtórnie namalowane na płótnie przez sztab ponad setki malarzy z Polski, Litwy, Ukrainy oraz Serbii. Powstało ponad 80 000 ręcznie namalowanych klatek, które połączone, złożyły się na ten zjawiskowy film.
Malarska forma kadrów na początku utrudnia oglądanie, lecz gdy oko się przyzwyczai, zdaje się uwypuklać pewne treści i znaczenia. Łatwiej (i piękniej) jest w statycznych scenach, w tych żywiołowych, dynamicznych wszystko jest rozedrgane. Percepcja nie nadąża za tempem animacji. Do czasu, gdy obraz, muzyka i narracyjna esencja połączą się… Farba nie przykryła emocji, wyrażonych w aktorskich kreacjach. Maciej Boryna w interpretacji Mirosława Baki to wspaniały portret silnego, lecz samotnego mężczyzny. Robert Gulczyk sugestywnie pokazał nieustanne napiętego, gotowego do walki Antka. Bardzo trudną, kluczową dla interpretacji filmu, postać Jagny zbudowała Kamila Urzędowska – od beztroski okraszonej pięknem, po tragedię wyrażoną bólem i cierpieniem. Świetna jest stanowcza Sonia Mietelica vel Hanka. Show kradną jednak postaci drugiego planu, kreowane przez dojrzałe i znakomite aktorki – Dorotę Stalińska (Jagustynka), Ewę Kasprzyk (Dominikowa). Warto także wspomnieć wyraziste postaci zaproponowane przez Sonię Bohosiewicz (Wójtowa), Małgorzatę Kożuchowską (Organiścina) oraz Cezarego Łukasiewicza (Kowal Michał) i Macieja Musiała (Jaś).
Filmowa adaptacja noblowskich „Chłopów” to w przestrzeni wizualnej bezdyskusyjne dzieło sztuki! Narracyjnie zaś, to udana, czytelna i uniwersalna opowieść. Do kin! Oglądanie tego filmu na ekranach komputerów, smartfonów, a nawet sporych telewizorów nie ma sensu. To wielkoformatowe dzieło!








